niedziela, 19 czerwca 2016

Taki poranek

W taki poranek jak dziś można chodzić po łąkach, polach i lesie bez końca. Niebo jest bardziej niebieskie niż zwykle, chabry bardziej chabrowe, 


a zwierzyna sama wchodzi w oko. Wreszcie można odetchnąć po dwóch dniach wściekłego wiatru, przestać się martwić, że drzewo spadnie na kark, albo, że niezbyt jeszcze gotowe młode trzeba natychmiast zmusić do opuszczenia gniazda, bo stary jałowiec gnie się w pół. A dzisiaj sielsko, anielsko, spokojnie. Stadko całkiem już wyrośniętych kosich podlotów buszowało przy drodze u wejścia na Maruńskie Łąki,


a na łąkach buszowała piękna mgła, kręcąc się jakby łąka była wielką zieloną filiżanką, w której ktoś właśnie zamieszał gorącą herbatę. 


Na Żurawim Stawie cisza tylko od wschodniej strony gągołowa kaczka przyglądała się czwórce swoich nieustannie nurkujących dzieci. 


No może nie tak do końca spokojnie, bo przy południowym brzegu na czubkach sosen obserwowały okolicę dwie czaple siwe.  Kiedy się wychyliłam zza świerka odleciały ględząc coś pod nosem, że o tej porze to ludzie powinni jeszcze spać. No to poszłam sobie dalej, bo las grał taką cudną ptasią muzykę, że wystarczyło samo słuchanie bez oglądania solisty. Przy okazji siedzenia na pieńku odkryłam dziuplę, w której być może gniazdowały gągoły. 


Przy Marunce zdenerwowane gąsiorki próbowały mi wyperswadować przechodzenie koło głogu, bo, jak co roku mają tam gniazdo. 



Nie wiem, czemu miały pretensje, bo trawa tak wysoka, że prawie mnie w niej nie było widać.


Po obu stronach drogi, całkiem blisko odzywały się derkacze, a kawałek dalej inna para gąsiorków, znacznie mniej płochliwa pilnowała założonego w gęstych krzakach tarniny gniazda, z którego już odzywały się młode. 



Kiedy myślałam wracać do domu w nieco niższej trawie dojrzałam rudy kuperek pasącej się sarny. Była bardzo blisko i najpierw udawała, że nic ją moja obecność nie obchodzi. Strzygła uszami po każdym pstryknięciu by wreszcie lekko się oddalić, a potem popędzić do lasu. 









Kiedy odprowadzałam ją wzrokiem w głębi łąki wypatrzyłam jeszcze koziołka. 


A potem coś wypłoszyło żurawia i żerujące na krowim stawku kaczki, 


a potem za drogą dość blisko i wyraźnie zagulgotał kulik wielki. No, pomyślałam, mam cie bratku. Ale niestety, poderwało się coś takiego z chaszczy i poleciało gdzieś na północ i czy to było onże nie mam pojęcia, ale lubię myśleć, że to był właśnie kulik. 


Kiedy już wróciłam do domu i piłam kawę na tarasie, na brzozie za pastwiskiem przysiadł sobie orlik. To nie pierwsza jego wizyta nad moją Dużą Łąką, ale pierwsza, jako tako udokumentowana. Siedział, obserwował, zlatywał na łąkę, na pole pszenicy, chwilę podreptał, przelatywał na następną brzozę i tak wyciągnął mnie na kolejny krótki spacer. 






Koło południa okazało się, że gniazdujące w stajni kopciuszki wyprowadziły młode, a kiedy usiadłam do pisania, na srebrnym świerku za oknem zabrały się za budowę kolejnego gniazda dzwońce. I znowu będzie co opowiadać.

28 komentarzy:

  1. Całe szczęście! Świetnie się czyta te opowieści :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję! Ciągle nie nadążam, wyjść lubię codziennie chociaż na godzinę, ale z pisaniem gorzej.

      Usuń
  2. Zazdroszczę tego bogatego poranka, jak diabli. My niestety, po późnym powrocie z terenu, nie byliśmy w stanie zerwać się tak rano, a jak sama wiesz, albo wstaje się przed brzaskiem i jest super, albo wstaje się po brzasku i od razu można iść się opalać:) PS. Piękna ta herbaciana łąka, ale przyznam, że w dalszym ciągu widzę tam jezioro:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam nerwowe 28 godzin bez prądu, a i tydzień trudny to mnie nosiło. Dzisiaj było piękne niebo zaraz po 3.00, ale jakoś nie dałam rady. Superowe masz skojarzenia z widmem jeziora, ja od dawna o tym marzę. Łąka jest mocno podmokła i gdyby pozwolić bobrom robić swoje, już dawno byłyby tam trzy spore jeziorka, ale dzierżawca woli użerać się z psującymi się maszynami i kosić, a szkoda, bo ptaki przyszłyby błyskawicznie.

