Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 marca 2016

Omamiona

Omamiona wczorajszym słońcem wyrwałam się na chwilę w tarninowe chaszcze za Dużą Łąką. Wyprawa okazała się owocna, ale nieuchronne będzie zbudowanie czatowni, bo siedzenie w krzakach daje bardzo małe szanse na prawdziwe ukrycie się przed drapolami. Ten ich wzrok wyłapujący każdy najmniejszy ruch, budzi podziw i jednocześnie nie daje szans na spokojne fotografowanie. Otóż na ukryte w trawie kąski skusiły się myszołowy. 


Myszołowy dobierają się w pary na całe życie, więc obserwowane od trzech tygodni ptaki muszą być młode. Zajęte zalotami witały mnie niechętnymi okrzykami przy każdym wejściu na Maruńskie Łąki i odlatywały do lasu. Samiczka wybrała wreszcie spośród dwóch konkurentów, małżeństwo zostało skonsumowane i para zabrała się za budowę gniazda by w kwietniu znieść jaja i zacząć wysiadywanie.  Budowa gniazda to jedno, a jeść trzeba. Myszołowy lubią myszy polne, nornice, a po przylocie żurawi zdobycie czegoś do jedzenia stało się trochę trudniejsze. Czekałam i czekałam, zimny wiatr i gęste gałęzie skutecznie redukowały słoneczne ciepło i kiedy zaczęłam żałować, że nie poszłam na zwykły spacer przeleciały lotem patrolowym nad okolicą, dojrzały co w trawie leży i bez zbędnych ceregieli usiadły. Mały ruch ręką i wizyta skończyła się po niespełna 30 sekundach. 







Może to i dobrze, bo solidnie zmarzłam, a poza tym, gdybym została dłużej nie spotkałabym kani rudej. 


Sąsiad wiele razy opowiadał mi, że ona gdzieś w naszej okolicy mieszka, ale nigdy nie miałam okazji jej zobaczyć, a tym razem właśnie przecinała łąkę na ukos i może słabo, ale się udało. 




Amatorów drobnych gryzoni na Maruńskich Łąkach coraz więcej, bo to lis, bocian, żuraw, myszołów, kania, kruk, bielik, orlik, błotniak, srokosz i nie wiadomo, kto tam jeszcze ma je w swojej diecie. I pewnie dlatego myszy mieszkające w naszej paszarni omamione świętym spokojem, porzuciły świeże powietrze, słońce i ewentualny wiatr we włosach, dogadały się z sypiającym w paszarni kotem i nie mają najmniejszego zamiaru jej opuścić.


sobota, 15 sierpnia 2015

Późnym wieczorem

To był czasowo trudny tydzień, wypady z aparatem o dziwnych, nieprzystających do zwierzęcej aktywności porach przyniosły efekty w postaci ptasiej drobnicy i motyli. Będzie, czym rozświetlać długie jesienne deszczowe dni. Jednak, kiedy we czwartek rano dowiedziałam się, że od kilku dni na nenufarowym jeziorku rezyduje łoś cały dzień kombinowałam,jak się tam o znośnej porze wybrać. Czas znalazłam dopiero koło 20.00 kiedy słońce zbliżało się do linii horyzontu oświetlając czubki rosnących po wschodniej stronie jeziorka sosen. Łosia nie udało mi się odnaleźć, ale chaszcze tam takie, że i w biały dzień nie byłoby to proste, a co dopiero o zmierzchu. Północna zatoczka pełna była drobnych białych ptasich piór. 


Pewnie, błotniak, który właśnie poderwał się z przybrzeżnej olchy jadł tu późny obiad. Kiedy dotarłam do wędkarskiej kładki na wodzie było jeszcze trochę odbitego od chmur pomarańczowego światła. 




Na środku żerował młody łabędź. 


To jeden z czwórki, którą wyprowadziła gniazdująca tu para. Jakiś czas temu widziałam trójkę młodych pod opieką matki, niedawno jedno młode pod opieka ojca, a dzisiaj młody pływał sam. Po chwili przemknęła krzyżówka, 


a potem pojawiła się para perkozków z podrośniętymi już młodymi, ale te pływały tak szybciutko, że o zdjęcie było trudno. 






Nawet nie zauważyłam, kiedy zrobiło się kompletnie ciemno. Przeszłam przez las, na polu soczewicy wystraszyłam pasącą się sarnę, potem jeszcze jedną. 


Kiedy dotarłam do drogi w nieskoszonym kawałku owsa kojąco plumkała przepiórka. Nie tylko ja ją słyszałam, kawałek dalej przy drodze siedział kot i raczej nie czekał na rój meteorytów. 


Niezadowolony, że dokumentuję jego zbrodnicze zamiary uciekł, a ja wróciłam do domu z przekonaniem, że chociaż fotograficznie wyprawa była niezbyt udana, ale być może ocaliłam życie przepiórki. Jeszcze jedno, nie wiem jak to się stało, może z pośpiechu, ale zapomniała się bać, że byłam sama w nocy, w lesie i to jest bezcenne .