piątek, 26 maja 2017

Najpiękniejsze

Późną jesienią i zimą są jak ciche wioski ukryte w dolinach. Wydają się niezamieszkałe i jakby trochę smutne. Nieliczni mieszkańcy rzadko wychodzą z domostw, bo zimno i niezbyt bezpiecznie. Kiedy nastaje wiosna, ci którzy przetrwali zimę i wytęsknieni wędrowcy wracający do rodzinnego domu, zmieniają urokliwe płowe łany w tętniącą życiem zieloną dżunglę. 


Przylegające do nich wilgotne łąki porośnięte kępami wierzb i czarnych bzów, pola zieleniące się młodym zbożem albo jaskrawożółte od kwitnących rzepaków, poszerzają terytorium działań, w którym wciąż się poluje, buduje, znosi jaja i wychowuje dzieci. Nieustannemu szumowi skrzydeł wysoko na niebie tych, którzy ciągle poszukują lepszego miejsca i skrzydełek tuż nad ziemia tych, którzy bronią swoich gniazdeczek towarzyszą miłosne serenady i protest songi wyznaczające granice posiadania. 



































Warmińskie mokradła, najpiękniejsze miejsca na świecie.


wtorek, 23 maja 2017

Wilga

Lubi stare liściaste drzewa i właśnie z pasa starych brzóz za łąką usłyszałam go pierwszy w tym roku raz, czyli jakiś tydzień temu. Chociaż wilgowe pogwizdywanie słychać było już w kwietniu, to od jakiegoś czasu wiem, że to szpaki sprytnie je naśladują. Rok temu słyszałam i widziałam drozda śpiewaka, który w swoje trele także wplótł  piosenkę wilgi. Słyszeć to jedno, a zobaczyć to drugie i było jak zwykle, czyli każda wyprawa mająca na celu spotkanie oko w oko kończyła się niczym. Aż w piątek koło siódmej rano samczyk rozśpiewał się w wielkiej starej brzozie rosnącej za domem Marii. 


Był czujny i kiedy tylko wychyliłam się zza płotu przeleciał w sosny nad krowim stawkiem. To mi wystarczyło. Zaczęłam śledzić małą żółtą plamkę i prawie udało się. 




Jeśli chodzi o głos natura łaskawa była tylko dla samca. On żerował i aksamitnie pogwizdywał od strony łąki Marii, 








ona skrzeczała jak stara wyżymaczka na niewysokim drzewie przy stawku. Kiedy podeszłam zbyt blisko oboje zniknęli. Drugie spotkanie było dzisiaj. Wracałam z porannego podglądania wysiadującej jeszcze jajo żurawki i zobaczyłam samca jak przysiada na tej samej brzozie, na której był w piątek. 




Coś przekąsił, lotem opadającym zszedł w dół na stertę brzozowych gałęzi, które zostawili po swoich ochronnych działaniach energetycy, rozejrzał się, wrócił na chwilę na brzozę i odleciał. 





Tak, to tak, najważniejsze, że kręcą się w pobliżu i szanse na spotkanie rosną. Odbyło się dziś jeszcze jedno, bardzo krótkie. Ona skrzeczała na gałęzi sosny rosnącej nad starą piwnicą. 



Ach! Jakże by to było cudnie gdyby tam zbudowała gniazdo, ale wilgi wolą liściaste, a i to, że to ścisły rewir wiewiórki czyni wybór mocno ryzykownym.  Kto wie, może któryś klon nad stawem się nada, albo jesion za stajnią. Kto wie, może wrócą stare dobre czasy, kiedy wilgi siadywały na płocie i obserwowałam je z tarasu. Tylko, że wtedy przylatywały na czereśnie, a tych już nie ma. Obu drzewkom korzenie podgryzł karczownik, a liście zjadła ogrodnica niszczylistka i umarły, ale od trzech lat o tej samej porze co czereśnie owocuje słodziutka świdośliwa. Smakuje wilgom morwa, może posmakuje i świdośliwa.  Jeszcze jest czas i na spotkania i na fajne zdjęcia, one dopiero zaczynają budować gniazdo i znosić jaja, a są tacy, co już mają spore gromadki tegorocznych dzieci, ale o tym może za dwa, trzy dni.