Późną
jesienią i zimą są jak ciche wioski ukryte w dolinach. Wydają się
niezamieszkałe i jakby trochę smutne. Nieliczni mieszkańcy rzadko wychodzą z domostw,
bo zimno i niezbyt bezpiecznie. Kiedy nastaje wiosna, ci którzy przetrwali zimę i wytęsknieni wędrowcy
wracający do rodzinnego domu, zmieniają urokliwe płowe łany w tętniącą życiem
zieloną dżunglę.
Przylegające do nich wilgotne łąki porośnięte kępami wierzb i
czarnych bzów, pola zieleniące się młodym zbożem albo jaskrawożółte od kwitnących
rzepaków, poszerzają terytorium działań, w którym wciąż się poluje, buduje,
znosi jaja i wychowuje dzieci. Nieustannemu szumowi skrzydeł wysoko na niebie
tych, którzy ciągle poszukują lepszego miejsca i skrzydełek tuż nad ziemia
tych, którzy bronią swoich gniazdeczek towarzyszą miłosne serenady i protest
songi wyznaczające granice posiadania.
Warmińskie mokradła, najpiękniejsze miejsca na świecie.



