      Usuń
    2. Jak wyjdziemy z UE, to skończą się dopłaty i dzierżawca pójdzie precz. I wtedy bobry wyczarują ptasie jezioro:)

      Usuń
    3. To skomplikowane pojmowanie rzeczywistości przez niektórych ludzi. Mógłby bobry zostawić w spokoju, brać kasę na derkacza, albo na rośliny których ma tam pół tabeli, ale woli kosić. A jezioro w tej dolince i rozlewisko przed, to byłby ptasi raj.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziekuję! Tam gdzie człowiek, może i przez przypadek nie ingeruje, świat wygląda naprawdę bajecznie.

      Usuń
  4. Orlik, derkacze, kulik praktycznie wszystko w zasięgu wzroku z podwórka. Super miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to na tzw. kolonii. Derkacz to w zasięgu słuchu, najbardziej bym chciała na spokojnie zobaczyć kulika, ale to by trzeba trochę posiedzieć.

      Usuń
    2. Kulik pozwolił się fotografować na Kwiecewie. Jsk na razie tylko raz miałem to szczęście. Natomiast derkacz unika obiektywu. Ciężko go zaprosić na sesję :)

      Usuń
    3. Derkacza można zwabić na głos z dyktafonu, ale jakoś nigdy tego nie próbowałam.

      Usuń
    4. Ten sposób działa. Tylko nie można przesadzić z wabieniem. Jednak zobaczyć derkacza a zrobić mu fotkę to dwie różne sprawy. Mi się jeszcze nie udało zrobić zdjęcia.

      Usuń
    5. Od lat jest w mojej okolicy i czasem słyszałam go z 2-3 metrów, widziałam jak się trawa chwieje, ale jego samego nigdy nie zobaczyłam, nie mówiąc o focie. Kiedyś go dopadnę.

      Usuń
  5. Przepiękny poranek, mogę tak spacerować z Panią bez końca i słuchać opowieści :) zaparzam kawę i czekam na baśń o dzwońcach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Drugi dzień budują, a ja focę przez szybę bo świerk jest o 3 m od budynku i kombinuję, jak je przyzwyczaić do otwartego okna. Makolągwy by się nie bały a z dzwońcami nie wiadomo.
      PS
      Przepraszam, że się ośmielam, ale zachowajmy internetowy zwyczaj pisania per Ty. Będzie bardziej bezpośrednio, miło i wygodnie.

      Usuń
    2. oczywiście, będzie mi bardzo miło:)
      cudnie, że z zacisza domowego ,tak blisko, możesz je obserwować. Trzymam kciuki i wyczekuje relacji :)

      Usuń
  6. Trzecie, siodme i osme zdjecia bardzo mnie rozmarzyly..chabry sliczne, wlasnie wrocilam z objazdu Polski i moim ochom i achom na widok pól nie bylo konca, chabry, maki, facelie, lubiny, rumianki..jakie kolorowe pola i ląki. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie się zastanawiałam, gdzie się podziewasz, nawet wchodziłam na stronę, czy czasem czegoś nie przeoczyłam no i nie minęła godzina, a Ty jesteś :)) Takie dni jak na tych fotach trafiały się częściej w lipcu jak już zaczęły się chłodne poranki, ale teraz w pogodzie wszystko jest pokręcone to i trafił się w czerwcu uroczy mglisty... Dzieki!

      Usuń
  7. Oo. Niczym sarna: hyc w poranek. Słodka równoległość afirmacji niektórych zjawisk;)
    Aczkolwiek mój poranek do twojego poranku ma się jak dwójka pik do asa. To se chociaż poczytam, prawdaż.

    Szukam takiego zdjęcia, które byłoby syntezą polskości, lata i przyrody, miksem wspomnień z dzieciństwa na łonie i współczesnej cyfryzacji. Wersja basic to pola zbóż z makami, ale gdybym się miała zastanowić nad faunowatym dodatkiem to orlik serwowany w chabrach też ujdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słodka:)) Maki traktowali herbicydami i raczej się udało, ale jak przeniknęły nasionka chabrów do części pszenicznego ziarna, że wysiały się 3 wąskie pasy nie mam pojęcia i pod słońce tak te chabry świeciły jak kiedyś.

      Usuń
  8. ale fajne te mgliste zdjęcia, a to z gągołową to juz w ogóle extra!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki! Staw porósł i tam nic nie widać, o piątej, o dziesiątej czy o siedemnastej, na brzegu się trochę dzieje, ale zobacz coś w 2 metrowej trawie.

      Usuń
    2. jak to mawia mój kumpel - no i co zrobisz, jak nic nie zrobisz? ;)

      Usuń
    3. Niestety, w dodatku jestem gapowata. Ponad 20 godzin nie mieliśmy prądu i mąż dał się namówić na spacer nad staw i kiedy ja fociłam sarenkę on zobaczył czaple, bociana i całkiem blisko zmykającą do lasu łanię. On! A ja tylko sarnę i tak jest zawsze jak idę sama widzę może 20% tego co jest naprawdę, chociaż czasami zdarzają się cuda.

      Usuń
  9. Piękny poranek. Nic dodać, nic ująć. Najbardziej przypadł mi do gustu mglisty gąsiorek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję! To ona, bardzo była podenerwowana.

      Usuń