Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maruńskie Łąki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maruńskie Łąki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 lutego 2015

Słoneczno śnieżny miszmasz.


Niedziela zaczęła się śnieżycą. Taka pogoda cieszyłaby w grudniu przed świętami, a w lutym to już powinno być pół metra śniegu i mróz. Cóż, taki nam się robi klimat. Smutek był przedwczesny, bo po godzinie wyszło przepiękne słońce, a jak tak to oczywiście wyprawa na łąki, do lasu. Duża Łąka zalana słońcem, ale pod miedzą zaczynały się taneczne podrygi śniegu z wiatrem.


Prawdziwa hulanka zaczęła się przy zejściu na Maruńskie Łąki.


Po chwili wszystko ucichło i słońce przy lekkim wietrzyku rozkosznie pławiło się w niezamarzniętej Marunce i trzcinach, a w lesie śnieg skrzył się na świerczynach.





I tak było cały dzień. Wiatr gonił chmury po niebie a śnieżyca przeplatała się ze słońcem.



Kowalik pracowicie przemierzał sosnowy pień w poszukiwaniu jedzenia.



Pod domem wodę spływającą z dachu chwytały mróz i wiatr i rzeźbiły z niej sople na gałązkach pęcherznicy.



Przyglądały się temu z bliska trznadel i sikora uboga. 



Jeszcze trochę potrwa nim zrobi się naprawdę ciepło i ptaki przestaną korzystać z karmnika, a zaczną zasiedlać ciągle jeszcze puste gniazda.


piątek, 26 grudnia 2014

Świat posypany cukrem pudrem


Zima to nie jest moja ulubiona pora roku, choć swoje zalety ma. Jedną z nich jest brak komarów, much, kleszczy… no właśnie. Wczoraj po późnym świątecznym śniadaniu wybrałam się na spacer na Maruńskie Łąki. Cisza! Wszyscy, jak przystało w pierwszy dzień świąt spędzali ten czas z rodziną w domowych pieleszach cokolwiek by to miało znaczyć. Przeszłam jakieś dwa kilometry i nic, żywego ducha, dopiero w moim własnym stawie spotkałam żerujące karasie. Zadowolone, że woda nie zamarzła, rozpuszczone dodatnimi temperaturami a może przeczuwające nadejście nocnego mrozu pasły się sporym stadkiem przy brzegu.


Było +1 a to znaczy, że kleszcze w żaden sposób nie były uprawnione do występowania, a jednak nie wchodząc w szczegóły, tuż po powrocie znalazłam na sobie dorodnego rudego kleszcza. I jak to się ma do naukowych opracowań o ich aktywności. Świat chyli się ku upadkowi. Na dworze siąpił niewielki deszcz, który nagle zamienił się w drobny śnieg. Padało może pół godziny a potem wypogodziło się, na niebie pokazały się gwiazdy a na termometrze -7 stopni. Myślałam, że to zapowiedź dzisiejszej pięknej pogody, ale ostatnio aura bywa kapryśna i ostatecznie słońca dziś było tyle, co na lekarstwo a śniegu tyle by świat wyglądał jak posypany cukrem pudrem świąteczny piernik. I o tyle dzisiejszy spacer był bogatszy od wczorajszego.

Słońce oświetlał górne partie lasu, wąskie paski łąk.



Gałązki, owoce i baldachy ustrojone płatkami śniegu wyglądały uroczo. 







Marunka po ostatnich deszczach trochę przybrała i nocny mróz nie dał rady jej zamrozić. 


Za to dał radę kałuży malując ją w esyfloresy.


Raniuszki, które jeszcze miesiąc temu odwiedzały moje dęby i rokitniki dziś żerowały w pasie rosnących nad Marunką olch.


Amerykanie twierdza, że mróz potrzyma do Sylwestra, a od Nowego Roku zaczną się lekko dodatnie temperatury. Dobra wiadomość jest taka, że w styczniu czeka nas czternaście śnieżnych dni. Może uda się pobiegać na nartach, a póki, co proponuję całuski pod jemiołą. 


środa, 1 października 2014

Gdzieś w połowie września.


Lubię lato, ale takie nasze, tutejsze, takie jak bywało zawsze. Temperatury koło 25 st. czasem trochę deszczu. Słowem równowaga. Kiedy drzewa dostaną latem tyle wilgoci ile potrzebują to i jesień jest soczyście złota, ruda i czerwona. W tym roku było sucho niemiłosiernie i niestety taką pogodę niemal do połowy listopada zapowiadają amerykańscy meteorolodzy. W nocy koło 7 st, w dzień koło 15 i przeważnie słońce. Bagna, stawy, rzeki i studnie wysychają. Pewnie, dlatego ptaki odlatują szybciej niż zwykle. Tęskniąc za deszczem z lubością przypominam sobie dzień, gdzieś w połowie września, kiedy po nocnym niewielkim deszczowym prysznicu nastał różowy świt a wschodzące słońce korzystajac z pajęczych sztalug, malowało cudeńka na Maruńskich Łąkach. I ja i siedzący na świerkowej gałązce rudzik byliśmy tak samo zachwyceni.