Słońce ostatnio nas nie rozpieszcza,
więc kiedy we czwartek koło południa zaczęło pięknie świecić postanowiłam
sprawdzić czy wreszcie jeziora rozmarzły i czy na Dąbrówce uda mi się popatrzeć
na gągołowe zaloty. Gągoły widywałam jeszcze w lutym na Pisie, ale przez ich
temperament i płochliwość były to mocno przelotne spotkania. Jezioro rozmarzło
tylko po brzegach, na środku wciąż jeszcze panoszył się lód.
Gągołów nie było,
ale przy wschodnim brzegu, zapewne po zalotach, które mnie ominęły, konsumowała
małżeństwo para traczy.
Po wszystkim ptaki popłynęły w kierunku lodowej tafli
i
wgramoliwszy się na nią wykonały zwyczajową pielęgnację.
Kiedy tylko zauważyły mnie
wśród drzew, odpłynęły na drugi koniec jeziora.
Mając nadzieję, że w drodze
powrotnej uda mi się je spotkać raz jeszcze i poszłam nad Pisę. Koryto rzeki
wypełnione po brzegi,
nadbrzeżne łąki w wielu miejscach zalane, nic wiec
dziwnego, że w górze krążyło stado żurawi, a żerująca przy zakolu Pisy para
krzyczała, że to miejsce jest już zajęte.
Teren przypadł też do gustu czajce,
która zza traw bacznie mnie obserwowała i odleciała, gdy tyko zrobiłam kilka
kroków w jej kierunku.
Nie poszłam dalej, ptakom wybierającym miejsca na
gniazdo należy się spokój. Wracałam osłoniętym przez las brzegiem urwiska. Wiatr
nie miał tu dostępu i może dlatego wydawało się, że jest cicho, spokojnie i
bardzo ciepło. Przysiadłam na chwilę na ciepłym piasku, słońce oślepiało
blaskiem, w dole srebrem skrzyła się rzeka,
przed nosem przeleciał cytrynek.
Ogarnęło
mnie jakieś dziwne uczucie, jakby spełniło się coś, na co długo czekałam ale, na
co? Dopiero po powrocie do domu, przeglądając zdjęcia uświadomiłam sobie, że właśnie
w tamtej chwili nad Pisą przechadzała się Wiosna.


















































