Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myszołów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myszołów. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 kwietnia 2017

Słoneczny podwieczór

We czwartek od rana światem rządził kapuśniaczek. Taki drobny deszczyk nie był w stanie powstrzymać wiosennych zapędów ptactwa, ale jednak trochę je przytłumił. Wszystko wróciło do normy dopiero pod wieczór, kiedy pokazało się ostre słońce. Dwa kaczory uznały jednak, że to zbyt późno, by żerować na krowim stawku i poleciały na nocleg do wsi. 




Kruk zadowolony z faktu, że przestało siąpić postanowił rozprostować kości i sprawdzić, co skłoniło do patrolowego lotu myszołowa. 



Koziołek zaniepokojony ptasimi głosami pędem zmieniał miejsce popasu, 


a i żuraw, choć z trudem, bo pod wiatr, przeniósł się na łąkę za lasem. 



Do przesady niebieskie niebo przeglądało się w bobrowym wodospadzie dziwiąc się, że ono odbija się tak zwyczajnie, a chmurki i trawy tworzą na spadającej wodzie esy floresy. 


Dopełniający się księżyc usadowił się w wierzbowych kotkach 


i przyglądał się parze czyży, która przeszukiwała olchowe szyszeczki i gawędziła przy tym cichutko, że gdy świeci słońce, to nawet północny wiatr nie wydaje się aż taki zimny i, że przyjemnie jest za jego sprawą pobujać się na gałązkach. 










Taki to był bardzo miły, słoneczny podwieczór.

wtorek, 28 lutego 2017

Koziołkowe wagary

Kilka cieplejszych dni i w ptasim świecie zaczęły się wiosenne przemiany. Miłosne trele najwcześniej zaczęły sikory, wczoraj dołączyły do nich trznadle i paszkot. Tego ranka nie tylko ptakom wiosna w duszy grała. Młody koziołek szedł z całą rodziną na popas. Rudel przemieszczał się przez las czujnie, powoli kierując się w stronę ugoru, na którym rosły duże kępy soczystego, zielonego, dzikiego prosa. Najwięcej było go na górce skąd był widok na całą okolicę i sarnom bardzo to odpowiadało. Nikt niezauważony nie był w stanie zbliżyć się do nich. Koziołek trochę się ociągał. Starym kozłom wyrosło już poroże otulone zamszowym scypułem, a on miał ledwo zaznaczone miejsca gdzie może kiedyś coś się pojawi. Czuł się już prawie dorosły, ale ciągle musiał respektować rodzicielskie nakazy, a tak bardzo było mu było tęskno do samodzielności. Na porębie niezauważony przez nikogo odbił trochę od reszty stada i znalazłszy kępkę zielonej trawy delektował się każdym źdźbłem.  Rudel już dawno dotarł do skraju rżyska, a on ciągle tkwił w lesie. Mama mówiła, że najbezpieczniej jest w grupie, ale to on musiał się pilnować. Teraz jednak rozpierała go duma z tego, że już z pół godziny jest sam i nic się nie stało, radzi sobie, jest prawie dorosły. Naraz usłyszał jakiś szelest, postawił uszy, wyciągnął pyszczek, ale wiatr nie przyniósł żadnego ostrzegawczego zapachu, a szelest wciąż się zbliżał. Dla dodania sobie odwagi szczeknął raz i drugi i pognał w dół na łąkę. Tam zatrzymał się na chwilę i zaczął nasłuchiwać. Szelest ustał, ale on był sam na otwartej przestrzeni, a mama mówiła, że to nie jest bezpieczne. Szczeknął jeszcze kilka razy ostrzegawczo, a że nic się nie działo uznał, że niebezpieczeństwo, jakiekolwiek było, minęło. Mógł skręcić w lewo i po minucie dołączyć do stada, ale robienie tego, co się samemu chce było takie wspaniałe. Postanowił jeszcze trochę pokosztować swobody, wspiął się na zbocze i wyszedł na górną łąkę. Nie było tam zielonej trawki jak w lesie, ale była całkiem smaczna choć stara trawa, a w dodatku nadal mógł robić co chciał. Nagle dostrzegł coś dziwnego, duży czarny kształt na tle sosen. 


Przyglądał mu się dobrą chwilę, po czym odwrócił się i potruchtał w stronę rżyska. 



Ciekawość jednak nie dawała mu spokoju. Stanął i spojrzał w kierunku tego czegoś, co ciągle było za nim, choć niby nieruchome. 


Nie wiedział, co ma robić. Rodzinne stado było za plecami w zasięgu wzroku, ale tam znowu będzie dzieckiem. Wszystkie rodzicielskie nauki poszły w kąt. Najpierw zaczął przestępować z nogi na nogę, potem dwa kroki do przodu i krok w tył. 






Jak tu sprawdzić, co to jest? Zatrzymał się, spojrzał w bok mówiąc, wcale na ciebie nie patrzę, rusz się, jeśli umiesz. 


Chwila niepewności i znowu kroczki, patrzenie w bok i spojrzenie na to coś, co budziło coraz większy niepokój. Jeszcze raz kroczki i jeszcze. 







Wreszcie uznał, że jak na pierwszy raz to i tak zaszalał, odwróci się i popędził w stronę stada. 


Zatrzymał się trochę wcześniej przy jakieś zielonej kępie by nie wzbudzić niepokoju wśród pasących się i odpoczywających saren, ale też żeby sobie pomyśleć o tym jak fajnie było być przez chwilę dorosłym. 



Zdawało mu się, że nikt nie zauważył jego nieobecności, ale siedzący na brzozie myszołów widział całe zajście i mruczał pod nosem,  

- młode to i głupiutkie jeszcze, ale co robić? Wiosna!


czwartek, 29 grudnia 2016

Jeden z ostatnich

Jak to zwykle bywa w trochę bardziej pogodny zimowy dzień, temperatura godzinę przed wschodem słońca spadła o kilka stopni, a długie pomarańczowe pasma chmur nie wróżyły czystego, pięknego wschodu słońca.


Myszołów nocujący nad łąkami wiedząc, na co się zanosi przeniósł się do starego lasu by, choć przez chwilę, gdy słońce wychyli się zza horyzontu zakosztować jego ciepła. 



Miał rację, bo od zachodu zaczęły zasnuwać niebo kłęby trochę niższych chmur. 


Mazurki, sikory i kowaliki zwiedziawszy się, że w karmnikach jest słonecznik natychmiast zabrały się za jedzenie, 






by mieć siłę do ucieczki przed regularnie odwiedzającym okolice domu krogulcem. 


Słońce nie mając wyboru, godzina po godzinie brnęło przez srebrno szare barany 


spoglądając od czasu do czasu przez maleńkie szparki na pasące się na rżysku sarny. 



Do czystego, bezchmurnego nieba dotarło dopiero po południu kładąc się srebrną wstęga na kołysane leciutkim wiatrem wody jeziora. 




Do zachodu została już tylko godzina. O czym myślał siedzący na przydrożnym drzewie myszołów? Może o tym, że pora pożegnać słońce i poszukać miejsca na nocleg, a może o tym, że jeden z ostatnich dni mijającego roku, mimo, że tylko w połowie słoneczny, był bardzo piękny.