Perkozek był pierwszym poza krzyżówkami ptakiem, któremu
zrobiłam zdjęcie na Żurawim Stawie. Wtedy nawet nie wiedziałam, że to on.
To nie jest to zdjęcie, to zrobiłam wczoraj, kiedy na większej części stawu już nie było słońca. Kolejne spotkanie były na tyle wyraźne by go zidentyfikować, ale dalekie.
Jednak przez
miesiąc podglądania zobaczyłam jak z głośnym na całą okolicę bi bi bi bi bi, uganiają
się za sobą, jak budują gniazda, wypatrzyłam dwa, a jest ich chyba więcej.
W tym małym puchatym ciałku siedzi rogata dusza, widziałam
jak samczyk perkozek przeganiał dużo większego od niego samca kurki
wodnej.
Kilka dni temu, kiedy odwiedziłam Żurawi Staw okazało się, że ktoś
majstrował przy zbudowanej przez bobry tamie i woda w stawie obniżyła się o
jakieś pół metra. Perkozkowe gniazdo nie jest już pojedynczą sztuką na wodzie, znajduje się na większej łasze, na której odpoczywają samce krzyżówek, a i
przepędzana kurka także znalazła tam swoje miejsce.
Perkozków na gnieździe nie
było, pływały obok.
W pewnym momencie jedno z rodziców wdrapało się na
wysepkę, podeszło do gniazda, policzyło jaja i stwierdziwszy, że wszystko się zgadza, zeszło na powrót do wody.
Wyczytałam, że one nie siedzą na jajach bez przerwy, a na czas żerowania
przykrywają je kawałkami roślin, które gnijąc wytwarzają ciepło. Nie jest to wystarczające
ciepło by pisklęta same się wykluły, ale na tyle dobre, że rodzice mogą
spokojnie najeść się i wypielęgnować pióra. Te pióra wyglądają z daleka dość
dziwnie, trochę przypominają puch.
Najważniejsze, że spełniają swoje zadanie i
pozwalają perkozkowi bezpiecznie nurkować na głębokość nawet 20 metrów. Kiedy
wychodzą na ląd wyglądają dość niezdarnie, ale w wodzie jest już zupełnie
inaczej. Udało mi się zobaczyć taki oto piękny perkozi piruecik.
I wczorajsze spotkanie było piękne, ale o tym innym razem.




























































