Pewnie wkrótce to wszystko będzie wyglądało inaczej. Ptaki
zniosą jaja, zaczną je wysiadywać, samce zaczną tracić te swoje karnawałowe
fatałaszki i wszystko się unormuje. Widać pewne oznaki tego normowania. Trzy
dni temu pod wierzbę konsumowały małżeństwo gągoły
dziś po drugiej stronie stawu cyraneczki.
U cyraneczek emocje były takie, że po fakcie samczykowi na
boku pod fioletową listwą zaświecił się piękny zielony trójkąt.
Ci, którzy jeszcze nie skonsumowali ciągle dostają furii na
widok konkurenta.
Nadal jednak najważniejszą czynnością jest zdobywanie
jedzenia. Krążą po stawie jak im dyktuje słońce i pałaszują od rana do wieczora
z malutkimi przerwami na toaletę i sen.
Chodzę nad ten staw jak do kina na półtoragodzinne seanse.
Siadam w czatowni i oglądam. Niedoskonałość budowli wytykają mi, a to strzyżyk,
a to sikora, a dzisiaj kruk, ale wodne ptaki nie mają pretensji, czasem tylko
podpływają i przechylając głowę dziwią się, co to też spośród gałązek wystaje.
Żurawie, gągoły, krzyżówki, cyraneczki i rożeniec to nie jedyni ptasi
mieszkańcy Żurawiego Stawu. Wczoraj z głośnym krzykiem mejbi, mejbi, mejbi, mejbi, latały trzy brodźce samotniki,
i perkozek










































