Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trop lisa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trop lisa. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 stycznia 2015

Zastójka na sójki.

Wyprawy do lasu i na Maruńskie Łąki przez ostatnie cztery dni nie przyniosły żadnych rezultatów. Ach nie, dwa dni temu udało mi się wypłoszyć, sądząc po tropach, jelenia. Wczorajsze piękne słońce mówiło mi by iść w szynowskie młodniki, że tam czekają na mnie, sarny, jelenie, dziki i zające, które lada dzień zaczną parkoty. Jednak coś mnie ciągnęło nad staw, może tropy lisa, który w nocy szukał karczowników.



A może podkręcona zdjęciami Krzysztofa, na których sprytne kruki wywiodły w pole bielika, postanowiłam zafotopolować na kruki. Trzy porcje rosołowe wyłożyłam na grubym wierzbowym pniu nad stawem, schowałam się za dębem i czekałam. Ten pień to stałe miejsce dokarmiania drapoli. Miejscowe kruki i nie tylko kruki o tym wiedzą i od czasu do czasu wykonują nad nim loty patrolowe. Zdjęcie marne, zrobione o zmierzchu, dwa lata temu pod koniec listopada i nawet nie wiem co to za gość.



Stałam nieruchomo jak słup. Wizja kruczych zdjęć spowodowała, że było mi ciepło, lekko i w ogóle fajnie.  
Minuty mijały, na sośnie tarabanił dzięcioł. Na dąb, pod którym stałam przylatywały sikory, trznadle i coś tam jeszcze, ale nie wiem co, bo głowa ani drgnęła. Wreszcie przyleciała sójka. Usiadła na świerku i czekała. Wabiłam ją myślami
- No nie bój się, zawołaj koleżanki, zróbcie awanturę, kruki się dowiedzą, nim przylecą wy też zdążycie trochę zjeść a ja wreszcie dostanę to, na co czekam.
Zaczynało mi być trochę zimno, gdy przyleciała druga sójka, coś tam do siebie zagadały i zaraz usłyszałam niezbyt głośne, krucze
- Kurrrczak mój, kurrrczak mój
Jakie zimno, jaki bolący kręgosłup, kiedy za chwilę może się spełnić mój sen. Jednak od chęci do realizacji droga długa. Na dwóch pokrukiwaniach się skończyło, tymczasem jedna z sójek usiadła prawdopodobnie nad moją głową, druga gdzieś z tyłu na płocie. Nie wiem, na co czekały. Czas płynął i płynął i gdy pomyślałam, że z tego bezruchu za chwilę oszaleję, ta znad głowy sfrunęła na kołek ogrodzeniowy. Nie ma kruków, będzie sójka. Czaiła się chwilę, zmieniła kołek na bliższy, wreszcie przyleciała na pień. Żadne tam rzucanie się na jedzenie, skubnęła trochę śniegu upapranego kurczęcym sokiem, wreszcie dzióbnęła raz i drugi odrobinę dania głównego i odleciała. No to teraz poinformuje koleżanki i  ….










Po godzinie stania zrobiło mi się zimno. Pod domem w karmnikach i na rozwieszonych słoninach ptaki ucztowały i podśpiewywały, że ciepło i, że dużo pysznego jedzonka. Na Maruńskich Łąkach koziołek, którego przez cztery dni nawet śladów nie widziałam, dziś szczekał i szczekał a ja zamiast właśnie dzisiaj tam iść stałam i gapiłam się na kurze ochłapy. Zwinęłam majdan i zesztywniała poczłapałam do domu. Jeszcze tylko trznadel siedzący na świerku i prześlicznie wyglądający w słońcu dzwoniec.





Zrzucając zdjęcia do kompa patrzyłam przez okno na staw i wtedy przyleciał, przysiadł najpierw na łące, popatrzył, rozłożył skrzydła, podfrunął na pień i zaczął spokojnie jeść. Zdjęcie kruka z odległości 50 metrów i w dodatku przez szybę? Nie! Poczekam do nastepnego razu.