Koło czwartej nad ranem obudziła mnie kukułka. Wiadomo, że szczęście ma ten, kto
słysząc kukanie będzie ma przy sobie pieniądze. Nie mam zwyczaju spać z kasa,
ale ponieważ śniły mi się czaple pomyślałam, że dzisiaj będę miała szczęście i
że właśnie czaple przylecą na Żurawi Staw. Szczęście zaczęło się od dzików.
Skąd dziki wracały? - Z nocnej wracały wycieczki. Łupy bogate niosły w
brzuchach i w sercach. Udało się, bowiem najeść i przeżyć. To nie pierwsza
wyprawa na Żurawi Staw w tym tygodniu. W miniony piątek dochodziły stamtąd
odgłosy pracy machiny ścinającej drzewa i w sobotę poszłam zobaczyć jak się sprawy
mają. Droga do stawu usłana pniami ściętych sosen, połamanymi gałęziami. Para łabędzi,
które pokazywałam w poprzednich postach uciekła. Został tylko ten trzeci, młody
samiec.
Jedna sosna tak umiejętnie spuszczona, że przewróciła się w trzciny
kilka metrów od żurawiego gniazda.
Żurawie jednak okazały się odporne na ludzką głupotę, zostały i mam
nadzieję wkrótce zobaczyć młode.
Perkozkowe gniazdo nie było ruszone, ale
puste. Tak było w sobotę. A dziś? Żurawi Staw witał mnie szalonym jazgotem
setek żab,
a południowy wiatr dodawał do tego odgłosy z krajowej E-16. Łabędź odleciał, ale perkozki wróciły i samiczka siedzi na gnieździe.
Jeśli ptaki znoszą te koszmarne warunki, ja
też mogę i mogę się cieszyć tym, co widzę. Słońce z wolna zaczynało harcować w
szuwarach.
Żuraw zostawił samicę na gnieździe i poleciał na łąki,
krzyżówki zjadłszy
śniadanie w barze za wyspą przeniosły się w już dobrze nasłonecznioną część
stawu,
a do mnie podpłynęły krakwy.
Nie pierwszy raz byłam świadkiem ich amorów,
wiec mimo tego całego bałaganu, chyba w tym roku wyprowadzą tu młode.
Jeszcze
przed szóstą wjechały do lasu maszyny by kontynuować dzieło zniszczenia, tego
było dla mnie za wiele. W drodze powrotnej spotkałam rodzinkę kosów, która w
brzozowym młodniku wychowała czwórkę młodych. Samczyk wabił mnie za sobą, a
kosie podloty, już całkiem dobrze radzące sobie z lataniem wróciły w okolice
gniazda.
Na łące w świętym spokoju pasła się dorosła sarna, a po chwili
dołączyła do niej nieco zaspana pewnie zeszłoroczna córka.
Mogłam je spokojnie
podejść, ale przecież wkrótce zaczną się wykoty, a od niedzieli na łąkach
pojawią się kolekcjonerzy koziołkowego poroża, wiec niech zwierzaki mają jeszcze kilka
dni spokoju. Taki to był ten dzisiejszy poranek, można powiedzieć słodko
gorzki.






























































