sobota, 18 kwietnia 2015

A jednak siedzi

We czwartek od rana zapowiadał się piękny dzień. Najpierw myślałam żeby odwiedzić stare kąty, bagienko przy Dąbrówce, na którym była para łabędzi niemych, a może bobry za szosą, ale jak tylko wzięłam sprzęt do ręki nogi same poniosły nad Żurawi Staw. W słońcu wyglądał pięknie, zieleniejące szuwary dodawały mu uroku, a jakiś czarny ptak siedzący wśród tych szuwarów intrygował.


Próby telepatycznego przekazu by się odwrócił i podpłynął do czatowni nie przynosiły rezultatu. Na zwalony przez bobry pień przyleciał brodziec,


samiczka gągoła żerowała zawzięcie i tak przez godzinę. Już zaczynałam żałować, że nie poszłam do bobrów, gdy wtem na północnym brzegu pojawiła się, a jakże pani żurawiowa.


Przyznam, że przez ostatnich parę dni zaczęłam powątpiewać czy dobrze robię kręcąc się tam dzień w dzień. Żurawi na polu z owsem już nie widuję, na łąkach też ich nie ma, a nad stawem już dawno nie było choćby mruczenia. Może przestraszyły się i poszły sobie gdzie indziej i nie daj Boże, porzuciły zniesione jaja. Wyrzuty sumienia tłumiły radość z gągołów i cyraneczek. A tu, po prostu, usiadła na jajach i zachowuje się jak na doświadczoną matkę przystało. Siedzi cicho, jednak jak każda normalna wysiadująca ptaszyna od czasu do czasu musi zejść by przewietrzyć jaja, by rozprostować kości, coś zjeść. I takiej przerwy w wysiadywaniu właśnie byłam świadkiem. Szła brzegiem, podjadając i nasłuchując czy od strony gniazda nie słychać nic niepokojącego. Raz się zatrzymała, spojrzała i uznawszy, że jest przewrażliwiona wróciła do jedzenia. Jeszcze parę kroków i nagle, poderwała się. Serce zaczęło mi walić jak młotem, gdzie do pioruna jest on, dlaczego nie przyniósł nic do jedzenia, dlaczego nie przyleciałby popilnować nim ona coś zje. Kilka wielkich kroków, krótki lot i była na miejscu. Przez trzciny widziałam najpierw czubki rozłożonych skrzydeł a potem widać było jak je składa. Uff nic się nie stało. Obie spanikowałyśmy.













Błogą ciszę, która potem nastała przerwał brodziec. Tym razem udało mi się wyśledzić, że usiadł … na środku szuwarów. Jak tam jest głęboko skoro kaczki pływają a brodziec stoi, ale może stoi na jakimś podwodnym kołku? Stał tak sobie w bezpiecznym miejscu, patrzył na żerujące kaczki, czyścił piórka, a potem gdzieś poleciał. Może to też samiczka i też miała przerwę w wysiadywaniu?







Wracając do domu zastanawiałam się czy kiedyś uda mi się zrobić mu zdjęcia z bliska. Kiedy już wróciłam, poszłam na chwilę nad swój staw by zerwać garść młodych pokrzyw na herbatkę i kogo zobaczyłam? Na brzegu stały dwa brodźce tylko zdecydowanie czarno-białe. Poderwały się z krzykiem mejbi mejbi mejbi mejbi. No cóż, mąż już kołki wbił, teraz tylko świerkowe gałązki i mimo, że się zapierałam będzie druga czatownia.

4 komentarze:

  1. uwielbiam takie zdjęcia jak 15/21 - boskie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie to wygląda kiedy szuwary sie zielenią, a kaczki pasą się radośnie.

      Usuń
  2. Ależ się człowiek nadenerwuje czytając takie opowieści, a co dopiero w nich uczestnicząc :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no można, i lis sie kręci i kruki maja niedaleko gniazdo i każdego jaja żal.

      Usuń