sobota, 4 lipca 2015

Moje ptasie dzieci

Muchołówkowe dzieci dorastają, więc w ciągu dnia oboje rodzice pracują nieustannie. 


Startują ze starej sosny, najlepszego punktu obserwacyjnego, z którego widać i łąkę z jedzeniem i gniazdo z dziećmi. 



Wcześnie rano polują w sadzie wyławiając budzące się ze snu owady, a w ciągu dnia na łące. 




Są równie sprawnymi lotnikami i łowcami jak jaskółki. Czasem jest chwila relaksu, czyszczenie piórek, 


ale przede wszystkim upatrywanie kolejnego smakowitego kąska.
Kiedy upolują owada wracają na gałązkę, z której wystartowały,


a dopiero potem, jeśli droga jest wolna lecą karmić dzieci. Gdy widzą, że zmierzam w ich kierunku zaczynają wołać
- Iiidzie tu tu, tu tu, iiidzie tu , iiidzie tu, tu tu, tu tu, iiidzie.

Po czym przelatują na wyższą gałąź, lecą na klon a potem na dąb, by odciągnąć mnie od gniazda. Tylko raz udało mi się zrobić zdjęcie podczas karmienia. 


Młode nie reagują otwartymi dziobami na ruch czy szelest. Kiedy podchodzę, małe dropiate kulki zwykle śpią albo gapię się ciekawie. 



Gdy noc jest zimna albo, kiedy pada deszcz mama wciąż własnym ciałem chroni dzieci przed zimnem lub przed wilgocią. 


Rosną w oczach i z dnia na dzień coraz bardziej wypełniają malutkie gniazdo. 


Czasem widać tylko dwa i wtedy serce podchodzi mi do gardła, że coś się stało, ale po chwili widzę wystający trzeci dziubek i spokój wraca. 



Są już dobrze opierzone i pewnie lada dzień wylecą. 


Nie wiem czy uda mi się je potem zobaczyć. Lasek w żwirowni porządnie tego roku zgęstniał i jest świetną kryjówką i dla sikor i pierwiosnków, może i moje małe muchołówki znajdą tam azyl w pierwszych dniach życia poza domem. Rodzice będą je dokarmiać aż do odlotu na zimowiska. Potem czeka je długa droga przez cała Afrykę, bo docierają aż do Kapsztadu. Jeśli motyle dają radę to i one sobie poradzą i mam nadzieję, że wrócą do mnie wiosną te moje ptasie dzieci. 

12 komentarzy:

  1. Ptasie dzieci Twoje juz prawie na wylocie, jeszcze dokarmnianie ich przez rodzicow poza gniazdem bedzie milo obserwowac...relaksujace zajecie , bardzo lubie to robic , jak dobrze ,ze sie tak pieknie uchowaly, pozdrawiam serdecznie z upalnej bardzo Warszawy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam się, że marzyłam o tym by choć raz bserwować ptasi lęg, a jak w końcu sie przytrafiło, to muszę powiedzieć, że o był jeden z najbardziej nerwowych miesięcy w życiu, co rano leciałam zobaczyć, czy są całe i zdrowe. U nas też upały, wczoraj mierzyłam w słońcu, było 51. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Człowiek nie ma większych zmartwień, to sobie dzieci adoptuje, to nic, że ptasie :-)

    Ja się przyznam po cichu, że wzruszyłam się bardzo, gdy młody bielik, którego obserwowałam w internecie od momentu, gdy bielikowa jajko zniosła, wyleciał z gniazda w swój pierwszy lot...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marudziłam mężowi, że może by siatkę założyć, żeby sroki albo kot nie zrabował, ale to byłby dla nich zbyt duży stres to już lepiej jak ja się stresuję. Nawet jeśli nie zobaczę jak wylecą to i tak jestem szczęśliwa, że mogę je oglądać. Ech, ta nasza kobieca natura.

      Usuń
  3. Ale cudownie. Ja wraz z mężem od jakiegoś czasu fotografujemy amatorsko ptaki. Czasami zaglądamy (z daleka,bo nie da się inaczej) do bocianów. Widzieliśmy dorosłe a teraz dostrzegliśmy małe łepki w gnieździe. Jak będzie okazja to weźmiemy statyw z aparatem i może coś uda się zrobić. Fajne doświadczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, taka obserwacja to fajne doświadczenie, choć bardzo stresujace, nic od nas nie zależy, trzeba tylko wierzyć, że rodzice wiedzą co robia, i robią to tak, że lepiej nie można. Bociany także sie świetnie obserwuje, a nauka latania jest fascynująca. Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam.

      Usuń
  4. Wrócą!! A gdzie im będzie lepiej, niż w Marunach?

    OdpowiedzUsuń
  5. zazdroszczę możliwości ciągłej obserwacji odchowu młodych. Cudowna historia. W przyszłym roku będziesz miała jeszcze liczniiejszą straż przyboczną, chroniącą Cię przed komarami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! To fascynujące choć z moim charakterem dość stresujące. Każda wizyta w pobliżu domu sroki, wrony czy kot spotkany na drodze sprawiały, że biegłam sprawdzić czy nic się nie stało. Na szczęście. ich i moje mam to za sobą.

      Usuń
  6. Też opiekowałam się muchołówką szarą potem, została wypuszczona i poleciała do swoich. Ciekawe co tam teraz u mojego Zbyszka ;)

    OdpowiedzUsuń