czwartek, 28 lipca 2016

Dzwońce

Pierwszy lęg wyprowadziły pod koniec maja. Gniazdowały w jałowcu, a czerwcowa wichura dała i rodzicom i dzieciom niezła szkołę przetrwania. Zrozumiały, że gęstwa jałowca czy tui nie jest najbezpieczniejszym miejscem na budowę gniazda, więc na drugi lęg wybrały rosnący po zachodniej stronie domu srebrny świerk.


Zwykle budują gniazda do wysokości 4,5 metra jednak to najlepsze miejsce było dobre sześć metrów nad ziemią i to tam koło 19 czerwca zaczęły znosić najpierw gałązki, potem mech, suche trawy i piórka. 





Samiczka po zniesieniu jaj dość często zostawiała je same sobie.  


Samczyk nie zawsze pamiętał by w porę przynieść jej coś do jedzenia, a że było ciepło, a przerwy w wysiadywaniu niezbyt długie, to jajom nic nie szkodziło. Bywały też takie dni, że samczyk był bardzo troskliwy, sprawdzał czy jej wygodnie, poprawiał poluzowane rusztowanie, cichutko pytał czy może wykluwanie już blisko, 


a kiedy w pewien czwartek padało niemiłosiernie, a deszcz zacinał akurat w wejście do gniazda przysiad na brzegu i mókł i mókł byle tylko ją zasłonić. Efektem tego heroicznego wyczynu było zmarznięcie aż do dostania… dzwońcowej skórki, na szczęście obyło się bez kataru. 



Kiedyś przyleciał mocno zaaferowany i zaczął jej opowiadać, że spotkał ich tegoroczne dzieciaki, że dobrze sobie radzą, a nawet obiecały kiedyś wpaść. I pewnego dnia młody dzwoniec przyleciał na świerk, zaciekawiony zaglądał do gniazdeczka, ale rodziców nie było. 


Nagle pojawia się zaniepokojona mama i dała niemal dorosłemu dziecku do zrozumienia, że wizyta jest mocno nie w porę.


Okazało się, że oboje rodzice zajęci byli szukaniem jedzenia, bo w gniazdeczku były cztery bardzo głodne pisklaki. 




Wchodzenie do gniazda odbywało się bardzo ostrożnie. 



Samiczka długo rozglądała się dokoła, czy nikt jej nie podgląda, po czym powoli siadała na brzegu, rozdzielała pokarm w wyciągnięte dzióbki i na koniec sprawdzała czy w gnieździe jest czysto.


Pisklaki robiły kupki w jednym miejscu i w dodatku wysuwając kuperki poza gniazdo, ale czasami zdarzyło się, że była kolejka i nie udało się doczekać wówczas mama wynosiła pakunek na zewnątrz. 


Czasami po karmieniu rodzice przystawali na gałązce i lustrowali okolicę, czy na maluchy nie zasadza się na przykład sroka. 







A one rosły jak na drożdżach, obrastały w piórka, coraz śmielej wychylały się z gniazda, a nawet wychodziły na gałązki. 



Kiedy rodzice przynosili jedzenie natychmiast wracały na miejsce starając się wyprosić jak najwięcej, a potem tęsknie czekały następnego karmienia. 






Pięć dni temu wyfrunęły i razem ze stadem modych mazurków i czwórką makolągw mieszkają trochę w leszczynach, trochę na brzozie za drogą i trochę w najstarszym świerku. Ciągle jeszcze nawołują rodziców i potrząsając skrzydełkami domagają się jedzenia, ale już wkrótce same będą siadać na źdźbłach trawy i wyłuskiwać nasionka, bo rodzice szykują się do trzeciego lęgu. Obrodziło to lato ptakami i dobrze.

30 komentarzy:

  1. Do trzech razy sztuka, a może ile się zmieści? Podziwiam przerobowość tych skrzydlatych. Jeszcze, z łaski swojej, nakarm moją ciekawość: ileż to dni od wylęgu do opuszczenia gniazda i pierwszych łowów samodzielnych?
    Pozostaję w zadumie niczym pani dzwońcowa na trzynastym od końca, b. ładne zdjęcie. Ten piękny świerk się tam wyjątkowo srebrzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ciepło i jedzenia dość to raczej ile się zmieści zwłaszcza że nie odlatują. Po wykluciu są w gnieździe ok 2 tygodni i potem jeszcze przez 2 domagają się karmieni :)) To zdjęcie robione o 18.00 niemal pod słońce i to jest samczyk, ona ma szary brzuszek. Dzięki!

      Usuń
    2. (No tak, wiem że to ona szara, ale tak mi jakoś prozatorsko bardziej pasowało, że niby, albo ot, niedopatrzenie. I teraz mam minę jak pani dzwońcowa na dziewiątym od końca, ha)

      Usuń
    3. Własściwie od kuprzej strony, to mogło być na dwoje babka... Sama nie wiem czego się czepiłam?

      Usuń
  2. Kapitalny reportaż ale jeszcze bardziej podziwiam Twoją cierpliwość obserwacyjną. Zdjęcie dwudzieste ma unikalne światło. Jest super. W ogóle brzytwa. Twoja lista gatunków w etykietach jest jedną z najbardziej rozbudowanych i stałe rośnie :) coś niesamowitego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świerk rośnie tuż za oknem pod którym siedzę przy biurku, kiedy go sadziliśmy na to liczyłam, że kiedyś będę mogła je oglądać z bliska. Niestety wszystkie zdjęcia poza dwoma ostatnimi robione są przez szybę bo jak tylko otworzyłam okno, uciekały. Tylko młode dały się zrobić normalnie. 20 jest robione o 18.00, reszta przypadkowo, jak przyleciały :)) Pojawił się w tym roku kszyk, słyszałam go całkiem blisko, ale tylko słyszałam. Jest tego w archiwum, ale (jak wiesz) ostatnio pisanie mi nie idzie. Dzięki!

