Pokazywanie postów oznaczonych etykietą norka amerykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą norka amerykańska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 lutego 2016

Przypadek

Zafiksowałam się na bielika i po dwóch tygodniach ciuciubabki pękłam. Koniec z tym. Od dawna wiem, że najfajniejsze są wyprawy „po nic” i niech tak zostanie, przynajmniej na razie. Dziś miało padać, ale jak to zwykle bywa, meteorolodzy swoje, a pogoda swoje. Kiedy wyjrzało słońce postanowiłam odwiedzić bobrowisko za szosą. Nieźle się tam rozpanoszyły, znacznie powiększyły tamę, dobudowały kilka pośrednich progów, zalały spory teren pod lasem. 






Lód już nieco puścił i jeśli futrzaki wezmą się do roboty i utrzymają wodę na zimowym poziomie, to jest nadzieja, że wiosną, przynajmniej na chwilę zobaczy się tam trochę ptaków. Bobry nie były łaskawe pokazać się osobiście, ale naoglądałam się mini szelfów lodowych, przerębli, które utworzyły się wokół rosnących w wodzie drzew i bobrzej roboty. 





W drodze powrotnej musiałam przejść przez szosę koło przepustu, gdy wtem coś mi mignęło na ziemi przy barierce.


To norka amerykańska, która szła dokładnie w przeciwnym kierunku. Jak zawsze w takiej chwili skoczyła mi adrenalina, więc dla uspokojenia zagaiłam,
- nie boisz się chyba?
Spojrzała na mnie trochę spode łba, o ile można tak powiedzieć o maleńkim stworzonku i mruknęła,
- nie mam czasu na pogaduchy, jeszcze nic nie upolowałam, a dzień ciągle krótki, lecę.

Jednak nie poleciała, tylko przeszła spokojnie obok, wślizgnęła się do wody, przepłynęła kawałek i zaczęła myszkować w maleńkich zatoczkach pod kępami starych traw. 









Po raz kolejny okazało się, że zwykłe wyjście na spacer zawsze przyniesie coś ciekawego, nawet, jeśli szansa na to jest, jak 1: 708 bo, ostatnie moje spotkanie z norką było 24 lutego 2014 roku. 

środa, 31 grudnia 2014

Noworoczny keks

Dwanaście miesięci i dwanaście kolejnych fotografi. Nie było okazji do umieszczenia ich w którymś poście. Każda to maleńka historia którą można zawrzeć w jednym, dwóch zdaniach . Na więcej trzeba będzie poczekać do kolejnych spotkań, być może w już w przyszłym roku, Czego sobie i Wam życzę.

W styczniu sosna przy starej piwnicy była ulubionym miejsce żerowania dzięcioła.

Nad Marunką mieszka norka amerykańska, spotkałam ją w lutym.


W marcu przydomowa łączka należała do szpaków.



Dudek był u nas tylko jeden dzień, 22 kwietnia.


W maju żurawie pasły sie na Dużej Łące i podchodziły niemal pod bramę.


W czerwcu nad stawem królowała świtezianka dziewica


Bardzo trudno jest zrobić zdjęcie rozłożonych skrzydł żywego cytrynka. Udało mi się to? ... w lipcu.


W pasie drzew za Dużą Łąka gniazdował w tym roku trzmielojad. Młode wyprowadził w sierpniu.


We wrześniu udało mi sie zrobić zdjęcie pustułki. 


Październik był tak ciepły, że bez problemu można było spotkać dostojkę latonię, która zwykle lata do początków września.


Listopadowa wyprawa nad bagienko - para traczy nurogęsi.


Już trzeci rok w grudniu przylatuje pod dom zięba.


 Szczęśliwego Nowego Roku!

środa, 5 marca 2014

Wiosna czaruje ptasim śpiewem.

Większość ludzi już dawno zatraciła umiejętność obserwowania przyrody i wyciągania z tych obserwacji właściwych wniosków. Ludzie tak, ale zwierzęta wciąż kierują się instynktem i sobie tylko znanymi sposobami potrafią odczytywać znaki na niebie i ziemi, które kierują ich życiem i które już w lutym zasugerowały, że … wiosna idzie. Początek lutego niby nic nie zapowiadał, ale dał się zauważyć nieco większy ruch wśród ptactwa. 

