czwartek, 7 lipca 2016

Samotnik

Kiedy dwa lata temu para bocianów przyleciała do gniazda na sąsiadowej stodole miałam nadzieje, że po latach przerwy zasiedlą je na stałe. Wówczas nie wyprowadziły młodych, ale były przez cały sezon lęgowy. Rok temu zajrzały tylko na dwa dni, w tym roku było podobnie, a w dodatku wizyta była mocno spóźniona. Były kłótnie, przepychanki, ale o zamieszkaniu gniazda choćby na próbę nie było mowy. Ostatnio na okolicznych łąkach spotykam samotnika. Rano pasie się przy szosie, koło południa przenosi się nad Marunkę, a wczesnym wieczorem lubi zajrzeć na moją łąkę. W sobotę postanowił zjeść kolacje na końskim pastwisku. 









Skusiły go dość już wyrośnięte koniki polne, a i jakaś większa sztuka trafiła się przytykając na moment gardło. 







Sprawdził jeszcze wschodni kraniec pastwiska i zniesmaczony pustkami w łąkowym menu odleciał.






Tak ładnie wyglądał w wieczornym słońcu wśród rumianków i dziurawców. Tęsknię za widokiem krzątającej się bocianiej pary, za ich lotami korytarzem nad stawem, za klekotaniem, kołowaniem nad domem. Może za rok?