O wszystkich wiem tyle samo, przylatują, albo są przez cały
rok, zakładają gniazda, znoszą jaja, wyprowadzają lęgi. Wiem też, co jedzą i
gdzie zwykle bywają, dokąd odlatują, jeśli są wędrowne. Może trochę więcej wiem
o mazurkach, że wieczorem wracają do domu, wchodzą do swoich gniazd, idą spać,
ale to i tak niewiele. Co sobie taki mały stworek myśli, kiedy zasypia, albo,
kiedy rano wstaje? Czy jeśli świeci słońce to się cieszy, że dzień będzie
piękny i czy jest zmartwiony, kiedy pada deszcz? Czy czuje, że jest głodny i od
razu zabiera się do szukania jedzenia, czy myśli, że może by jeszcze trochę pospać?
Czy się jakoś wita z pierwszym napotkanym ptakiem i czy z nim rozmawia jak minęła
noc? Kiedy kilka dni temu zrobiło się
zimno i zaczęłam je dokarmiać, takie właśnie myśli przyszły mi do głowy. Łatwiej
jest pewnie tym, które żyją w stadach. Stadami latają na przykłd czyżyki, raniuszki, szczygły,
spotykam je za dnia na łąkach, ale nie wiem nic o ich porankach, wieczorach i
nocach. Stadami latają też sikory bogatki, zawsze jest z nimi kilka modraszek i
czarnogłówek.
Kiedy wychodzę z domu najpierw przylatują bogatki. Lecą
za mną do piwnicy gdzie przechowuję karmę, przysiadają na jabłonkach i czekają,
kiedy wyjdę, a jak, nie daj Bóg najpierw idę wypuścić konie na pastwisko, to lecą
za mną do stajni, a w drodze powrotnej jest awantura, że
- brzuszki puste, bo koty ukradły w nocy słoninki,
- sójki rozpychają się w karmnikach,
- kowalik wyjadł cały
słonecznik i nie zostawił ani ziarenka,
- w żwirowni panoszy się wiewiórka, a dla mnie to najważniejsze są
konie.
Kiedy już napełnię ptasie stołówki, natychmiast zabierają się
do jedzenia i nie zwracają na mnie uwagi.
Bywa też tak, że, nie mogąc się mnie doczekać
odlatują w chaszcze koło studni i nad krowi stawek. Pod domem zapada cisza i ta
cisza trwa jeszcze dobrą chwile po tym jak już wyjdę i wysypię karmę. Kiedy
zaczynam myśleć, że się na mnie obraziły, zza drewutni nadlatuje jedna, potem
druga, zaczynają wesoło śpiewać i po chwili jest ich już ze dwadzieścia. Jedzą łapczywie,
a zaspokoiwszy pierwszy głód zaczynają ze sobą gawędzić, może o tym jak ciepłe
i długie było lato, a może o tym jak szybko wyrosły dzieci, albo, że w trawie
można jeszcze znaleźć muchy, a czasem i tłuste rosówki. Może tak być, choć czy to prawda nikt nie wie.
To sikorowe radosne
szczebiotanie zwabia mazurki,
sójki i kowaliki, czasem przyleci para dzwońców.
Sójka siada trochę dalej i upewniwszy się, że mnie tam nie ma pakuje się do
karmnika i pasie się nawet dwie minuty.
Kowalik wpada na kilka sekund, jedno ziarnko
zjada, drugie chwyta w dziób i odlatuje.
A ja przykryta siatką siedzę
pod kosówką, gapię się na tę ptasią gromadkę i zastanawiam się, czy one czasem o mnie myślą, a jak nie to o czym myślą
i, że mimo codziennych spotkań tak mało o nich wiem.












