Ciepły wieczór nad jeziorem. Nad wodą tysiące komarów
chwytających ostatnie promienie słońca
i nad wodą jaskółki, jak dzieci, które
chcą wykorzystać ostatnie wieczorne chwile, by jeszcze i jeszcze bawić się i
jeszcze, nie iść do domu. Latają z
zawrotną szybkością, raz po raz uderzając brzuszkami o lustro wody, by chwycić
lecące w górę krople i napić się.
A za lasem, za Pisą w wysokich trawach,
uważne oczy patrzą, kto to tam chodzi po urwisku i czego tu chce o tej porze.
Nie
mniej niż sarny zdziwiony i poruszony trzcinniczek chowa się w trzcinach, po
czym wychyla ostrożnie by sprawdzić czy już sobie poszłam,
więc jeszcze tylko
spojrzenie na coraz płytszą rzekę i wracam nasycona spokojem dzikiego zakątka z
bezsensowną, ale cudowną tęsknotą w sercu by zostać tam na zawsze.