Mazurki, dotąd przylatujące tylko na noc do domu, zaczęły w ciągu dnia przesiadywać na wierzchołku tui i gadać ze sobą.



Obserwując grubodzioba podjadającego owoce głogu nagle zobaczyłam tego tu osobnika. Bielik, jak gdyby nigdy nic, zasiadł na czubku świerka i obserwował okolicę.  


Na łące gdzie zwykle pasło się kilka saren było pusto. Taki stan trwa, od kiedy myśliwi postawili tam nową ambonę. Czasem tylko, przy przepuście na rzeczce można z daleka zobaczyć koziołka z małżonką. 


Gdzieś w połowie lutego wędrując wzdłuż pokrytej lodem rzeczki zatrzymywałam się przy bobrowych tamach licząc na to, że uda mi się zobaczyć zimorodka. 


Zimorodka nie było ale coś mi mignęło w trzcinach. Przyjrzałam się uważnie i oto, co zobaczyłam.
 

Z jednej strony mordka a z drugiej puszysty ogonek, reszta w tunelu pod trzcinami. To norka, pod brodą miała białą plamkę, więc serce mi drgnęło, że może oto odkryłam uważaną za wymarłą norkę europejską. Wprawdzie widziano ją ostatnio w 1926 roku pod Elblągiem, ale to przecież niedaleko i może kryjąc się umiejętnie, jakoś te 88 lat przetrwała. Jeszcze kilka zdjęć i zadowolona z łupu wracałam do domu nie licząc na nic więcej. Aż tu nagle usłyszałam kilkakrotne pipipipi tiiiiiiiiiii. To trznadel, siedząc na czubku świerka śpiewał piosenkę godową. Trznadle u nas zimują. Żywią się nasionami na niekoszonych łąkach, zbierają ziarno w okolicach końskich stajni albo przylatują do karmnika. 


Dość szybko przystępują do lęgów, ale żeby tak w połowie lutego. Pomyślałam, że jeden trznadel wiosny nie czyni i już miałam iść do domu, gdy najpierw dał się słyszeć srebrny głos sikory vicevicevicevice..., a zaraz potem  usłyszałam paszkota. Siedział na samym czubku oszronionego nocnym mrozem klona i czyściutkim, fletowym, czarownym śpiewem nakłaniał samiczkę do uległości. 


Także wiewiórka, czując, że coś się święci, kręciła się po sośnie przegryzając szyszki.




No to już nie przelewki. Wiosna spóźniona w ubiegłym roku, w tym nadrabia zaległości. I rzeczywiście dwa dni później usłyszałam żurawie. 


I tak już, co dnia aż do początku marca ich krzyk przeplatał się z uprzykrzonym głosem trznadli, sikor i paszkotów. A dokładnie 2 marca na świerku pod domem usiadły cztery szpaki, poplotkowały troszkę i odleciały. Zima nie była mroźna, więc robaczków, larw i owadzich jaj jest pod dostatkiem by wyprowadzić trzy a może nawet cztery lęgi. Szpaki nie próżnują. Wczoraj widziałam jak z budki lęgowej wiszącej w ogrodzie sąsiadki Marii, przepędziły sikorę ubogą i same zasiedliły budkę wyśpiewując przy tym przepięknie jakby tym śpiewem chciały udokumentować prawo do jej zamieszkania. 


Nad łąką zobaczyłam przelatujące skowronki. Ciągle widać wracające stada gęsi i żurawi i jeśli przylecą bociany to będzie pewne, że w ptasim świecie nastała wiosna. A jeśli chodzi o norkę to moje marzenia o odkryciu wymarłego gatunku rozwiała Pani Maja Szymańska-Łukszo asystent hodowlany z Działu Ssaków Drapieżnych poznańskiego ZOO, zdecydowanie rozpoznając na zdjęciu norkę amerykańską. Mówią, że to urodzony morderca a jest taka milutka i tak jej dobrze z oczu patrzy.