Może to przez trwające od jesieni przedwiośnie, a może
przez wciąż zimne noce ptasim światem rządzi jakieś dziwne niezdecydowanie i w
dodatku pojawiają się nowe zwyczaje. Mazurki, które rok temu okupowały poddachówkowe
gniazda od wschodu, południa i zachodu, w tym roku zasiedlają tylko wschodnią
część. Szpaki, które od zawsze gniazdowały od północy teraz budują gniazda od
południa, tylko kopciuszek jak zwykle kręci się przy kominie wentylacyjnym. Na
końskim pastwisku pojawiły się dwie pliszki, w chaszczach za stawem jest
rudzik,
z zimowych wczasów wróciła pani zięba, bo pan zięba śpiewa bardzo
zadowolony.
Przyleciał także drozd śpiewak i każdego ranka i wieczora daje
koncert na świerkowym czubku.
Na Żurawim Stawie prócz żurawi są tylko dwie pary
gągołów, a i te regularnie przepędzają łabędzie.
Są też cztery krzyżówki i raz spotkałam
parę cyraneczek.
Wybrałam się dzisiaj nad Nenufarowe, a tam na wodzie żywego ducha, pusto. Na zachodnim brzegu króluje wielkie żeremie, przy północnym brzegu uwijały się kos i rudzik, była para mysikrólików,
kilka sikor i małe stadko
czyży,
gdzieś znad lasu dochodził krzyk myszołowów, czyli niemal to, co zwykle,
szału nie ma. Początek kwietnia, a gdyby nie para kowalików szalejąca przy
znoszeniu kawałków sosnowej kory do dziupli pomyślałabym, że to początek marca.
W północno zachodniej, osłoniętej od
wiatru zatoczce gdzie rok temu gniazdowały łabędzie pojawiły się pierwsze listki
i pierwsze kwiaty nenufarów.
Kiedy zagapiłam się na te plamki świeżej zieleni
nagle usłyszałam fukniecie. Ach może jednak są łabędzie?. Niestety, to
wiewiórka skończywszy jedzenie szyszki chciała wrócić na druga stronę drogi na
stare pełne szyszek świerki.
Niewątpliwie wiosenny nastrój panował w obsypanym
niebieskimi bukiecikami przylaszczek wąwozie,
ale prawdziwa wiosna będzie wtedy,
gdy przylecą dwie jaskółki, bo przecież jedna…



















































