Zaczęło się od spaceru na Maruńskie Łąki. Słońce było
jeszcze dość nisko, kiedy mijałam brzózki Marii i usłyszałam krzyk lecących od
południa żurawi. Pomyślałam, że może się uda, może zdjęcie nie będzie tak
piękne jak żurawie na tle księżyca, ale ... .
Na łąkach nic się nie
działo, kompletny spokój i ani żywego ducha. Miałam na dzisiaj inny plan, więc wróciłam
do domu, a tu życie toczyło się swoim trybem. Na świerku odpoczywał pan
makolągwa, małżonka wysiaduje już trzeci lęg w tym roku, a on jej przynosi
jedzenie.
Spory ruch panował na sośnie nad stawem, sikory czarnogłówki uwijały się
jak w ukropie, bo kilkoro młodych potrząsając skrzydełkami, otwierało szeroko
żółte dzioby, domagając się jedzenia.
A na sośnie obok urzędowała czubatka. To
ci dopiero ciekawska sikora, koniecznie chciała zobaczyć mnie z bliska i był
taki moment, że przekroczyła barierę metra i aparat odmówił współpracy.
Czarnogłówki
oraz młody rudzik (a może młoda pleszka?) aż tak nie ryzykowały.
Koło 11.00 wybrałam się do Dąbrówki Małej.
Od dawna chciałam zobaczyć, co się dzieje na widocznym z drogi dużym mokradle. Teren
mokradła jest własnością prywatną i moja wizyta była uzgodniona z właścicielem.
Najpierw przeszłam skrajem pola z dojrzałym już żytem, a potem przez chaszcze i
rów do nasypu kolejowego osłaniającego bagno od południowego wschodu. Po drodze
były tropy saren, jeleni i dzików, Na bagnie żerowały dwie czaple białe.
Dopiero w drodze powrotnej zaczęłam oglądać brzeg. Było drzewo, o które
czochrają się dziki,
była rokitniczka,
i był sierpniowy paź królowej.
Żeby się dostać
na południowy skraj mokradła trzeba przejść przez ośrodek jeździecki. Żałuję,
że nie byłam tam wtedy, kiedy woda była naprawdę wysoka, chociaż i teraz
porośnięte pałką turzycami i całą masą kwitnących roślin wygląda pięknie.
Właściciel
opowiadał mi, że kiedyś były tam kośne łąki poprzecinane rowami melioracyjnymi.
Gdy zobaczyłam żeremie zrozumiałam, kto doprowadził do tego, że łąki zamieniły się
w ogromne bagnisko.
Koniec końców jest taki, że najprawdopodobniej właśnie od
południowej strony mokradła stanie w sierpniu wieża widokowa pozwalająca
obserwować toczące się tam życie. Na wschód od mokradła jest malownicze
sześciohektarowe jezioro, na którym od dawna jest jedna czapla siwa, czasem
bywają łabędzie, i czasem bywa wydra, pewnie dlatego nie ma kaczek i innego
ptactwa wodnego.
Wybrałam się jeszcze nad Pisę, która od południowej strony
okala jezioro.
Byłam tu tylko raz może 15 lat temu. Jak dobrze było przysiąść na
brzegu i gapić się na leniwie płynącą szmaragdową wodę, na ważki, motyle i
rosnącą ”liściem szerokim” kalinę.
Po chwili okazało się, że nerwowo nie
wytrzymał i poderwał się do lotu myszołów, to jego rewir, więc postaram się następnym
razem być bardziej niewidzialna.
Jaka piękna ta Pisa i jaka piękna ta nasza
dzika Warmia.
Wracałam do domu niewymownie szczęśliwa, to lecące ku słońcu żurawie
przyniosły mi szczęście.