Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wąsatka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wąsatka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 września 2019

Jesień nad Kiermasem



Buczenie bąków ucichło już na początku lata, rokitniczki, potrzosy, trzcinniczki śpiewały jeszcze przed miesiącem, a teraz? Teraz nad Kiermasem panuje cisza, 

cały ten cudowny, wiosenno-letni ptasi rejwach zniknął i z rzadka tylko można usłyszeć pierwiosnka czy sikory. Za to zawsze można liczyć na wiatr grający w berka z trzcinami lub popędzający wodę, by szybciej płynęła. 

I kiedy się nie wypatruje i nie nasłuchuje, a tylko zwyczajnie słucha i patrzy, niczego nie oczekując, wtedy może nas spotkać niespodzianka. Najpierw dociera do mnie delikatny, trochę monotonny brzęk szarpanych pojedynczo strun. Nie jest łatwo wśród szarzejących, kołysanych wiatrem trzcin, poprzetykanych rudawymi pałkami dostrzec źródło owego dźwięku 

i dopiero po jakimś czasie, całkiem blisko dostrzegam obejmującego łapkami trzcinową gałązkę beżowego samczyka wąsatki. 

Po chwili tuż obok przysiada samiczka oraz drugi samczyk. 





Niespodziewanie cała trójka daje nura w dolne partie trzcin. Wszystko ucicha na dłuższą chwilę 

i dopiero gdy siedzący w zakolu wędkarz opuszcza stanowisko okazuje się, że wąsatki żerując nisko w trzcinach zatoczyły spore koło i znowu są w pobliżu mostu i znowu słychać ich nawoływanie. Wolą prawy brzeg bo wiatr pędzący z górki gładko przelatuje przez pierwsze napotkane trzciny i z impetem wpada w te lewobrzeżne, targając nimi niemiłosiernie. Tym razem pierwsza pokazuje się samiczka, dalej oba samczyki i niespodzianka, jest i druga samiczka, więc są dwie pary. 



Pewnie za pierwszym razem przegapiłam. Krótka narada, jakieś niesnaski między samczykami i ponowny nur w trzciny. 






Mając nadzieję, że znowu przylecą postanawiam schodkami zejść z mostu i poczekać na nie trochę bliżej wody. Przylatują i zaraz zaczynają żerować, od czasu do czasu zerkając, czy nie zamierzam wejść na ich teren. 









Kolejny wędkarz ma dosyć siedzenia na wietrze i wtedy odlatują w stronę jeziora Isąg. Jesień nad Kiermasem wypełnia się powoli i dokładnie. Listek po listku żółknie, płowieje trzcina za trzciną, taka jest kolej rzeczy. 

Pocieszające jest to, że w krótkie jesienne i zimowe dni tęsknotę za ptasim gwarem koić będą łagodne pobrzękiwania wąsatek. 


Jest za co przyrodzie dziękować.

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Zbieractwo


Kto z nas w dzieciństwie nie zbierał no, kto? Każdy zbierał. Małe śliczne kamyki, cudne listeczki, kwiatuszki do zasuszenie, skrzydła martwych motyli, powykręcane dziwacznie korzenie, muszelki, drobne jak ryż bursztyny, piorunowe groty, ptasie piórka i kto wie, co tam jeszcze. Trzymało się to w pudełeczkach, słoikach, ozdobnych puszkach, z czasem w jakichś większych kuferkach. Bywało, że już w dzieciństwie wymieniało się własne skarby na coś, co posiadał brat, siostra lub kolega. Jedna moja ulubiona Kasia znalazła kiedyś w piasku perłowy koralik i tak bardzo się nim zachwycała, że jeden mój ulubiony Michał zapałał tak okrutną chęcią posiadania go, że wymienił wymarzony niegdyś trzykołowy niebiesko-żółty rowerek na ów koralik. Takie to bywały dziecięce pasje. Z czasem zbieractwo cudeniek natury zamieniało się, oczywiście według zbierających na coś poważniejszego, z czasem zanikało, a z jeszcze dłuższym czasem, u niektórych na przykład u mnie nastąpił powrót do dziecięcych pasji, może tylko w innej formie. Od kiedy wzięłam aparat fotograficzny do ręki, znowu zbieram. Rok w rok dzień w dzień prócz zwykłych cudów natury trafia się jakiś skarb, a mijający 2018 był w te skarby wyjątkowo bogaty. Zobaczyłam kilka perełek, o których nawet nie marzyłam, a kilka, o których wiedziałam, że je dokładniej zobaczę, znajdę, tylko nie wiedziałam, kiedy.
Zaczęło się wiosną od tego, że na moim stawie przysiadły na chwilę tracze. Na wodzie nie udało mi się ich sfotografować, ale w powietrzu i owszem.

W maju okazało się, że w chaszczach za stawem mieszka cierniówka.

Także w maju na kanale Kiermas podpatrzyłam brodźce piskliwe.

Jedno z moich największych marzeń by zobaczyć śpiewającego słowika ziściło się również w maju, w czarnym bzie przy studni.


Pewnego niedzielnego poranka udało mi się przyłapać czatującego przy bobrzej tamie orlika krzykliwego.

Kolejną zdobyczą były pliszki żółte, które spotkałam przy rozlewiskach w rezerwacie Ustnik.


Tam też zobaczyłam pierwszy raz w życiu na żywo, bataliony i rycyka.


Poważną zdobyczą, chociaż zupełnie niechcianą był największy występujący w Polsce pająk bagnik nadwodny. Nie dość, że przyłapałam go na resztkach po ważce to jeszcze, niestety w moim stawie.

A to, skarbeczki bardzo wyczekane, najpierw para młodych, a nieco później dwa dorosłe samczyki wąsatki w trzcinach przy kanale Kiermas.





Kiermas i Ustnik to niewątpliwie swego rodzaju kopalnie skarbów, przy czym w Ustniku można jednak zobaczyć więcej. To tam, także pierwszy raz w życiu zobaczyłam świstuny i zrobiłam najlepsze jak do tej pory zdjęcia gęgaw.




Chociaż na okolice domu też nie mogę narzekać. W czerwcową noc zobaczyłam magiczne obłoki srebrzyste,

a na łące za Marunką podglądałam polujące wilki.

Wczesną wiosną w porze kwitnienia klonów spotkałam muchołówkę małą. Może była tylko przelotem, ale kolejne spotkanie wczesną jesienią odbyło się w tej samej okolicy, więc kto wie, może lubi sobie u mnie mieszkać.


Do kolekcji dołączam stado czapli białych, które udało mi się zobaczyć w Ustniku. Niezwykły widok zwłaszcza, jeśli się to widzi pierwszy raz w życiu.

Jednak moja najcenniejsza tegoroczna zdobycz to żołny. Prędzej bym się spodziewała spotkać lamę co to uciekła z hodowli niż piątkę tych pięknych kolorowych ptaków, a tymczasem w sierpniowe popołudnie zaszczyciła mnie jak się później okazało gniazdujące niedaleko para z trójką młodych.



Rok był fotograficznie niezwykle bogaty, ale tyle jest jeszcze do zobaczenia, że wystarczy na kilka kolejnych lat, czego sobie, a i Wam moi mili, jeśli lubicie tu zaglądać życzę. Szczęśliwego Nowego Roku:)