Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzierzba gąsiorek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzierzba gąsiorek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 lipca 2017

Spacer przed deszczem

No i rozpadało się i końca nie widać, a ranek był taki pogodny. To jeden z niewielu dni w roku, kiedy słońce i księżyc były na niebie przez cały dzień i niemal o tej samej godzinie wzeszły i zaszły. 


Że będzie padać wilgi wiedziały już o czwartej. Samiczka i dwójka młodych siedziały na uschłym modrzewiu i głosiły, że deszcz, deszcz będzie, deszcz. 


A tymczasem słońce wychyliło się zza warmińskich górek i zza lasu i mówiło, że spróbuje przekonać sunące od zachodu chmury by trochę poczekały. Po nocnych wojażach niespiesznie wracały do lasu jelenie. 




Ptasia drobnica siedząc w czubkach drzew cieszyła się pierwszymi promieniami. 



W wysokich trawach kozły zaskoczone obcym zapachem patrzyły trochę zdziwione by po chwili zniknąć za miedzą, 




a w zielonym jeszcze zbożu schowane po dzioby żerowały żurawie mając nadzieję, że człowiek ich nie zauważy i przejdzie bokiem.  



W tarninach królowały gąsiorki. I młode i podloty głośnym czykczykaniem odstraszały intruza, 





a może ich nerwowość wynikała z tego, że nie pierwszy raz dzisiaj były niepokojone. Nad Marunką pojawiła się para zmęczonych, wiejskich burków. 


Może dzięki rosie i bardzo w tym roku dorodnym trawom nie udało im się dopaść żadnej zwierzyny. Wystraszyły za to młodego żurawia, który o dziwo samopas znalazł się na drodze psiej wędrówki. 



Inny młodziak jeszcze pod opieka rodziców wprawionych w operowaniu solidnymi dziobami przeszedł tylko na drugi koniec łąki, 


ale po chwili cała trójka także przeniosła się na pole pszenżyta. 


A pod domem, na drodze i w świerkach buszowały inne ptasie maluchy, łowiąc w powietrzu komary i wykłócając się o każdy znaleziony kąsek. 






Gailardie nadobne wyciągały ceglastoczerwone główki do ostatnich promieni słońca 


i tylko siedzący na dachu kopciuszek ze strachem w oku mówił

- będzie padać, mówię wam cały dzień będzie padać. 


Miał rację, padało i to podobno nie koniec.

środa, 28 czerwca 2017

Taki poranek

Jest szósta rano, od południowego zachodu ciągną obiecujące deszcz chmury. Wychodzę na spacer by w resztkach słońca zobaczyć co tam na łąkach. Zaraz za drogą na kępach lucerny wdzięczą się pokląskwy, 


za miedzą para żurawi żeruje z pięknie dorastającym dzieckiem. Są zaniepokojone moim pojawieniem się, one nie mogą latać, bo się pierzą, dziecko jeszcze nie umie. 



Zawracam, niech się najedzą w spokoju.  Idąc na łąki z drugiej strony, na końcu sosnowej alei dostrzegam bociana. 



Kiedy wychodzę na otwartą przestrzeń właśnie przelatują czaple. 




A nad łąkami szaleją skowronki i nie tylko. 







W drodze nad krowi stawek spotykam zająca, 


a przy samym stawku w zielonej gęstwie małego ptaszorka, który ze złowioną wielką zieloną liszką próbuje w tajemnicy przede mną zanurkować w ten gąszcz, bo gdzieś tam przy ziemi jest gniazdeczko i czekająca na niego samiczka, a może i młode. 




Na olsze przy drodze gawędzą młode grubodzioby, jednego udaje mi się wypatrzeć. 


Na pastwisku rodzina paszkotów, poszukuje robali, by dietę owocową, codziennie przed czwartą rano ucztują w dojrzewającej świdośliwie, uzupełnić białkiem.  



Maki wciąż jeszcze kwitną i wciąż czarują. 


Jaskółki dymówki wyprowadziły leg. Trójka młodych usadowiona na linii czeka na dostarczających pokarm rodziców. 




Przy kolejnym karmieniu, dorosły ptak nagle rezygnuje, 


bo równie nagle pojawia się jaskółcze nieszczęście, złotodzioba błyskawica w mgnieniu oka chwyta w locie młodą jaskółkę i szczęśliwa, że będzie czym nakarmić własne dzieci, odlatuje w kierunku lasu. 





Kiedy siedzę przy komputerze i opisuję, co widziałam podczas spaceru, z kępy drzew za stawem rozlega się nerwowy terkot paszkotów. To na poranny patrol przyleciał samiec błotniaka, on też musi nakarmić młode. 


Taki to i piękni i straszny poranek, jak cały ten nasz świat.