Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cyranka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cyranka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Trzy dni, trzy niespodzianki

Zaintrygowana czarną kaczką podreptałam w piątek na chwilę nad Żurawi Staw i być może rozwiązałam zagadkę. Pływały dwa szaroczarne ptaki, ale bardzo daleko. Jeden z nich błyszczał krwistoczerwonym dziobem.





Po powrocie do domu okazało się, że i dla kurki wodnej, czyli kokoszki jest miejsce na stawie. Zdążyłam jeszcze zrobić zdjęcie przeciągającej się cyrance.


W sobotę po południu postanowiłam zobaczyć, co się dzieje na jeziorku przy Dąbrówce. Mniej więcej w połowie drogi usłyszałam nad głowa znajome fuczenie.


Chyba przerwałam wiewiórce plądrowanie świeżo założonych ptasich gniazd. Spojrzała na mnie z wyrzutem i położywszy obie łapki na brzuszku furknęła
- Z głodu mnie ssie, a ty musisz akurat teraz robić zdjęcia?


Przeprosiłam i poszłam dalej. W północnej zatoczce już powychodziły listki nenufarów. Oj, będzie pięknie i to już nie długo.


Za cyplem w tej samej zatoce chyba gniazduje para żurawi. Spłoszyłam je, a potem widziałam jak wracają na miejsce.


A tak wygląda pełne morze, czyli południowa największa część jeziorka. Słychać i gągoły i cyraneczki, ale schowane gdzieś w trzcinach, a łabędzi, które od najwcześniejszej wiosny tu pływały, ani śladu.


Kiedy wracałam najpierw starała się odciągnąć mnie od gniazda bogatka,


A kawałek dalej strasznie zdenerwowałam zięby.


Zrobiło się pochmurno, zaczął przepadywać deszcz, więc postanowiłam wracać, a tu w trzcinach coś mi błysnęło.


Gniazdo, a na nim pani łabędziowa. Wierciła się, przewracała jaja, poprawiała gniazdo, wreszcie postanowiła zejść i trochę się posilić.




Kawałek dalej pan mąż wyławiał zapamiętale jakieś badylki i odrzucał je na boki, a po chwili zebrał ich spora wiązkę w dziób i popłynął do gniazda.



Do domu wracałam w rzęsistym deszczu. Jak już tak zaczęłam odwiedzać stare miejsca to w niedzielę przyszła pora na bobry za szosą. Koło 16.00 pogoda zdjęciowa nie była, ale spacerowa owszem. Okazuje się, że wiosną, kiedy i gdzie się nie pójdzie zawsze można liczyć na niespodzianki. Na spacer wybrał się ze mną mój syn Michał, który akurat wpadł z krótką wizytą i nienagadani, całą drogę gawędziliśmy, a to miało skutki różne. Najpierw przy Dużej Kępie wypłoszyliśmy żurawia,


ale zaraz potem było, o zobacz coś tam leci. Ano leciał myszołów.


O żuraw wraca.


Nie, to nie to nie żuraw …, o rany …, to bocian …, bocian czarny. Gdyby nie Michał dalej bym szła z oczami utkwionymi w rowie, bo przecież szliśmy na bobry. A tu rarytasik. Bocian miał ochotę coś przekąsić przed wieczorem, ale weszliśmy mu w paradę. Pokręcił się trochę, nawet przysiadł na świerku i w końcu głodny odleciał w kierunku gdzie pięć lat temu, w środku lasu widziałam umieszczone na wysokiej lipie, wielkie gniazdo.








Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy w bardziej korzystnych warunkach słonecznych, bo te niedzielne były nawet urocze, ale do focenia ptaków słabe.


niedziela, 12 kwietnia 2015

Jak do kina


Pewnie wkrótce to wszystko będzie wyglądało inaczej. Ptaki zniosą jaja, zaczną je wysiadywać, samce zaczną tracić te swoje karnawałowe fatałaszki i wszystko się unormuje. Widać pewne oznaki tego normowania. Trzy dni temu pod wierzbę konsumowały małżeństwo gągoły


dziś po drugiej stronie stawu cyraneczki.


U cyraneczek emocje były takie, że po fakcie samczykowi na boku pod fioletową listwą zaświecił się piękny zielony trójkąt.


Ci, którzy jeszcze nie skonsumowali ciągle dostają furii na widok konkurenta.


Nadal jednak najważniejszą czynnością jest zdobywanie jedzenia. Krążą po stawie jak im dyktuje słońce i pałaszują od rana do wieczora z malutkimi przerwami na toaletę i sen.









Chodzę nad ten staw jak do kina na półtoragodzinne seanse. Siadam w czatowni i oglądam. Niedoskonałość budowli wytykają mi, a to strzyżyk, a to sikora, a dzisiaj kruk, ale wodne ptaki nie mają pretensji, czasem tylko podpływają i przechylając głowę dziwią się, co to też spośród gałązek wystaje.




Żurawie, gągoły, krzyżówki, cyraneczki i rożeniec to nie jedyni ptasi mieszkańcy Żurawiego Stawu. Wczoraj z głośnym krzykiem mejbi, mejbi, mejbi, mejbi, latały trzy brodźce samotniki,


jest też cyranka


i perkozek


Wciągnęło mnie to śródleśne bagno po uszy, ale czy można się takim widokom oprzeć?