Tegoroczna jesień wydziela nam słoneczne dni tak jakby ich
zapas miał się wkrótce skończyć, a ostatnio to już nie dni, a słoneczne godziny
dozuje jak ze ścisłej rezerwy. Szkoda, bo to przecież w grudniu i styczniu słońce
jest tak nisko, że złota godzina, w której światło jest takie piękne wydłuża się
ponad sześćdziesiąt minut tym bardziej im bliżej do przesilenia zimowego. I właśnie
dlatego wychodząc dzisiaj na spacer o dziewiątej, mimo, że słońce dopiero wyjrzało
zza chmur, mogłam się nacieszyć cudownymi kolorami świata. Zaczęło się od
mazurka zajadającego się ligustrem,
potem była zalana słońcem łąka
i oszronione
trawki,
a potem nareszcie udało mi się spotkać szczygły buszujące w rosnących nad Marunką
łopianach. Szykowałam się na to spotkanie od dawna czekając na słońce,
śnieg i trochę mrozu i doczekałam się. W promieniach odbitych od zalegającego
jeszcze gdzieniegdzie śniegu rozświergotane, szczęśliwe ciepłem i obfitością ostów
wyglądały jak kolorowe cukiereczki złowione przez łopianowe rzepy.
Gdy
podeszłam zbyt blisko całe stado poderwało się i przysiadło w koronie olchy by po
chwili wrócić na rzepową plantację po drugiej stronie Marunki.
One przefrunęły,
ja przeszłam przez przepust i tym razem udało mi się je podejść trochę bliżej
gdyż tu niektóre łopiany były wyższe ode mnie.
Zostawiwszy ptaszory w spokoju
zajrzałam jeszcze na chwil kilka do lasu. Wszystko było na swoim miejscu,
wszystko prócz liści.
Na porębie samotna sosna starała się zajrzeć za horyzont,
słońce szukało prześwitów między świerkami by poślizgać się na skutym lodem
stawie,
a kilka starych leszczynowych listeczków wygrzewało się w
niespodziewanym cieple.
Nagle niebo poszarzało, jakby dzisiejszy przydział na
słońce skończył się.
Zaświeciło jeszcze na chwilę, gdy wychodziłam z lasu,
a
jak doszłam do swojej łąki całkiem się zaciągnęło.
Ze szczygłami jeszcze się zobaczę,
jak tylko spustoszą rzepy na łące będą zaglądać do mnie na gailardie. A jak wiosna buchnie majem, to tak jak w tym roku
przylecą pod dom, ale już nie stado a para i nie na ostre i twarde gailardie, a
na miękkie nasiona mniszka.
A dlaczego mniszek? Ludzie od dawna robią badania i na razie wiedzą TYLE, a szczygły
nie robią badań, ale jedzą, bo jak wszystkie stworzenia poza ludźmi dobrze wiedzą,
co jest do jedzenia najlepsze.

























