Zwykle znikały pod koniec maja, wychodziłam z domu i najpierw
zdawało mi się, że jest podejrzanie cicho, a zaraz potem uświadamiałam sobie,
że to szpaki wyprowadziły młode i odleciały. Myślałam, że w tym roku będzie tak
samo zwłaszcza, kiedy na pastwisku spotkałam żółtodzioba z upierzeniem w
kolorze mlecznej czekolady.
Skrzeczał, że siedzi w trawie i czeka na karmienie, a ja go pewnie zaraz nadepnę.
Nie nadepnęłam, bo uważałam, a z krzaka już nawoływał dorosły szpak. Młody podfrunął, łapczywie zjadł tłustą dżdżownicę i spokojnie czekał na jeszcze.
Nie wszystkie w tym samym czasie opuszczają gniazdo i jeśli są jacyś maruderzy wówczas dorosłe z całej okolicy pomagają w karmieniu. Przekonałam się o tym, gdy gniazdo nad gankiem lokatorzy już opuścili, a niezorientowani dorośli pomocnicy do wieczora znosili smakołyki dziwiąc się, że nie ma ich komu dać. Wszystko wskazywało na to, że następnego dnia będzie po szpakach, ale poranny spacer zaczął się od widoku dużego stada nad łąką i kilku mniejszych siedzących przy drodze.
Koło południa chyba całe szpacze towarzystwo z okolicy przyleciało pod dom i na pastwisko i zrobił się straszliwy harmider. Część młodych z ciemnymi już dziobami zdobywała jedzenie sama, a reszta ciągle jeszcze mająca żółte zajady czekała na to, co podadzą dorośli.
Ileż przeróżnych robaków musiało się ukrywać w trawach by tę całą głodną tłuszcze nakarmić. Gdy zdało im się, że w trawach zapasy się skończyły poderwały się i wleciały w starodrzew za stajnią, zajęty przecież przez świergotki, muchołówki, grubodzioby, drozdy.
Na pastwisku gdzie trawa wyjedzona młode choć były dobrze widoczne i tak wrzeszczały, ale w ulistnionych drzewach trzeba się było szczególnie głośno domagać by dostać swoją porcję. Jeden z głodomorów prawdopodobnie zanadto zbliżył się do gniazda wilgi, a kto wie czy nie chciał by go nakarmiono, bo nagle z korony starego klona wyleciał jak z procy szpak a za nim pędził samczyk wilgi gwiżdżąc przy tym ptasie przekleństwa i złorzeczenia na zupełny brak szpaczej kultury. Tak było przez trzy dni i dopiero wczorajszy dzień był spokojniejszy. Niewielkie stado było tylko z rana, a potem prawie wszystko wróciło do normalności. Wilga podśpiewywała jak to przed deszczem, po niebie śmigały jerzyki, od czasu do czasu odzywał się słowik i cała reszta ptasiego rodu zamieszkująca w normalnej liczbie okoliczne chaszcze. Jednak ze szpakami to nie koniec, bo oba gniazda pod dachówkami w których wcześniej były młode odwiedzają samce przynosząc w dziobach robale. Ptaki wyglądają na wypoczęte więc może późny, albo po prostu drugi lęg, a kto je tam wie?
Drżyjcie porzeczki i wiśnie, bo wszystko wskazuje na to, że w tym roku szpaki zostają z nami na wakacje.
Skrzeczał, że siedzi w trawie i czeka na karmienie, a ja go pewnie zaraz nadepnę.
Nie nadepnęłam, bo uważałam, a z krzaka już nawoływał dorosły szpak. Młody podfrunął, łapczywie zjadł tłustą dżdżownicę i spokojnie czekał na jeszcze.
Nie wszystkie w tym samym czasie opuszczają gniazdo i jeśli są jacyś maruderzy wówczas dorosłe z całej okolicy pomagają w karmieniu. Przekonałam się o tym, gdy gniazdo nad gankiem lokatorzy już opuścili, a niezorientowani dorośli pomocnicy do wieczora znosili smakołyki dziwiąc się, że nie ma ich komu dać. Wszystko wskazywało na to, że następnego dnia będzie po szpakach, ale poranny spacer zaczął się od widoku dużego stada nad łąką i kilku mniejszych siedzących przy drodze.
Koło południa chyba całe szpacze towarzystwo z okolicy przyleciało pod dom i na pastwisko i zrobił się straszliwy harmider. Część młodych z ciemnymi już dziobami zdobywała jedzenie sama, a reszta ciągle jeszcze mająca żółte zajady czekała na to, co podadzą dorośli.
Ileż przeróżnych robaków musiało się ukrywać w trawach by tę całą głodną tłuszcze nakarmić. Gdy zdało im się, że w trawach zapasy się skończyły poderwały się i wleciały w starodrzew za stajnią, zajęty przecież przez świergotki, muchołówki, grubodzioby, drozdy.
Na pastwisku gdzie trawa wyjedzona młode choć były dobrze widoczne i tak wrzeszczały, ale w ulistnionych drzewach trzeba się było szczególnie głośno domagać by dostać swoją porcję. Jeden z głodomorów prawdopodobnie zanadto zbliżył się do gniazda wilgi, a kto wie czy nie chciał by go nakarmiono, bo nagle z korony starego klona wyleciał jak z procy szpak a za nim pędził samczyk wilgi gwiżdżąc przy tym ptasie przekleństwa i złorzeczenia na zupełny brak szpaczej kultury. Tak było przez trzy dni i dopiero wczorajszy dzień był spokojniejszy. Niewielkie stado było tylko z rana, a potem prawie wszystko wróciło do normalności. Wilga podśpiewywała jak to przed deszczem, po niebie śmigały jerzyki, od czasu do czasu odzywał się słowik i cała reszta ptasiego rodu zamieszkująca w normalnej liczbie okoliczne chaszcze. Jednak ze szpakami to nie koniec, bo oba gniazda pod dachówkami w których wcześniej były młode odwiedzają samce przynosząc w dziobach robale. Ptaki wyglądają na wypoczęte więc może późny, albo po prostu drugi lęg, a kto je tam wie?
Drżyjcie porzeczki i wiśnie, bo wszystko wskazuje na to, że w tym roku szpaki zostają z nami na wakacje.



















































