Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babeszjoza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babeszjoza. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 września 2014

Wyprawy na jelenie czyli "o kurka wodna".

Trzy tygodnie temu kolega powiedział mi, że w wipsowskich lasach byki już porykują. Potem dowiedziałam się, że i w maruńskich lasach zaczęło się rykowisko. Ale tak na dobre zaczęły ryczeć w nocy z wtorku na środę. 7 stopni, mgły i pełnia księżyca. Usłyszałam je koło 21.00. Przypuszczalnie cztery, jeden koło Biedowa, jeden koło starego cmentarz, jeden przy drodze do Lamkówka i jeden na Maruńskich Łąkach tuż przy wsi. Wiedziałam, że ze względu na dużą mgłę zdjęć nie będzie, ale co się nasłucham to moje. Przemieszczały się te głosy, oddalały a ja krążyłam po łące wokół domu wytężając wzrok, że może, choć sylwetkę ryczącego byka zobaczę. Nic! Aż wreszcie koło pierwszej w nocy rozległ się potężny ryk tuż za bramą. Jeden, drugi, trzeci a po chwili jeszcze jeden, już słabszy i już z końca łąki. Normalnie słuchałabym do 22.00 , ale Gapa rano rozchorowała się na babeszjozę. Pojęcia nie mam, kiedy ugryzł ja kleszcz. Od lutego nosi obroże przeciwkleszczowe, ale teraz podobno aktywne są tzw. nimfy i nie muszą wpijać się i opijać żeby zarazić wystarczy, że ugryzą. Psa ratuje tylko szybkie podanie leków. Gapa jest już zdrowa, ale leki zaraz po podaniu źle znosiła i wojowałam z nią do 2 w nocy. Dzięki temu nasłuchałam się ryczenia byków. Rano postanowiłam wybrać się na Maruńskie Łąki za szosą. To właściwie jedna, długa śródleśna łąka podzielona rowami melioracyjnymi na kilka kwater. 

Każdej nadałam nazwę i tak pierwsza to Łąka przy Kępie, druga to Łąka Brzuchata, trzecia i czwarta to Łąki Pełnikowe a piąta to Borowikowa Polana. Doszłam do drugiej Łąki Pełnikowej na której po raz drugi w tym roku zakwitł pełnik europejski – piękna rzadka chroniona roślina. 


No, ale nie pełnik chciałam oglądać a jelenie. A tu byka ani na lekarstwo. Zawróciłam, 2,5 kilometra pieszo (w jedną stronę) o 6 rano to niby nie jest wielki wyczyn, ale kiedy człowiek ciągle nasłuchuje i rozgląda się czy czasem gdzieś może jakieś jeleń wyskoczy, a tu nic, to jest troszeczkę męczące. Kiedy zrezygnowana dochodziłam do Brzuchatej Łąki, przez rosnące na rowie olchy zauważyłam jakiś kasztanowaty zad. Czyżby ktoś tak rano wybrał się konno. Zatrzymałam się i wtedy on wyszedł zza olch, stanął na wybrzuszeniu pod lasem i popatrzył w moja stronę. 





Z emocji jak zwykle nie mogłam wyostrzyć, trzasnęłam trzy razy na oślep i Bogu dzięki, że to zrobiłam, bo bym wróciła z niczym. Cały dzień o nim myślałam. Czy to był przypadek, czy może ciągle wraca na odpoczynek w to samo miejsce? Czy leży tam do wieczora?  No i oczywiście koło 18.00 poszłam tam jeszcze raz. Stanęłam w olchach naprzeciw wybrzuszenia i czekałam. Byka ani śladu. Deszcz zaczął przepadywać, z każdą jego falą w lesie zaczynały gadać żekotki
- pada, pada, pada, pada…… pada, pada, pada, pada…
Przed 19.00 uznałam, że jest ciemno i nic nie zwojuję. Ja wychodziłam z łąk a wchodzili na nie myśliwi. Rano postanowiłam znowu pójść.  Ciśnienie lekko skoczyło na Brzuchatej bo coś na mnie w krzakorach fuknęło. Poszłam dalej, tym razem aż do Borowikowej Polany. 


Znowu nic . Wracałam zmęczona, zrezygnowana. Wyłączyłąm aparat bo pomyślałam, że jak dojdę do kępy, to zmienię obiektyw i zrobię kilka zdjęć zaglądającego do lasu słońca. Gdy dochodziłam do miejsca gdzie coś na mnie furczało, 

jakieś sto metrów dalej wyskoczył z lasu piękny ciemnobrązowy byk z kudłatą szyją i wspaniałym porożem. Chciałam zrobić zdjęcie… o kurka wodna!  Aparat wyłączony. I wtedy zobaczyłam co znaczy „rączy jeleń” i „pomknął jak strzała”. Dlaczego to zrobiłam, dlaczego mam ten idiotyczny odruch wyłączania. Oczywiście obeszłam kępę dwa razy dookoła i w poprzek i coś tam w gęstwinie trzaskało, ale wtedy pomyślałam, dlaczego mu to robię? Całą noc tłukł się z kolegami, uganiał za łaniami, uciekał od myśliwych, a teraz jeszcze ja mu włażę na głowę z tymi swoimi zdjęciami. Wróciłam do domu. Wieczorem już nie poszłam, ale dzisiaj rano i owszem. I znowu nic! Jak to nic? A poranne mgły, a krople rosy na trawie, a piękne światło w lesie. 




Ale w głowie huczało jedno - zmarnowałaś dwie szanse na piękne zdjęcia byka podczas rykowiska. I gdy byłam już bliska szaleństwa z pomocą przyszedł sąsiad ornitolog informując mnie, że na stawie p.poż w Marunach pływa kokoszka zwana inaczej kurką wodną. Poszłam, usiadłam na pół godziny w trzcinach i proszę. 





Jutro ona tam też będzie , więc świtem zamiast płoszyć byki spróbuję podejrzeć kurkę wodną która o tej porze dnia podobno lubi paść się na łące niczym gęś. A byki? Poczekam aż będą mniej płochliwe, może trochę wychudzone, ale spokojniejsze i wtedy się spotkamy.