wtorek, 6 czerwca 2017

Tyle się dzieje

Tyle się dzieje, a to szpaki nie odleciały, a to młody zając kręci się pod domem, a to odbyły się trzy wycieczki na jeziora, dwie rowerowe i jedna piesza. Wszystko obfotografowane i już, już miało być opisane gdyby nie podkusił mnie komentarz przy poprzednim poście Grażyny z I Tu i Tam, że pewnie będę obserwować, dalsze życie maluchów. Nie chciałam, głównie ze względu na gągoły. Tak już mam, rozumiem drapieżniki, a jednak patrzeć na śmierć kaczych maluszków jest ciężko, pokusa jednak zadziałała. Ranek zaczął się od spotkania z sarnami. Na górce pasła się koza, a przy Marunce kozioł. 



Pomyślałam, że może z gągołami nie będzie tak źle i chociaż kilka z wyprowadzonej dziewiątki ostało się. Niestety, na kanałach i na małym bagienku nie było ani dzieci, ani matki. Może przeprowadziła je na bardziej bezpieczny Żurawi Staw i schowane w szuwarach nie pokazują się, tej wersji będę się na razie trzymała. Za to łabędzia rodzina pokazała się w komplecie. 


Dzięki ubiegłotygodniowym upałom namnożyło się rzęsy i jedzenia jest dość. Z wody dochodziło smakowite mlaskanie i widać gołym okiem, że młode rosną. 


Są bezpieczne, mama wciąż zachęca do jedzenia, 


a tata, istny furiat przegania wszystkich, nawet malutkie krzyżówki. 


Kaczka, chociaż jest znacznie mniejsza w pewnym sensie postawiła mu się. Kiedy pędził do niej tłukąc wodę skrzydłami nie ruszyła się z miejsca puszczając przodem swoje dzieci. Obeszło się demonstracją. 


Kiedy tak przyglądałam się kaczo-łabędziej utarczce, na północnym brzegu mignęła mi sylwetka żurawia z młodym, 



po chwili żuraw zniknął za bobrowym żeremiem, a nad staw przyleciała para brodźców. 


Miałam się zbierać, gdy całkiem blisko usłyszałam żurawie mruczenie. Para z Żurawiego stawu wodzi dwa młode, to nie możliwe, by tamten, którego widziałam tak szybko obszedł pół stawu, wiec to prawdopodobnie drugi rodzic z drugim dzieckiem szedł brzegiem. Młode ostrzeżone zostało w tyle, a rodzic sprawdzał, czy jest bezpiecznie. 






Byłam schowana pod świerkiem i przykryta siatką, gdybym siedziała bez ruch pewnie przeszły by mi przed nosem. Ale bez ruchu się nie da, za duże emocje. Popatrzył, mruknął

- gdzie cię tu w to bagno przyniosło, nawet dziecka spokojnie nie można nakarmić, 


zawrócił i zniknął w szuwarach. 



Czekają nas wkrótce sianokosy, wracając do domu postanowiłam sprawdzić, czy czasem na łące nie ma małych zajączków, bo to już wkrótce powinny się zacząć drugie wykoty i… niemal wpadłam na koźlaka. Nie drżał ze strachu, po prostu leżał sobie i czekał na mamę. 


No cóż, pogoda nie sprzyja koszeniu, a za tydzień, dwa sarniak podrośnie i znajdzie inne miejsce do spania, choćby na końskim pastwisku. Z tych wszystkich cudnych spotkań wynikają dwa wnioski, pierwszy - warto czasem ulec pokusie i drugi -  zarządzam sobie obowiązkową przerwę w chodzeniu w wysokich trawach i w pobliżu szuwarów. Niech ich chwilowi mieszkańcy dorastają w spokoju.

10 komentarzy:

  1. Sliczne i podroniete te moje, juz tak moge powiedziec, labedziatka, i wszystkie w komplecie, cieszyc sie tylko mi pozostaje. Czwarte zdjecie mnie zauroczylo, labedzie szyje w jednakowym wygieciu!
    no dzieje sie, dzieje...jeszcze koziol w bialych kwiatach bardzo mnie estetycznie zadowolil! jak zawsze! jestem zachwycona!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Ojciec dostaje szału jak tylko zobaczy coś, czego nie widział wcześniej, albo usłyszy, nie odstępuje ich na krok, chyba nikt z nim nie ma szans, nawet bielik :)) Wilgotniejsze łąki obsypane są tym czymś i koziołkowi w to graj.

      Usuń
  2. Fotki żurawi są bezkonkurencyjne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, tak blisko był, że wyszły portrety :)) Dziękuję!

      Usuń
  3. Grażynko, wprawdzie ostatnio mam coraz mniej czasu na bloga, jestem szczęśliwą ofiarą klęski nadurodzaju i chętnie daję się zgniatać nadmiarowi zawodowych obowiązków, ale zawsze z niezwykła przyjemnością zaglądam do Ciebie. Czwarte zdjęcie w tej serii mnie ujęło. Uchwyciłaś ciekawy moment i w dodatku w fajnych światłach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że w Twojej branży nadmiar obowiązków przełoży się na wynik finansowy, a to może mieć swoje fotoblogowe efekty, może później, ale może, jakieś nowe super szkło w nagrodę :))) Dziękuje Ci serdecznie, ale co do światła to tam nie ma wyboru, o wschodzie i długo po jest ciemno, bo las wysoki, a potem jakby nawet niebo błękitne się miało odbijać, to i tak wkoło rzęsa. Na to ujęcie kiedy rodzice wsysają zupkę specjalnie czekałam :))

      Usuń
  4. Faktycznie się dzieje! Żurki wymiatają! Co zaś, do chodzenia po terenie. Myślę, że przy Twoim doświadczeniu żadnej krzywdy nie wyrządzisz, więc może jednak wprowadź poprawki do zarządzenia :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tracę czujność, mruczał dobrą chwilę, a ja zamiast spojrzeć w lewo uganiałam się wzrokiem za brodźcami usiłując zrobić fotę w locie pod słońce, a kiedy niemal wszedł mi w kadr spanikowałam. Całe szczęście że ogniskowa była zredukowana :)) Trawy są bardzo wysokie i gęste i ciężko się chodzi nie mówiąc już o ostrożności, ale ciągnie mnie :))) Dzięki Wojtek!

      Usuń
  5. Spotkanie z rodzinką żurawi fajna sprawa, a tym bardziej, że były dwie. Uroczy ten młody koźlak :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło Cie tu gościć Macieju. Rodzina była jedna, u żurawi krótko po wykluciu tak bywa, że kiedy są dwa pisklaki, mocniejszy atakuje słabszego, wówczas rodzice dzielą się pociechami i każdy opiekuje się jednym. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.

      Usuń