Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mazurki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mazurki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 kwietnia 2017

Wesołych Świąt

Pięknych, pogodnych, pełnych nadziei Świąt Wielkanocnych życzą piękna jak sen Warmia i mazurki.











poniedziałek, 6 lutego 2017

Sztuka jedzenia

Zeszłe dość deszczowe lato spowodowała, że ligustrowy żywopłot zakwitł nadzwyczaj obficie. Słodki, odurzający zapach niósł się po okolicy zwabiając rzesze pszczół, trzmieli i os i dzięki temu zapylone zostały niemal wszystkie kwiaty. Kilka lat temu ligustr zwabił jemiołuszki miałam, więc cichą nadzieje, że może i w tym roku się pojawią, ale pierwszymi amatorami czarnych kiści


jeszcze w październiku zostały mazurki.




I dopiero pod koniec stycznia wśród ligustrowych gałązek pojawiły się dwie urocze gilowe samiczki.



Bez pośpiechu, pośród stojących na straży, bardziej płochliwych mazurków wybierały najbardziej dojrzałe czarne kulki.









Owoce ligustra są dla ludzi trujące, a dla ptaków? Ptaki po prostu robią to jak należy, przepuszczają je przez szerokie, mocne dzioby wyłuskując to co im najbardziej smakuje. Zadowolone z obfitości pokarmu giluszki gawędził sobie cichutko o tym, że całe szczęście, że jest ten żywopłot, bo owoce jarzębin dawno zostały zjedzone, a pączki wierzbowe jeszcze takie malutkie. Od czasu do czasu przelatywały na rosnące za drogą stare modrzewie by urozmaicić jedzenie ich pączkami i nawoływały. Po czym wracały, ale ciągle same, samczyków nie było.  Wczoraj jednak przy pięknej, choć może trochę wietrznej pogodzie pojawił się jeden samczyki


i jak widać, nie żałował, że dał się dziewczynom namówić na wizytę w żywopłotowej restauracji.













Takim ilościom ligustra z pewnością nie dadzą rady ani trzy gile ani trzydzieści mazurków, więc gdyby wracające na północ jemiołuszki zechciały po drodze wpaść do mnie na kilka dni to zapraszam.


sobota, 10 października 2015

Głową w dół

Teoretycznie znam zasadę, że fotograf, a raczej fotografujący zawsze powinien mieć aparat przy sobie. No cóż, czasami się nie da i tak było, kiedy wybrałam się dziś w zarośla za studnią po wierzbowe gałązki. Wiedziałam, że coś spotkam i spotkałam strzyżyka. Skakał sobie z gałązki na gałązkę tuż przy studni i szczebiotał
- No, co ty, nie wzięłaś aparatu, a ja tu na ciebie od rana czekam, to może wróć?
- Ach nie, moja ty śliczna ptaszyno, cieszę się, że mieszkasz u mnie i, że już nie muszę iść trzy kilometry przez Maruńskie Łąki, żeby cię zobaczyć.
- Żebyś tu częściej zaglądała to dawno byśmy się spotkali.
Fakt, sentymentu do siedzenia w chaszczach nie mam, raz czy dwa wpakowałam się w tę wierzbowo-kruszynową gęstwę, siatka mi się ciągle o coś zaczepiała i dałam za wygraną. Zdecydowanie wolę wyjść na łąkę, stanąć pod brzozą zobaczyć jak słońce prześwietla jej ciągle jeszcze zielone liście... 


Tak zrobiłam dziś wczesnym rankiem i to, że pamiętałam zabrać aparat ze sobą zostało nagrodzone. Usłyszałam szmer w brzozowych gałązkach i okazało się, że to dzięcioł zielono siwy zniechęcony tym, że orzechy laskowe z rosnących za płotem leszczyn zostały zjedzone postanowił poszukać śniadania pod brzozową korą. To, że stoję pod brzozą i na coś się gapię natychmiast wzbudziło zainteresowanie mazurków. Kilka z nich przysiadło na brzozie i zaczęło zaczepiać dzięcioła.
- Znalazłeś coś do jedzenia?
- Czy tam są muchy?
- Jak ty je stamtąd wyciągasz?
- Daj kawałek








Zdenerwowany dzięcioł przeleciał na słup, ale to nie był dobry sposób na pozbycie się mazurkowego towarzystwa. 


Wszedł na szczyt,


odwrócił się i warknął


- Dzięcioł nawet śniadania spokojnie zjeść nie może i odleciał. 
Ale kiedy jeszcze siedział na brzozie zauważyłam, że przez cały czas polował albo podwieszony pod gałązką, albo głową w dół. No i niech mi kto powie, że tylko kowalik to potrafi. 


poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Kąpielisko pod śliweczkami

Ze wszystkich trzech ptasich baseników kąpielowych stojących w moim ogrodzie największe wzięcie ma płytka, niklowana taca. Może dlatego, że stoi w cieniu śliwy węgierki, a może dlatego, że stoi na stole i po kąpieli można wygodnie otrząsnąć pióra. Na te wodne ptasie zabawy można patrzeć bez końca, są takie radosne, szczęśliwe, beztroskie. Tego poranka do kąpieli przyleciał kopciuszek. Wskoczył do wody i zaczął baraszkować zadowolony, że ma cały basen dla siebie. 


Nie wiedział, że pod stołem siedział pierwiosnek i myślał, co powie kopciuszek na towarzystwo w kąpieli. Nagle podfrunął na stół i grzecznie spytał
- Czy mogę?


Oszołomiony pluskaniem kopciuszek coś wybełkotał, a pierwiosnek uznał to za odmowę i odleciał. Kopciuszek wyszedł na stół by się trochę ogrzać. 


Jak każdy młodziak lubił się popisywać i liczył, że pierwiosnek będzie do tego świetnym kompanem. Może wróci, pomyślał i wszedł znowu do wody. Pierwiosnek zjawił się jak na zamówienie i zamoczył się z tak zwanego rozpędu, 


a gdy się okazało, że woda jest dość chłodna wyszedł na brzeg


- No co ty pierwiosnek, boisz się?
- Wcale się nie boję, krzyknął pierwiosnek i dał solidnego nura, 


a zaraz potem zapytał,
- umiałbyś tak?


- A ty umiesz tak?


- Albo tak?


I zaczęło się wspólne wariactwo, chlapanie, pryskanie, wiatraczki, wreszcie pierwiosnek trochę zmęczony odleciał i kopciuszek znowu został sam.  


Wtedy niespodziewanie pojawił się mazurek. Przysiadł na brzegu i wrzasnął
- A co ty tu robisz? To nasze kąpielisko.


- Takie wasze jak i nasze odparował kopciuszek
- Jak skrzyknę chłopaków, to się okaże czyje.


- A to sobie skrzykuj, też mi coś.

Kopciuszek strachliwy nie był, ale na wypadek konfrontacji wolał trochę przesuszyć piórka, 


a kiedy znowu przyleciał pierwiosnek i na dodatek modraszka, wszyscy wskoczyli do wody i szaleństwo zaczęło się na nowo. 





W końcu przemoczone do suchego piórka towarzystwo rozleciało się, a na spacer brzegiem tacy wybrała się młoda pliszka. Gładziutka, czyściutka, ulizana podziwiała swoje odbicie w wodzie. 


Może i myślała o kąpieli, ale nie w takim towarzystwie, bo oto nagle nadleciała cała banda mazurków i pokazała wszystkim czyje jest to kąpielisko. 


Okazuje się, że są jeszcze na świecie chłopaki, na których można liczyć.