środa, 1 kwietnia 2020

Kolacyjka

Zwykle najpierw słychać furczenie, potem można ją zlokalizować po nerwowym drganiu rudej kity i wreszcie zobaczyć, jak tupie łapkami ze złości, że ktoś śmiał zakłócić jej szyszkowe śniadanie. 


Tym razem było inaczej. Siedziała pod sosną w starych trawach, w łapkach miała nie szyszkę, a orzech laskowy i była niewymownie zadowolona.


Słońce świeciło jej w oczy więc chyba niezbyt wyraźnie widziała, że ktoś stoi bardzo blisko i przygląda się jej ucztowaniu.


Skończywszy pierwszego orzecha stanęła słupka,


pogładziła się po brzuszku,


zanurkowała w trawy, gdzie zapewne kryła się jej spiżarnia,


odgarnęła łapką liście i wydobyła drugiego orzecha.


Chwyciwszy go w pyszczek przeskoczyła na suchą gałąź, spojrzała na mnie z ukosa i uznała, że nic jej nie grozi.


Może to oślepiające słoneczne światło, a może wspomnienie cudownego słodkawego smaku który za chwilę znowu poczuje spowodowały, że najspokojniej w świecie zaczęła jeść.


Ach nie, jeść to można szyszkę, a ona delektowała się każdym kawałkiem leszczynowego nasionka.



Kiedy skończyła, upuściła skorupkę


i patrząc na puste łapki zastanawiała się czy wrócić po jeszcze jeden. Odwróciła głowę w stronę spiżarni i kiedy oczy znalazły się w strefie cienia zobaczyła, że nie jest sama i nawet jeśli nie jest niebezpiecznie, to jednak żal zdradzić miejsce ukrycia skarbów.


Spokojnie przeszła na koniec gałęzi, jeszcze raz popatrzyła



i dała susa na sosnę by tam poczekać na dogodniejszą porę kolacji.


Pomyślałam, że biednej wiewiórce udało się, zapewne niechcący trafić na zapomnianą spiżarnię, a ja pozbawiłam ją świętego spokoju przy posiłku. W poczuciu winy postanowiłam zgłębić temat, zaczęłam szukać w internecie jak to jest z wiewiórczą pamięcią, czy rzeczywiście trwa tylko trzy dni i natrafiłam na taki ARTYKUŁ Otóż okazuje się, że nie dość, że mają pamięć doskonałą przez cały czas to jeszcze segregują swoje zapasy tak jak my. Ciekawe ilu jeszcze rzeczy nie wiemy o tych rudych szelmach i nie tylko o nich?