Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jaszczurka żyworodna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jaszczurka żyworodna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 marca 2015

Takie ładne foty ...

Czyli zdjęcia które chce mi się robić bo światło, bo kwiatki, listki, chmurki, cień, mgła. Ulotne chwile bez specjalnej historii, choć gdyby się przyłożyć to kto wie?

19 marca 2015

Jaszczurka żyworodna

Leszczyna czerwonolistna

Dereń jadalny



Przylaszczka pospolita

Podbiał pospolity

Pigwowiec japoński


sobota, 8 listopada 2014

Mali nieustraszeni wojownicy

Nasza znajomość zaczęła się kilka lat temu. Pewnego dnia przeglądając żywopłot ze zgrozą zauważyłam nadzianego na kolec pasikonika. Wstyd się przyznać, ale pomyślałam, że to dzieci wymyśliły sobie okropną zabawę. Jakiś czas potem obserwowałam przez lornetkę siwego ptaszka z czarną kreską przez oko, siedzącego na płocie i cykającego tak trochę jak pasikonik. 


Ptak na chwilę sfrunął na pastwisko, poszperał w trawie, wrócił na płot i jakoś dziwnie się wiercił. Podeszłam bliżej, ptak odfrunął, a na drucie został świeżutko nadziany konik polny. Jeszcze klika takich porcji znalazłam na leszczynie. To było bardzo pasikonikowe lato więc dzierzba gąsiorek polował codziennie, czasem gdzieś znikał, wracał i dalej łowił.  Z biegiem lat gąsiorki rzadziej odwiedzały mój trawnik, może dlatego, że pasikoników było mniej, a może dlatego, że z żerowiska wyparły je  paszkoty. W ubiegłym roku wyśledziłam, że gniazdują w tarninach na Maruńskich Łąkach. 






W tym roku pierwszego gąsiorka zobaczyłam 14 maja. Siedząc na jeszcze bezlistnej tarninie samczyk kombinował jak zdobyć coś do jedzenia. 



Po kilku dniach po drugiej stronie łąki spotkałam budującą gniazdo parkę. Nie pozwoliły blisko podejść, były złe, że im przeszkadzam. 



Gdzieś po tygodniu przestałam widywać samiczkę za to samczyka często.  Na przykład siedzącego na rosnącej nieco powyżej łąki kępie tarniny i uważnie obserwującego teren. 





Podchodziłam powoli by go nie spłoszyć. W pewnym momencie błyskawicznie niczym strzała poleciał na łąkę i chwycił w locie także szybko latającą dużą ważkę. Zupełnie jakby sobie wykalkulował tor jej lotu i pewnie uderzył w obliczony punkt, po czym równie błyskawicznie zanurkował w tarninę. Może, by nakarmić siedzącą na jajach samiczkę, a może schował ważkę "do lodówki". W czerwcu zauważyłam samiczkę przesiadującą w pobliżu domu w miejscu, które nazywamy żwirownią. To piaszczysty nieużytek, który obsadziliśmy dębami i brzozami, a sosny same się wysiały. Po kilkunastu latach żwirownia zamieniła się w zagajnik, a mieszkające na stromych zboczach jaszczurki żyworodne wpadły w oko pani gąsiorkowej. 





 Efekt gąsiorkowych wizyt był taki, że jaszczurka straciła ogon który na szczęście po pewnym czasie jej odrósł. 


Kiedy wyprowadziły młode i kiedy susza dawała się ostro we znaki spotkałam je już tylko dwa razy. 19 lipca o 5 nad ranem nad wysychającą Marunką polowała samiczka, a w połowie sierpnia na łące koło wsi szukał pożywienia samczyk.



Oboje wyglądali jak mali, nieustraszeni, samotni wojownicy. Warmia tego lata zafundowała im tropiki, teraz są w także tropikalnej Afryce. Czy mogą kiedyś nie wrócić?

piątek, 16 maja 2014

Smok

Piękne, ciepłe lato 2011 roku kwitło obficie malwami, makami, goździkami a na łące przed domem wśród wszechobecnej macierzanki i oregano były także całe łany kocanki piaskowej.

