piątek, 24 lipca 2015

Szczęściara

Podkusiło mnie wczoraj wieczorem i poszłam na łąki za szosą. Może zdjęcia nie są najlepsze, ale co zobaczyłam to moje. Przyznaję, że nie szłam na bobry i żurawie, pomyślałam, że skoro ptaki zaczęły szybciej różne swoje ceremonie, jeśli sarny już romansują na ostro, to może i jelenie spotkam. Po drodze były pałka wodna, bocian i mocno zdenerwowany jego obecnością żuraw. 




A pod lasem, jak na zamówienie stały dwie łanie z dwoma cielakami. Niestety, a może, stety bo inaczej od razu by uciekły, ja stałam w trawie po czubek głowy i dzięki temu, że nie było mnie widać, udało mi się, chociaż tyle. 




Jak zwykle ogarnięta euforią, przestałam uważać i wypłoszyłam bobra ogryzającego na brzegu rowu wierzbę, a zaraz potem sarnę. 


Pogodzona ze stratą, doszłam do rowu przecinającego łąki i wśród balotów zwanych z podlaska ciukami pojawił się on. 

A wiec to tak, to na niego czekała koza. Nie spieszył się podjadał smakowite trawki i łąkowe ziółka, a momentami, kiedy sobie przypominał, że przecież ona tam czeka, podkłusowywał komicznie by po chwili znowu wrócić do jedzenia. 










Kto wie jak blisko by podszedł gdyby nie komar, który usiłował mi wlecieć do nosa. Nie dałam rady, zaczęłam dmuchać, prychać, klepać się po czole i koziołek poszedł galopem w las i na łąkę wyszedł 100 metrów dalej. Pewny swego skubał trawę, bo w lesie trochę przed nim odzywała się koza i wiedział, że wyjdzie jak tylko zniknę z pola widzenia. 


No to zniknęłam, rozbrojona kompletnie nie myśląc, że cokolwiek jeszcze może się zdarzyć wracałam do domu. No właśnie, nie myśląc, ale nawet gdybym je zobaczyła, to i tak niewiele można zrobić o szarówce i z odległości 400 metrów. Za to jelenie z wielkim pięknym porożem (dzięki Krzysiu!) zobaczyły, a może usłyszały mnie i ruszyły pędem przed siebie najpierw dwa, a po kilku minutach trzecie, nie wiem, co, może młody byk.  




Co za wieczór, tyle szczęścia w niecałą godzinę, mam nadzieję, że to początek pięknych spotkań z jeleniami. No i ... mówcie mi szczęściara.

14 komentarzy:

  1. No, szczęściara! :-)

    Chyba dwa dni temu, gdy zastanawialiśmy się, gdzie by tu podjechać na popołudniowy spacer, pomyślałam o Marunach... Ale zgodnie orzekliśmy, że Maruny to jednak o świcie. A to, jak się okazuje, bzdura! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te łąki to teraz i o świcie i o zmierzchu są mocno zacienione, ale popołudnie jest bardzo dobre. Łanie były zaraz na początku, ale kozioł głębiej, prawdę powiedziawszy płakać mi sie chciało, bo ISO było na 3200 i bałam sie podnieść, że nic ze zdjęć nie wyjdzie. No a jelenie, to już całkiem szok, ciemno, ale uczucie fajoskie i całe szczęscie, że myśliwych nie było.

      Usuń
  2. Szczęściara ... jedna! :) Fajny kozioł, jeszcze młody, ale parostki grube, ładnie uperlone. Dobra kondycja. Najpoważniejszy był ten środkowy byk. Szkoda, że ciemno i daleko. Ładna rozłoga, widać, że dwustronnie koronny. Pierwszy i trzeci to chłysty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty to masz wiedzę, jak z takiej foty można coś zobaczyć. Ale cieszę się, że tamtendy chodzą, spróbuję się tam ulokować i może coś się uda. No właśnie myślałam o tym, że kozioł ma różki mocno chropowane, ale wydał mi sie dość szczupły. Szkoda mi tylko łań, one na początku jak mnie zauważyły stanęły tak, że cielaki zasłoniły i myślałam, że są same, AF szalał na trawach, a ja bałam sie podejść. Teraz rozumiem co czujesz jak jelenie w puszczy spotykasz.

