Nasza
znajomość zaczęła się kilka lat temu. Pewnego dnia przeglądając żywopłot ze
zgrozą zauważyłam nadzianego na kolec pasikonika. Wstyd się przyznać, ale
pomyślałam, że to dzieci wymyśliły sobie okropną zabawę. Jakiś czas potem
obserwowałam przez lornetkę siwego ptaszka z czarną kreską przez oko,
siedzącego na płocie i cykającego tak trochę jak pasikonik.
Ptak na chwilę
sfrunął na pastwisko, poszperał w trawie, wrócił na płot i jakoś dziwnie się wiercił.
Podeszłam bliżej, ptak odfrunął, a na drucie został świeżutko nadziany konik
polny. Jeszcze klika takich porcji znalazłam na leszczynie. To było bardzo
pasikonikowe lato więc dzierzba gąsiorek polował codziennie, czasem gdzieś znikał, wracał i dalej łowił. Z biegiem lat gąsiorki rzadziej odwiedzały mój
trawnik, może dlatego, że pasikoników było mniej, a może dlatego, że z żerowiska wyparły
je paszkoty. W ubiegłym roku wyśledziłam, że gniazdują w tarninach na Maruńskich Łąkach.
W tym roku pierwszego gąsiorka zobaczyłam 14 maja. Siedząc na
jeszcze bezlistnej tarninie samczyk kombinował jak zdobyć coś do
jedzenia.
Po kilku dniach po drugiej stronie łąki spotkałam budującą gniazdo
parkę. Nie pozwoliły blisko podejść, były złe, że im przeszkadzam.
Gdzieś po
tygodniu przestałam widywać samiczkę za to samczyka często. Na przykład
siedzącego na rosnącej nieco powyżej łąki kępie tarniny i uważnie obserwującego
teren.
Podchodziłam powoli by go nie spłoszyć. W pewnym momencie
błyskawicznie niczym strzała poleciał na łąkę i chwycił w locie także szybko
latającą dużą ważkę. Zupełnie jakby sobie wykalkulował tor jej lotu i pewnie
uderzył w obliczony punkt, po czym równie błyskawicznie zanurkował w tarninę.
Może, by nakarmić siedzącą na jajach samiczkę, a może schował ważkę "do
lodówki". W czerwcu zauważyłam samiczkę przesiadującą w pobliżu domu w miejscu,
które nazywamy żwirownią. To piaszczysty nieużytek, który obsadziliśmy dębami i
brzozami, a sosny same się wysiały. Po kilkunastu latach żwirownia zamieniła się
w zagajnik, a mieszkające na stromych zboczach jaszczurki żyworodne wpadły w
oko pani gąsiorkowej.
Efekt gąsiorkowych wizyt był taki, że jaszczurka straciła ogon który na szczęście po pewnym czasie jej odrósł.
Kiedy wyprowadziły młode i kiedy susza dawała się ostro we znaki
spotkałam je już tylko dwa razy. 19 lipca o 5 nad ranem nad wysychającą Marunką
polowała samiczka, a w połowie sierpnia na łące koło wsi szukał pożywienia
samczyk.
Oboje wyglądali jak mali, nieustraszeni, samotni wojownicy. Warmia
tego lata zafundowała im tropiki, teraz są w także tropikalnej Afryce. Czy mogą
kiedyś nie wrócić?