Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lecicha pospolita. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lecicha pospolita. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 lipca 2015

Piękny początek lata

Dzisiejsza poranna kawa na tarasie była wyjątkowo… owocna. Najpierw na śliwie przysiadła, chyba młoda kapturka, 


a zaraz potem na stodole sąsiada usiadły dwa bociany. Nim zdążyłam przymierzyć się do zdjęcia nadleciał trzeci. Tamte dwa poderwały się i leciały jakby chciały sprawdzić, co mam w filiżance. 




Nie zdążyłam sięgnąć po kawę, bo nadleciała czapla siwa. 


Kwaknęła trzy razy, z pretensją, że mało wody w moim stawie, że zielona i jak ona w takich warunkach ma łowić ryby. 


A co ja mam powiedzieć, to miał być staw kąpielowy, a teraz to jest duża zielona kałuża i znowu trzeba będzie jeździć rowerem do jeziora w Dąbrówce żeby popływać.
- Sorry czapla, taki mamy klimat.


Jak już czapla poleciała gdzieś na północny wschód, ciekawe, co tam jest za jezioro, bo ona często lata w tamtym kierunku, to i trzeci bocian przeleciał śladem swoich kolegów. 



Po dziewiątej postanowiłam sprawdzić, co tam słychać u łabędzi na nenufarowym jeziorku, jednak jak tylko wyszłam za bramę zobaczyłam na Dużej Łące sarnę, 


no to oczywiste jest, że skręciłam a lewo a nie w prawo. Trochę zamarudziłam ze zmianą obiektywu, kiedy skończyłam na drodze siedziała kotka Marii Milka, która zajmowała się obserwacją gniazdujących na łące pokląskw. 


Co by nie mówić, to czarny kot i wiadomo, co przynosi. Sarna skoczyła przez drogę i tyle ją widziałam. Już chciałam się smucić, gdy wtem na drogę wkroczył żurek. 




Nie był sam obok, na łące byli też jego rodzice. 


Młody zasmakował w łatwym chodzeniu po piasku, jednak przywołany do porządku skręcił 


i dołączył do rodzica, 


a po chwili cała trójka uspokojona moim bezruchem zaczęła szukać jedzenia powoli znikając w wysokich trawach. 


Tak, to tak, można by zawrócić i iść nad jeziorko, ale uznałam, że bardziej podchodząca, jak mawiała kucharka Wańkowicza będzie wyprawa nad Żurawi Staw. Na stawie królowały ważki, 


a wietrzyk prosząc do tańca i trawy i wodę tworzył dziwne obrazy. 


Perkozki niby się relaksowały, niby przyglądały się szalejącym ważkom, a tak naprawdę pilnie obserwowały ukryte w szuwarach dzieci. 




O perkozkach będzie oddzielne opowiadanie. W powrotnej drodze spotkałam szukającego jedzenia lisa. 


Młody lisek, którego spotkałam jadąc we wtorek do Dobrego Miasta był okazem zdrowia. 




Ten dyszał w upale, był wychudzony i głodny. 




O tej porze roku dzieci wyglądają znacznie lepiej niż rodzice. Za to kwitnąco wyglądał nowiutki Polowiec szachownica, 


równie pięknie kwitł Powój łąkowy 


i do zdjęć chętnie pozowała Lecicha pospolita. 


Pięknie się to lato rozwija, żeby tylko deszczu było trochę więcej.