Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osadnik egeria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osadnik egeria. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 maja 2015

Podlot

Niedzielne spacery zawsze są fajne, idę sobie ot tak na nic nie licząc i cokolwiek się wydarzy zawsze jest darem od losu i daje dużo radości. No, może nie do końca jest tak, że na nic nie liczę. Idąc dziś nad jeziorko przy Dąbrówce liczyłam na łabędzie. Ale jak to zwykle bywa, po drodze zawsze coś się dzieje. Na polu pszenicy zaczynają kwitnąć maki, 


w kudłatej od kwiatów osice terkotał sympatycznie pan zięba, 


a kiedy dotarłam nad jeziorko z przybrzeżnych chaszczy wyleciał mocno zdenerwowany kos. Przysiadł na ułamek sekundy na gałązce i zaraz wrócił w gęstwinę. Wszystko działo się przy zejściu prowadzącym do jeziorka, gdzie przy brzegu ktoś zrobił sobie stanowisko wędkarskie. Swoją drogą, przepraszam, że w tak pięknych okolicznościach przyrody o tym piszę, ale ci wędkarze to straszne flejtuchy. Przecież, kiedy się skończy wędkować można zabrać ze sobą pudełko, słoik po robakach, butelkę po napoju, paczkę po papierosach, a oni to wszystko zostawiają i potem wracają w ten śmietnik. Koszmar! Jednak to obok takiego właśnie stanowiska, przy małej zatoczce, w której nie raz przyłapałam wygrzewającego się lina


 i gdzie właśnie zaczynają kwitnąć grążele, miałam cudowne spotkanie. 


Kiedy podeszłam do brzegu okazało się, że na gałązce siedzi podlot kosa. Z dzióbkiem zamkniętym na kłódkę, z puchem wystającym między piórkami, wiercił się, oglądał na boki szukając mamy i taty. Chyba nie bardzo wiedział, czy ma się mnie bać, w końcu przeleciał kawałek dalej a kiedy na chwilę spojrzałam w górę gdzie akurat przelatywał jakiś drapieżnik, maluch schował się skutecznie. 











Kilka metrów dalej przyklejona do drzewa siedziała wiewiórka, 


a na drodze w słońcu wygrzewał się osadnik egeria. 


Niczego więcej już nie chciałam i pewnie, dlatego pod domem czekała na mnie pokląskwa. 


Czyż nie piękna niedziela?