      Usuń
  3. Traperka się z Pani zrobiła! Jedno wyjście i tyle podejść! Najfajniejsze są foty z kozłem i byczkiem (ten ostatni, to już w ogóle mistrzostwo) w ruchu. Bardzo lubię takie rozmazane, dynamiczne zdjęcia. PS. Żeby nie było tak różowo. Wizerunek balotu jest prawnie zastrzeżony i w związku z tym, w poniedziałek mój prawnik zadzwoni do Pani prawnika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam zaraz traperka, chciałabym, żeby to były podejścia, ale to były nagłe najścia i jedno gapiostwo kozła, bo jak go zobaczyłam, to ani drgnęłam, choć kusiło mnie podejść i schować sie za przedmiot który będzie tematem rozmowy naszych prawników. W końcu jednak zostałam w trawie co zaskutkowało malutkim paskudnym kleszczem który wpił się, choć nie napił:)) Że byczek tak trochę ostrzej wyszedł, to cud, bo to tylko jedna fota. Tyle robię tych rozmazów, że i mnie zaczęły się podobać.

      Usuń
    2. Czasem zaglądam na strony francuskich fotografów i widzę, że z jakiegoś powodu tłuką rozmazy, I muszę przyznać, że bardzo mi się to podoba, Atlasy, jak mawia Paweł Figlant, są fajne, ale takie zdjęcia, jak byczek, mają, "to coś".

      Usuń
    3. Na pierwszy rzut oka nic takiego, przypadkowo nieumiejętnie zrobione zdjęcie, ale jak sie trochę przyjrzec , to zwykła dobra fota jest jak twardy dowód istnienia, a te rozmazane, maja w sobie jakąś ulotność, poezję? Choć ja w byczku tego nie widzę, ale mam całą serię saren podczas wieczornej randki na łące i tak mi sie spodobały, że ich nie wyrzuciłam i może kiedyś jakiś post z tego będzie.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Za miesiąc odlecą i trzeba będzie czekać do następnej wiosny.

      Usuń
  5. Ostatnie zdjęcie jest super!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Ja je włożyłam jako dokument, że były trzy jelenie, i to naprawdę cud, że go wogóle udało sie jako tako złapać, ale cieszę, się, że ma wzięcie.

      Usuń
  6. Mnie tez zachwycaja te rozmazy, nr.7 i ostatnie zdjecie...pelne ruchu a jednak zatrzymane, i mozna cieszyc oczy detalami.
    A jednak byl kleszcz, ja ostatnio zlapalam na sobie dwa, tez jeszcze malutkie, mam do nich szczescie...a juz raz leczylam borelioze! szkoda mnie tobardzo oniesmiela. W Wenezueli, w Andach , lazilam naprawde po prawdziwych chaszczach i nie odczuwalam zadnego niepokoju, nawet, kiedys na bosaka..a tutaj mam respekt do lasu...nie powinno byc odwrotnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Teraz jest pora kiedy łażą nimfy, i to jest najgorsze, bo są trudne do zobaczenia. Zlekceważyła kleszcowe miejsca i sie doigrałam. Mam nadzieje, że konsekwencji nie będzie, ale gdyby, to wiem, że to jest do wyleczenia. Znajomi, którzy chorowali, po kuracji antybiotykowej stosowali nalewkę ze szczeci pospolitej zwanej tez kardem i badania po jakimś czasie wyszły bardzo dobre. Jeśli miałabyć ochotę poczytać polecam: http://naturalhealthconsult.wordpress.com/2010/02/21/borelioza-czym-jest-naprawdecz-1/ tam jest cała seria postów na temat boreliozy. Pozdrawiam!

      Usuń