      Usuń
  3. Kolejna piękna historia :-) I te obserwacje, i zdjęcia! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Tak to jest, jak się nie da wyjść do lasu to zaczyna się widzieć znacznie więcej tego co pod domem. Miałam szczęście.

      Usuń
  4. Popatrz ile sie dzieje nawet pod domem, wzruszajacy reportaz! te dziubki otwarte w oczekiwaniu na smakolyk! takie codzienne obserwowanie daje niesamowita przyjemnosc! tez tak robilam w Andach, mam takie zdjecia pokazujace wychowywanie pisklaczkow! Takiej "rozrywki" brakuje mi tutaj w Warszawie.
    Jestes szczesliwa kobieta mogac tyle zaobserwowac! sciskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Musze przyznać, że emocji było znacznie mniej niż przy muchołówkach, bo tu nie musiałam się bać, że ktoś ukradnie jaja, albo napadnie młode. Zbyt wysoko i zbyt blisko domu. Serdeczności!

      Usuń
  5. Kurcze, a ja myślałem, że już po lęgach:) Ponieważ poprzednicy napisali to, co sam bym napisał. zapytam tylko, JAK Ty je dorwałaś na tych 6 metrach?!?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dom jest wysoki, góra okna na pietrze jest na wysokości ok 6.50, wyciągnęłam statyw na maksa, weszłam na krzesło i gotowe. Co do lęgów, kilka dni temu samczyk namawiał samiczkę przy kopce siana, ale młode darły się w leszczynie i ona nie zdecydowała się.

      Usuń
    2. No i gdzie tu sprawiedliwość?! Nam musi wystarczyć nędzna siatka, a Ty sobie dom stawiasz przy gnieździe:)

      Usuń
    3. Dobra, dobra, a gniazdo w dzikim winie, w którym podglądałeś bodaj makolągwy? Sprawiedliwość jest w tresowaniu mojej niecierpliwości. Jak je sadziliśmy miało 30 cm, po 12 latach ma ponad 7 m i to jest pierwsze gniazdo, wcześniej ptaki tylko siadały.

      Usuń
    4. Te makolągwy, to cios poniżej pasa, a poza tym gniazdo było na wysokości 2 m! Na swoją obronę napiszę jeszcze, że wtedy nie miałem aparatu, a jak już go kupiłem, to kazali mi się wynosić do Olsztyna:)

      Usuń
    5. :)) Fakt, brak aparatu i przeprowadzka to nie wesołe, ale szczęście, że to był Olsztyn, a nie na przykład ówczesne Katowice.

      Usuń
  6. Och, rewelacyjny reportaż, wspaniałe ujęcia. Kocham te nasze polskie małe ptaki i ich życie jest dla mnie bardzo interesujące. Dzięki Tobie mogę podglądać te, które nie chcą pokazać się mi osobiście. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo! Cała przyjemność po mojej stronie, a dzwońce są rzeczywiście piękne i takie dobroduszne.

      Usuń
  7. Ładnie pokazany cały przebieg lęgu :) Od początku do końca. Dopiero w takim reportażu widać ile pracy mają ptasi rodzice aby wychować młode. Fajne zdjęcie 27 jak młody upomina się o jedzenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Roboty mają huk, ale jakie są pomysłowe, ten zewnętrzny kibelek to połowa roboty. Mazurki nieustannie wynoszą pampersy od swoich dzieci i niestety składają na moich ogrodowych ławkach. Zwariować z tym można. :)) Dziękuję!

      Usuń
  8. Najbardziej podoba mi się zdjęcie nr 20, ze względu na piękne światło. Pani Grażyno, a co się dzieje z bagienkiem, na które Pani tak często kiedyś chodziła? Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bodaj jedyne zdjęcie zrobione w słońcu, reszta była łapana na gorąco. Przerwy miedzy karmieniami czasem trwały 1,5 godziny. Bagienko jest, ale mam dwie choroby w domu i jedną w stajni i nie ma czasu na dłuższa wyprawę. Pozdrawiam

      Usuń
  9. PIekne te dzwońce ,maluchy karmione przez rodziców widać jak dziobki otwierają,Zdjęcia cudowne,sam dzwoniec pan ma róznokolorowe upierzenie,pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są naprawdę piękne i zimą i latem i miło się je obserwuje. Dziękuję!

      Usuń
  10. Zawsze zastanawiałam się, jak się nazywają te ptaki. Teraz już wiem :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kiedyś nie rozpoznawałam, ale od jakichś dwóch lat już wiem :))

      Usuń
    2. Tego samego dnia, kiedy opublikowałaś ten post, akurat dwa takie przyleciały mi prawie pod samo okno. Zaskoczył mnie dźwięk wydobywający się zza okna, okazało się, że jeden skubał sobie coś w trawie i wydawał takie właśnie odgłosy jedzenia. Natomiast drugi siedział na krzaczku i pilnował kotów, które w oknie mają punkt obserwacyjny.

      Usuń
    3. Normalnie to jest taki perełkowy szczebiot, a w czasie zalotów to jest coś w rodzaju przeciągłego nuuiiiii. Wyczytałam gdzieś, że opiekują się sobą nawzajem, bo podobno nie są dość szybkie w czasie ucieczki.

      Usuń