czwartek, 20 sierpnia 2015

Jaskółczy los

Zwykle przylatują do nas w połowie kwietnia i natychmiast wokół domu, stajni i stodoły sąsiada wszystko się zmienia. Wszędzie ich pełno, ciągle się śpieszą, ciągle gdzieś lecą. Czasem jakaś szybka toaleta i już dają nura w powietrze by łowić, łowić i jeszcze raz łowić, bo w gniazdach bardzo dużo dzieci domaga się jedzenia. 



A kiedy już wyprowadzą pierwszy lęg to pod wieczór lub wcześnie rano lubią usiąść na linii i pogawędzić o tym, co się wydarzyło dzisiaj, o planach na jutro i co najważniejsze jak się ustrzec przed napaścią. 


Im więcej młodych fruwa razem z rodzicami tym więcej amatorów na niełatwy przecież łup. Niełatwy, bo jaskółka zwykle latająca z prędkością ok. 30 kilometrów na godzinę, potrafi nawet trzy razy szybciej. Kiedy trzeba uciekać przed krogulcem, kobuzem czy pustułką, umiejętność szybkiego latania jest niezbędna. 


Lubię patrzeć na te czarno białe żaglóweczki śmigające nad stawem, nad łąką, 



albo nieco bardziej leniwie, późnym popołudniem nad sadem. 





Gniazdujący w starym lesie nad Żurawim Stawem kobuz przylatywał rano w okolice stajni 



i wtedy jaskółki podnosiły wyjątkowy rwetes, jednak współpracujące ze sobą stado zawsze dawało radę odpędzić napastnika. Tak było do dzisiaj. Dzisiejszego ranka jaskółki wyprowadziły chyba drugi lęg i w powietrzu zaroiło się od młodych, niedoświadczonych ptaków. Musiał przylecieć wcześniej i ukryć się w starodrzewie za stajnią, a kiedy zobaczył bezładnie fruwające maluchy, zaatakował. Jaskółki jak zwykle zaczęły krzyczeć i odpędzać go, a on jak zwykle odleciał w kierunku gniazda, tylko dzisiaj jakby szybciej. Nie myślałam, że mu się udało, dopiero w domu na zdjęciach zobaczyłam, że jednak. Wiem, że to hipokryzja, jednak wolałabym tego nie oglądać. 


11 komentarzy:

  1. musisz mieć szybki autofocus! brawo. Drapola gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie jest szybki, one wtedy tak troche wolniej latały, a poza tym robię tak jak Ty podążam za nimi obiektywem. Dzięki!

      Usuń
  2. No cóż, taka jest przyroda. Kobuz też musi jeść. Gratuluję szybkości. Pani i kobuzowi:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiem, ale leżało mi to na żołądku przez pół dnia:)) Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  4. Niby wiemy, że taka jest kolej rzeczy, ale... Smutno jakoś... Jeśli nie będzie zachwiana równowaga, wszystko będzie ok., jednak wiemy jak jest...
    I ja uwielbiam obserwować jaskółki, niestety o sfotografowaniu mogę zapomnieć :). Dlatego napasę oczy tutaj :). Piękne ujęcia, nawet łobuza :).
    Pozdrawiam, Kasia z Olsztyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeść mięsko lubimy, ale patrzeć na zabijanie ptaka już nie, a taki fajny byłby świat bez jedzenia. Dziekuje i pozdrawiam.

      Usuń
  5. Jakie one piękne! I ten biały czarny ogonek - żagielek.
    W zeszłym roku u moich rodziców na Mazurach jaskółki zrobiły sobie gniazdo przy oknie. Rodzice nawet zmodyfikowali sposób uchylania połówki okna, bo gniazdo trzymało się z jednej strony szyby. Obserwowali, jak ptaki budują, jak wysiadują, jak potem karmią i wyprowadzają dzieci. To karmienie w locie i otwarte szeroko małe dzióbki - to niesamowite...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oknówki są też piękne, maja białe nogi i zielonkawo opalizujacy grzbiet. Moje to dymówki i gniazduja w stajni wysoko na belkach więc tylko czasem widzę wystające żółte dzióbki. I właściwie nie wiem dlaczego nie ma ich na kolonii. To tak jak z wróblami, one mieszkaja we wsi, a na kolonii mazurki:))Masz rację, zawisanie w locie, by nakarmić maluchy jest niesamowite. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Jak pisklęta trochę podrosły, karmienie odbywało się już na samym parapecie, nie w gnieździe - małe, zbite w gromadkę, siedziały sobie, a jak zauważały któreś z nadlatujących rodziców, zaczynał się pisk i otwieranie gardziołka. Można było patrzeć godzinami :)

      Usuń
    3. Tak bywało w stajni, młode do karmienia wychodziły na belkę i czekały na rodziców, a potem trzeba było czyścić końskie zady.

      Usuń