poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Kąpielisko pod śliweczkami

Ze wszystkich trzech ptasich baseników kąpielowych stojących w moim ogrodzie największe wzięcie ma płytka, niklowana taca. Może dlatego, że stoi w cieniu śliwy węgierki, a może dlatego, że stoi na stole i po kąpieli można wygodnie otrząsnąć pióra. Na te wodne ptasie zabawy można patrzeć bez końca, są takie radosne, szczęśliwe, beztroskie. Tego poranka do kąpieli przyleciał kopciuszek. Wskoczył do wody i zaczął baraszkować, zadowolony, że ma cały basen dla siebie. 


Nie wiedział, że pod stołem siedział pierwiosnek i myślał, co powie kopciuszek na towarzystwo w kąpieli. Nagle podfrunął na stół i grzecznie spytał
- Czy mogę?


Oszołomiony pluskaniem kopciuszek coś wybełkotał, a pierwiosnek uznał to za odmowę i odleciał. Kopciuszek wyszedł na stół by się trochę ogrzać. 


Jak każdy młodziak lubił się popisywać i liczył, że pierwiosnek będzie do tego świetnym kompanem. Może wróci, pomyślał i wszedł znowu do wody. Pierwiosnek zjawił się jak na zamówienie i zamoczył się z tak zwanego rozpędu, 


a gdy się okazało, że woda jest dość chłodna wyszedł na brzeg


- No co ty pierwiosnek, boisz się?
- Wcale się nie boję, krzyknął pierwiosnek i dał solidnego nura, 


a zaraz potem zapytał,
- umiałbyś tak?


- A ty umiesz tak?


- Albo tak?


I zaczęło się wspólne wariactwo, chlapanie, pryskanie, wiatraczki, wreszcie pierwiosnek trochę zmęczony odleciał, a kopciuszek znowu został sam.  


Wtedy niespodziewanie pojawił się mazurek. Przysiadł na brzegu i wrzasnął
- A co ty tu robisz? To nasze kąpielisko.


- Takie wasze jak i nasze. Odparował kopciuszek
- Jak skrzyknę chłopaków, to się okaże czyje.


- A to sobie skrzykuj, też mi coś.

Kopciuszek strachliwy nie był, ale na wypadek konfrontacji wolał trochę przesuszyć piórka, 


a kiedy znowu przyleciał pierwiosnek i na dodatek modraszka, wszyscy wskoczyli do wody i szaleństwo zaczęło się na nowo. 





W końcu przemoczone do suchego piórka towarzystwo rozleciało się, a na spacer brzegiem tacy wybrała się młoda pliszka. Gładziutka, czyściutka, ulizana podziwiała swoje odbicie w wodzie. 


Może i myślała o kąpieli, ale nie w takim towarzystwie? Bo oto nagle nadleciała cała banda mazurków i pokazała wszystkim czyje jest to kąpielisko. 


Okazuje się, że są jeszcze na świecie chłopaki, na których można liczyć.


22 komentarze:

  1. :)))
    Ale piękna historia. Czytałam i patrzyłam z uśmiechem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję! Lubię je podglądać, cała zabawa trwałą ledwie 10 minut i to jedne z najfajniejszych minut tego lata.

      Usuń
  2. Haha, ale masz tam wesoło z takim towarzystwem :-). U mnie dziś z samego rana jakaś mazurkowa debata odbywała się w tui. Ostatnio całym stadem tam przesiadują. Czasami cichutko tak, że tylko zainteresowanie mojego kota zdradza, że tam są. Natomiast w pozostałych przypadkach świergolą i jazgoczą jak przekupki na straganie. Może im takiego kąpieliska brakuje i swoje niezadowolenie w ten sposób demonstrują :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj mam, przylatuja tak kilka razy dziennie. Mazurki to niezwykła społeczność, tegoroczne młode trzymaja sie razem i ciągle o czymś gadaja. U mnie też są takie potajemne debaty w tujach albo w świerkach, a potem jazgot i myślę, że wtedy kłócą sie gdzie lecieć. Postaw im coś niezbyt głębokiego i też będziesz miała uciechę.

      Usuń
  3. nie do wiary! jakie igraszki z woda...chyba bym nie mogla nic innego robic tylko patrzec i fotografowac. Cudnie, jak zwykle, to opisalas!patrze i patrze! sprobuje u brata na wsi takie kapieliska wystawic! Ciagle mysle, ze takie opowiadanko bardzo by dziecion sie spodobalo i uczulilo by je na przyrode....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łapię sie na tym, że szkoda sie ruszyć z tarasu, bo pewnie zaraz przylecą i znowu bedzie się coś działo:)) Opisuję to wszystko, bo wydaje mi sie, że to jest klucz do zrozumienia tego świata, który jest obok i, że ten świat jest piękniejszy od gier komputerowych. Mam nadzieje, że niektóre opowiadania rodzice pokazują dzieciom i może gdy sie ich uzbiera więcej, może ..., ale gdy znajomy prowadzący obóz jeździecki zaproponował 10-12 latkom wycieczkę przyrodniczą po okolicy, pokaz zdjęć i opowieści o tym co w pobliżu można zobaczyć, nikt nie był zainteresowany. Dzieciak schodzi z konia , robi przy nim co musi, a potem wraca do pokoju i gra na kompie. Smutne, ale co zrobisz?

      Usuń
    2. Moze i prawda, ale chyba trzeba jednak cos robic...moja wnuczka z Houston tak mnie obserwowala, kiedy latalam za ptaszkami, ze cos jej pozostalo z tego, zapomnialam moj atlas ptakow Ameryki Polnocnej w domu corki, i ona teraz za kazdym razem tam zaglada, kiedy jakiegos ptaszka uwidzi. Wnuczka portugalska tez jest bardzo uczulona na zwierzatka, nawet mowi ,ze bedzie weterynarzem...mam nadzieje, ze jednak takie zwracanie uwagi na przyrode daje efekty! chce byc optymistka!

