czwartek, 4 czerwca 2015

Kruk

To nie pierwsza taka wizyta, ale każda wygląda tak samo. Nadlatuje nagle, nie wiadomo skąd, zawsze tuż po tym jak wyjdę z domu. Zupełnie jakbym mu przerwała kontemplację, obserwację lub właśnie zamierzony atak. Wykonuje nad moją głową dwie, trzy wolty, patrzy złym okiem, ale nie odzywa się. Wie, że swoim głosem mógłby wywołać popłoch wśród potencjalnego śniadania. Nigdy nie udało mi się zrobić mu w tym czasie zdjęć, które byłyby warte pokazania. Dzisiaj rano było trochę lepiej. Może wkrótce dowiem się gdzie znajduje się jego czatownia i o co mu chodzi z tym krążeniem nad głową. Nie boję się skubanej rasy, ale kiedy dzisiaj leciał naprawdę nisko i widziałam błysk w jego oku, poczułam się nieswojo. Zrobił dwa naloty, mrucząc pod nosem
- Nie mogłaś wyjść z domu dwie minuty później, a tak przez ciebie jestem głodny,
 i odleciał na brzozę nad stawem. Co go tam zwabiło nie wiem, ale rozumiałam go, sama byłam przed śniadaniem, a poza tym wabił mnie młody dzwoniec, też na brzozie w żwirowni. Może właśnie uratowałam mu życie?













10 komentarzy:

  1. Wyborny ten łypiący :). Wspaniały ptak. U moich rodziców też latają, ale dużo gadają. Robią przeloty nad swoimi włościami, mówimy na nie "gospodarze". Jednak nigdy nie udało mi się zrobić kruka w locie z tak bliska. Jestem kompletnym amatorem i zbyt się ekscytuję, rączki drżą :). Potrafię nawet drzewo "poruszyć", taka zdolna bestia. Ma Pani cudowne miejsce do obserwacji. Pozdrawiam cieplutko, Kasia z Olsztyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem amatorem i drżą mi ręce, ale dzisiaj poderwałam aparat ze statywem i trzaskałam, bo latał naprawdę nisko i to jest pierwszy raz kiedy mi sie udało. Fakt zwykle na mój widok krakał, dziś chyba ze złości mowę mu odjęło. Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
  2. Krzysztof Mikunda robi tak swietne zdjecia czarnym ptaszyskom, a ja unikam ich bo ich nie lubie i poza tym ta ich czern cale swiatlo pochlania, jest trudno je fotografowac. A tutaj w Kanadzie tez jest takowy, tylko wychodze z domu na spacerek preriowy to wylatuje i strasznie sie awanturuje, zachecona zdjeciami pana Mikundy zrobilam mu zdjecie, daleko do mistrzostwa p.Mikundy ale jakos zaczynam probowac, a nie udawac, ze tych ptakow nie ma.
    JAk zwykle Twoja historyjka mile ilustruje to zdarzenie z krukiem...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Kruki najlepiej wychodza gdy są na piechotę, ale wtedy trzeba je zwabić, podejść, a to jest sztuka którą do perfekcji opanował Krzysztof. Zna ich obyczaje i nawet mowę. Ja nie umiem i dlatego, gdy teraz choć odrobinę światła udało mi sie chwycić na skrzydle popadłam w samozachwyt i zaraz napisałam posta. Pozdrawiam!

      Usuń
  3. ojej dziewczyny, ile uznania tu na mnie spłynęło, jestem w siódmym niebie! :))) W ogóle to bardzo dziękuję za uznanie!
    Może się okazać, że w pobliżu ma gniazdo i skoro krąży tak nisko nad tobą, to chce odwrócić twoją uwagę. Trudno mieć pewność, bo one w ogóle mają w zwyczaju zrobić 3-4 okrążenia nad obiektem, by mu się po prostu przyjrzeć. Jeżeli robi to bezgłośnie, to zwykła ciekawość. Jeżeli nie, to od rodzaju wydawanych dźwięków można się dowiedzieć o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Należy się::)) Kruki gniazdujące obok wyprowadziły 4 młode 1,5 tygodnia temu. Ten nadlatuje od wschodu, jest zawsze sam. Tak blisko nie mogłoby być drugiego gniazda.

      Usuń
  4. Fajne ptaszydło. Tym razem nagroda wędruje do zdjęcia nr 8:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Udało mi się zdążyć i złapać go.

      Usuń
  5. Ech, kruk to piękne ptaszysko. Każde moje z nimi spotkanie to radość i poczucie, że mnie zaszczyciły. Ja wierzę, że one przynoszą szczęście :-)
    Wszystkie zdjęcia piękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Chyba przyniósł mi szczęście, bo za chwilę trafiła mi się, w bardzo uroczych pozach muchołówka.

      Usuń