Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rożeniec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rożeniec. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 kwietnia 2015

Jak do kina


Pewnie wkrótce to wszystko będzie wyglądało inaczej. Ptaki zniosą jaja, zaczną je wysiadywać, samce zaczną tracić te swoje karnawałowe fatałaszki i wszystko się unormuje. Widać pewne oznaki tego normowania. Trzy dni temu pod wierzbę konsumowały małżeństwo gągoły


dziś po drugiej stronie stawu cyraneczki.


U cyraneczek emocje były takie, że po fakcie samczykowi na boku pod fioletową listwą zaświecił się piękny zielony trójkąt.


Ci, którzy jeszcze nie skonsumowali ciągle dostają furii na widok konkurenta.


Nadal jednak najważniejszą czynnością jest zdobywanie jedzenia. Krążą po stawie jak im dyktuje słońce i pałaszują od rana do wieczora z malutkimi przerwami na toaletę i sen.









Chodzę nad ten staw jak do kina na półtoragodzinne seanse. Siadam w czatowni i oglądam. Niedoskonałość budowli wytykają mi, a to strzyżyk, a to sikora, a dzisiaj kruk, ale wodne ptaki nie mają pretensji, czasem tylko podpływają i przechylając głowę dziwią się, co to też spośród gałązek wystaje.




Żurawie, gągoły, krzyżówki, cyraneczki i rożeniec to nie jedyni ptasi mieszkańcy Żurawiego Stawu. Wczoraj z głośnym krzykiem mejbi, mejbi, mejbi, mejbi, latały trzy brodźce samotniki,


jest też cyranka


i perkozek


Wciągnęło mnie to śródleśne bagno po uszy, ale czy można się takim widokom oprzeć?













czwartek, 9 kwietnia 2015

Może i Mata Hari?

Przez ten Żurawi Staw, tę wiosnę i tę piękna pogodę dostałam amoku.  


Wiedziałam, że i dzisiaj tam zajrzę, ale rano musiała wysłuchać ptasich skarg i awantur i będzie z tego oddzielne opowiadanie, a nad staw wybrałam się koło 10.00. Czatbudka stała. Trochę jakby mniejsza niż wczoraj mi się wydawało, a jak wstawiłam składane krzesło to jeszcze mniejsza, ale wszystko grało. Zanim zdążyłam ustawić sprzęt, podpłynęła ona.


Nie dokręciłam, cyknęłam, zdjęcie byle jakie, ale za to wiem, że to cyraneczka. A najpiękniejsze, że mnie nie widziała i nie uciekła. Zaraz potem pojawiła się samiczka gągoła. Nurkowała w poszukiwaniu jedzenia, w przerwach spoglądając w obiektyw.







Nagle w trzcinach odezwało się znajome mruczenie. Tak, tak, na gnieździe siedziała pani żurawiowa i chyba właśnie mąż przyleciał by ją zmienić. Nie chcę ich płoszyć, może kiedyś uda mi się zobaczyć gdzie dokładnie siedzą, ale nie za wszelka cenę. To one są u siebie i ich spokój jest najważniejszy. A dzięki zamieszaniu w żurawim gnieździe dojrzałam buszującą w szuwarach dziwną kaczkę, pływającą razem z krzyżówkami. Z kaczkami to na razie jest u mnie jak kiedyś z motylami. Są domowe i krzyżówki oraz te dziwne. Była dość daleko i w pobliżu żurawiowego gniazda, więc nie było mowy, by wyjść z czatowni i podejść ją z drugiej strony. To, co mam starczyło by dojrzeć ostry ogon, niebieski dziób i charakterystyczną linię na szyi. To rożeniec, była też samiczka, ale zupełnie schowana.






No to coś jednak udało mi się wyszpiegować.