Jest ich dwóch, ogrodowy i leśny, ale którego spotykam koło
domu nie wiem. Różnią się przede wszystkim głosem. Co jednak począć, kiedy
najczęściej spotykam je w listopadzie i one nie odzywają się prawie wcale, a
jak już to przez kilka sekund i w dodatku zaraz zapominam jak to brzmiało.
Różnią się też długością kciukowego pazura, ale czy przy ich nieustannym
wierceniu można mu się dokładnie przyjrzeć, nie mówiąc o przyłożeniu linijki i
zmierzeniu? Ogrodowy ma rudy kuper, a leśny biały i kiedy już mi się wydaje, że
wiem którego z nich spotkałam, na jednym zdjęciu ten sam ptak ma kuper rudy, na
kolejnym biały. Jest jeszcze brew która u leśnego jest biała, dłuższa i sięgająca
nasady dzioba, a u ogrodowego krótsza i ciemniejsza i z brwią niestety jest tak
samo jak z kuprem. Są także różnice w rysunku na pokrywach skrzydeł, ale to już
dla mnie jest kompletnie nie do ogarnięcia. Ostatnio wyczytałam, że leśny woli drzewa
iglaste, a ogrodowy liściaste. Oba w poszukiwaniu pokarmu przemierzają pnie
drzew spiralnie poczynając od dołu, ale jeśli ktoś im przeszkadza na przykład
fotograf, to spirala zmienia się w półpłaską sinusoidę po niewidocznej stronie
drzewa. Do spirali wracają gdy dotrą do pierwszej wyższej bocznej gałęzi gdzie mogą
się czuć bezpiecznie. Nagle, uznawszy, że na kolejnym drzewie jest znacznie
więcej jedzenia przelatują do jego podstawy i poszukiwania zaczynają się na
nowo. Ileż w tym zaangażowania, by nie przegapić, żadnego jaja, żadnej larwy
ukrytej w drzewnych zakamarkach, ile nasłuchiwania i zapuszczania żurawia w
podkorowe czeluści, a wszystko po to by w słoneczny, ale wietrzny i mroźny
ranek uzupełnić poziom życiodajnego białka. Oba są urocze, oba szybciutkie, oba
znakomicie się maskują. Dwa lata temu w listopadzie przyglądałam się jednemu na
dębie,
a wczoraj obejrzawszy wyrazisty wschód słońca,
wracałam sosnową alejką i tam spotkałam tego drugiego.
Jednak czy ten drugi to inny,
czy oba ogrodowe, czy może jeden z nich
to leśny, a może oba leśne? Pewnie, że fajnie byłoby wiedzieć, ale może przez
listopadową ptasią posuchę, może przez zimno i deszcze i przez żurawia co to
pojawia się i znika i trzeba się martwić czy daje sobie radę, cieszyłam się do
zwariowania, że go spotkałam i, że pozwolił spokojnie towarzyszyć sobie przy śniadaniu.
Pełzacz, jaki? A nie wiemJ


