      Usuń
    3. Masz rację, ale zauważ, że to dom kształtuje zainteresowania. Moje dzieci na obozie jeździeckim po treningu całymi godzinami pielęgnowały konie, a potem siedziały na pastwisku i obserwowały je w stadzie i wieczornym rozmowom nie było końca. A tu powiedziały, że nie chcą. Jestem w tej stadninie częstym gościem, konie chodzą po pastwisku i żadne dziecko nie sterczy przy ogrodzeniu żeby chciaż na nie popatrzeć. Dobrze, że jesteś optymistką, ja też, dlatego piszę i mam nadzieję, że przez internet łatwiej z tym dotrę do dzieci, choć serce boli, bo moim zdaniem książki nic nie zastąpi. I żeby pesymistycznie nie kończyć, może tak jak ja o internecie, tak o ksiażkach myśleli opowiadacze legend przy ognisku, że takiej formy nic nie zastapi, a jednak zastapiło i nasze pokolenie kocha ksiażki.

      Usuń
    4. Moja wnuczka portugalska spedza cale wakacje w stadninie koni, jezdzi na swoim koniu a potem czysci stajnie, szczotkuje, daje jesc...konia musieli kupic jej rodzice, bo od praktycznie niemowlectwa paralizowalo ja na ich widok...ma teraz 7 lat i jest wielka ich ekspertka i milosniczka! jestem z niej dumna, ale musze przyznac,ze srodowisko portugalskie jeszcze jest bardzo wiejskie i bardzo mi sie to podoba...

      Usuń
    5. Nie dziwię Ci się i wnuczki z taka pasja zazdroszczę. Uważam, że ta wiejskość to ogromna zaleta Portugalii i jeszcze uważam, że portugalskie wina są najlepsze na świecie.

      Usuń
    6. A czy lubisz porto? ja jestem patriotka miasta Porto i lubie biale porto, uwazam Porto za ladniejsze i bardziej klimatyczne od Lizbony, poza tym tam mieszka moja corka.

      Usuń
    7. Porto bardzo lubię, ale pijam je raz do roku podczas świąt na zmianę z Moscatelem. Jedno i drugie jest pyszne, ale po jednym i drugim (nawet w małych ilościach) boli mnie głowa. A tak to lubię czerwone wytrawne.

      Usuń
  4. Fajna historia z elementami chuliganerki w tle:) To jest właśnie to, czego brakuje mi w mieście. Gdy mieszkałem na prowincji takie obrazki towarzyszyły mi codziennie. A teraz? A teraz to ja mam gołębie, które ptakami nie są!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Mazurki , zwłaszcza te młode to rzeczywiście ptasia chuliganeria i fajnie jest kiedy nie można pójść do lasu, siedzieć i gapić sie co wyprawiają pod domem:)) Te miejskie gołębie może i nie są, ale ostatnio w lesie na porębie z kilkoma startmi sosnami zastałam stadko, 7 sztuk, chyba grzywaczy. Siedziały jak kury na grzędzie. Para miała gniazdo nad moją czatownią i myślałam, że drapole wszystkie młode zjadły a tymczasem nie.

      Usuń
  5. Mistrzostwo świata! Pani Grażynko, to naprawdę wspaniała historia z cudownymi zdjęciami. Ubawiłam się do łez. Szkoda, że dzieciaki teraz szybciej rozpoznają marki samochodów lub hipermarkety, niż drzewa lub ptaki. Codziennie to widzę i słyszę... Żal. Podpisuję się pod zdaniem, że to wynosi się z domu. Nie wiem, gdzie się podziały te rodzinne nauki, w którym momencie ten łańcuszek się przerwał? Jeszcze raz dziękuję za świetną opowieść. Kasia z Olsztyna.
    PS. A jakie mniamniuśne śliwki! Pychota. Pozdrawiam :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko dzieciaki, dorośli też. Ci którzy prowadza np. blogi przyrodnicze są pozytywnie skrzywieni, częściej mają do czynienia z różnymi gatunkami zwierząt i trochę wiecej wiedzą, bo chcą:)) Cieszę sie, że sie Pani podobało:)) Węgierki jeszcze nie dojrzały choć od tych upałów już są fioletowe.

      Usuń
  6. no kapito! świetny reportaż, a te mazurki mnie rozwaliły! na maxa! leżę :))) świetne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tez rozwaliły. Skojarzenie że zawoła kolegów przyszło natychmiast ja przyleciał z awanturą, ale potem pomyślałam, że dorabiam historyjkę i jak się zjawiła cała banda myślałam, że z fotela spadnę. Dzięki!

      Usuń
  7. Takie posty powinno się dzieciom w szkole na lekcjach przyrody pokazywać! Obowiązkowo! Chociaż, oczywiście, najważniejsze wynosi się z domu. Mój dwuletni Kubuś umie nazwać dzięcioła ćwierkającego gdzieś między drzewami, a ja jestem taka dumna, że tego go nauczyłam. A przecież jeszcze tyle nauki przed nami. Choć już Kuba pilnuje, żeby ptaszki miały wodę w pojemnikach rozstawionych w ogrodzie. Ale takich ptasich tłumów u siebie nie widuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiej Babci Kubusiowi mogą pozazdrościć wszystkie dzieci:)) Te tłumy to młode mające w części żółte dzioby. Nie wiedziałąm, że trzymają się razem i w ogóle, że trzymają sztamę. Dziękuję!

      Usuń