To wyjątkowej urody roślina. Kudłatą łodygę i takież listki wieńczy gromadka pachnących żółtych kwiatów.

Plecie się z nich wianuszki na święto Matki Boskiej Zielnej. Pewnego niedzielnego popołudnia podeszłam do takiej dużej kocankowej kępy, gdy wtem … wybiegł z niej smok. Wybiegł, odwrócił się, spojrzał na mnie i wlazł pod rosnąca obok sosnę. Wróciłam szybko do domu i opowiadam mężowi, że mamy u siebie gada, wielkiego jaszczura. Łapy ma ogromne a ogon długaśny.
- No to, jaki wielki? Spytał mąż.
- No chyba miał z pół metra
- …
- No może był trochę mniejszy, może tak ze 40 centymetrów
- …
- No dobra, może 25.
- To może to była jaszczurka.
- Może i jaszczurka, ale lazła jak smok i źle jej z oczu patrzyło. Chodź  i zobacz.
Poszliśmy, mąż przodem, ale pod sosną już nikogo niebyło. Gdy minął strach i wróciła ciekawość, wyszperałam w Gogolach różne jaszczurki i wyszło, że to była wyjątkowo duża zwinka. Tego roku już jej więcej nie widziałam. Aż przyszło następne lato, czerwiec, pora rojenia się pszczół. Na rosnącej pod płotem, gruszy polnej usiadł spory rój.

Przyjechał po niego znajomy pszczelarz. Podglądałam całą operację z drugiej strony płotu, gdy nagle w trawie przy siatce coś szurnęło i błysnęło zielonkawo. Ostrożnie by nie spłoszyć pstryknęłam kilka zdjęć nim stworzonko skryło się w gęstwinie trawy.

To był piękny, kolorowy samczyk jaszczurki zwinki. Ta, którą widziałam zeszłego roku była bardziej szara a więc samiczka. Kilka dni później w stercie palików nad stawem spotkałam tym razem samiczkę.

Wychylała głowę, patrzyła na mnie i pewnie myślała sobie
-, Czego tu ciągle łazi, jeszcze nadepnie na mnie.

Zwinki zimują w norkach pod ziemią i gdy kwietniowe słońce zacznie przygrzewać, budzą się, regenerują siły i rozpoczynają gody. Samiczka po miesiącu od spotkania z samczykiem znosi kilkanaście jaj otoczonych specjalną błoną, zagrzebuje je w piasku i na tym koniec matczynej troski. W lipcu, sierpniu wykluwają się całkowicie samodzielne młode zwinki. Żywią się dżdżownicami, komarami, pająkami. Same padają łupem ptaków, lisów, kotów. Chowają się przed nimi w labiryncie podziemnych korytarzy, ale maja też ciekawy mechanizm obronny. W chwili zagrożenia odrzucają ogon, który przez chwilę żyje swoim życiem - drgając wabi napastnika. Jaszczurki uciekają a po jakimś czasie odrasta im nowy ogon. Wilk syty i owca cała. Pewnie na moim cieplutkim stoku pod sosną w norce pod palikami, przyszło na świat już kilka pokoleń jaszczurek, bo widuję je w nowych miejscach. Jedna mieszka w kompostowej pryzmie,


a jedna przy palenisku starej nieużywanej wędzarni.



Ostatnio nad stawem, obok palików, widziałam dorodnego samca.


Przyszedł pewnie na wesele. Samce są agresywne w stosunku do intruzów wchodzących na ich terytorium. Potrafią nieźle pogryźć nie tylko innego samczyka, ale i człowieka. To pewnie, dlatego napotkany „zwinek” prężył ogon, raz by pokazać, jaki jest potężny a dwa by, w razie, czego, rzucić mi go na pożarcie.


Za ogon podziękowałam, ale spytałam czy mogę zrobić parę fotek. Chyba się zgodził, bo pozował cierpliwie podobnie jak kilka dni wcześniej jego „małżonka”.





Mieszkają też u mnie jaszczurki żyworodne ale o tym innym razem.