To taka pora roku która występuje kiedy zechce i trwa tak
długo jak zechce pod warunkiem że zechce miedzy wrześniem a październikiem i że
wiatr wieje od południowego wschodu. Tak też mówimy o młodych pająkach tkających
długachne cieniutkie niteczki służące im do przemieszczanie się na ogromne
odległości. Wczoraj takie niteczki unosiły się w południe nad łąką mieniąc się
jedwabistym blaskiem. Czy to wieści bliski koniec babiego lata?
Dzisiaj od rana
ptaki szczebiotały jaką piękną mamy jesień, że taka słoneczna, że trochę sucha
i, że dobrze by było żeby tak jeszcze ze dwa tygodnie babie lato potrwało.
Najgłośniej i najradośniej gawędziło stado szczygłów przelatując z brzozy na
dęba i z powrotem.
Krogulec chytrze namawiał,
- tak, tak będzie ciepło, wszystkie powinniście zostać jak
najdłużej,
patrzcie dopiero kanie zaczynają rosnąć.
Szczygły zatrzymały się na
dłużej na niewielkim ugorze bo akurat miały chęć na łopianowe nasiona, ale i omawiały pewien problem, że łopiany
takie suche i jak tak dalej pójdzie to do zimy wiatr wszystko wywieje i nie
będzie co jeść.
Sroka lubiąca mieć wszystko pod kontrolą poleciała na rżysko
sprawdzić czy trznadle czasem czego nie wymyślają,
a trznadle poczciwiny trochę
spłoszone niedawną wizytą krogulca pożywiały się przy Maruńskich Łąkach i także gawędziły o pięknym
babim lecie.
Kawałek dalej w resztkach żyta sarny wygrzewały grzbiety i
zastanawiały się jak długo jeszcze rudości będą w modzie i że właściwie to już można
jakieś płowe tużurki na siebie wkładać bo niektóre noce są chłodne.
Pod domem
paszkoty łupiły bujnie w tym roku owocującą winorośl i mówiły, że zima im nie
straszna bo w głogowym gaiku zapas owoców jest ogromny i jemioła na brzozie jeszcze
nie tknięta, a ciepło jeśli chce może sobie być.
Za to jer który
niespodziewanie pojawił się na daglezji zdenerwowany mówił,
- no nie wiem, nie wiem czy mam zostać, czy lecieć, tyle tu
jeszcze do jedzenia, ale cała moja rodzina już poleciała.
Dzwońce namawiały by
został, że one co roku zostają i nie jest źle,
ale jer miał wątpliwości
zwłaszcza, że dzwońce były sporą gromadką, a on sam.
Nieustająca w żerowaniu w
sosnowych gałęziach czubatka włączyła się do dyskusji stwierdzeniem
- jeszcze długo będzie ciepło, mówię ci zostań.
Dylemat jera pogłębiła lecąca właśnie wrona,
- grrad idzie, zawierrucha, grromy, mrróz będzie, mrróz,
grad, grromy.
A na to rozbudzony porannym ciepełkiem rusałka admirał
szepnął,
- nie tak szybko jak myślisz.
Pewnie, że nie tak szybko bo dopiero w piątek ma być
chłodniej i ma padać deszcz, ale póki co cieszę się tym ptasim gadaniem każdego
ranka, bo potem przynajmniej na rudzika i jera to już trzeba będzie czekać do
wiosny.














































































