piątek, 16 maja 2014

Smok

Piękne, ciepłe lato 2011 roku kwitło obficie malwami, makami, goździkami a na łące przed domem wśród wszechobecnej macierzanki i oregano były także całe łany kocanki piaskowej.

To wyjątkowej urody roślina. Kudłatą łodygę i takież listki wieńczy gromadka pachnących żółtych kwiatów.

Plecie się z nich wianuszki na święto Matki Boskiej Zielnej. Pewnego niedzielnego popołudnia podeszłam do takiej dużej kocankowej kępy, gdy wtem … wybiegł z niej smok. Wybiegł, odwrócił się na chwilę, spojrzał na mnie i wlazł pod rosnąca w pobliżu sosnę. Wróciłam szybciutko do domu i opowiadam mężowi, że mamy u siebie gada, wielkiego jaszczura. Łapy ma ogromne a ogon długaśny.
- No to, jaki wielki? Spytał mąż.
- No chyba miał z pół metra
- …
- No może był trochę mniejszy, może tak ze 40 centymetrów
- …
- No dobra, może 25.
- To może to była jakaś jaszczurka.
- Może i jaszczurka, ale lazła jak smok i źle jej z oczu patrzyło. Chodź ze mną i zobacz sam.
Poszliśmy, mąż przodem, ja zaraz za nim, ale pod sosną już nikogo niebyło. I wtedy przypomniały mi się wakacje w Chorwacji, kiedy dziwiłam się, że moja kumpela Lilunia za nic nie chciała wejść do łazienki, bo na ścianie siedziała jaszczurka. Gdy minął strach i wróciło zwykłe ciekawskie podejście do tematu, wyszperałam w Gogolach różne jaszczurki i wyszło mi, że to była wyjątkowo duża zwinka. Tego roku już jej więcej nie widziałam. Aż przyszło następne lato, czerwiec, pora rojenia się pszczół. Na rosnącej pod płotem, gruszy polnej usiadł spory rój.

Przyjechał po niego znajomy pszczelarz. Ja podglądałam całą operację z drugiej strony płotu, gdy nagle w trawie przy siatce coś szurnęło i błysnęło zielonkawo. Ostrożnie by nie spłoszyć pstryknęłam kilka zdjęć nim stworzonko skryło się w gęstwinie trawy.

To był piękny, kolorowy samczyk jaszczurki zwinki. Ta, którą widziałam zeszłego roku była bardziej szara a więc samiczka. Kilka dni później w stercie palików nad stawem spotkałam tym razem samiczkę.

Wychylała głowę, patrzyła na mnie i pewnie myślała sobie
-, Czego tu ciągle łazi, jeszcze nadepnie na mnie.

Zwinki zimują w norkach pod ziemią i gdy kwietniowe słońce zacznie przygrzewać, budzą się, regenerują siły i rozpoczynają gody. Samiczka po miesiącu od spotkania z samczykiem znosi kilkanaście jaj otoczonych specjalną błoną, zagrzebuje je w piasku i na tym koniec matczynej troski. W lipcu, sierpniu wykluwają się całkowicie samodzielne młode zwinki. Żywią się dżdżownicami, komarami, pająkami. Same padają łupem ptaków, lisów, kotów. Chowają się przed nimi w labiryncie podziemnych korytarzy, ale maja też ciekawy mechanizm obronny. W chwili zagrożenia odrzucają ogon, który przez chwilę żyje swoim życiem - drgając wabi napastnika. Jaszczurki uciekają a po jakimś czasie odrasta im nowy ogon. Wilk syty i owca cała. Pewnie na moim cieplutkim stoku pod sosną w norce pod palikami, przyszło na świat już kilka pokoleń jaszczurek, bo widuję je w nowych miejscach. Jedna mieszka w kompostowej pryzmie,

a jedna przy palenisku starej nieużywanej wędzarni.



Ostatnio nad stawem, obok palików, widziałam dorodnego samca.

Przyszedł pewnie na wesele. Samce są agresywne w stosunku do intruzów wchodzących na ich terytorium. Potrafią nieźle pogryźć nie tylko innego samczyka, ale i człowieka. To pewnie, dlatego napotkany „zwinek” prężył ogon, raz by pokazać, jaki jest potężny a dwa by, w razie, czego, rzucić mi go na pożarcie.

Za ogon podziękowałam, ale spytałam czy mogę zrobić parę fotek. Chyba się zgodził, bo pozował cierpliwie podobnie jak kilka dni wcześniej jego „małżonka”.




Mieszkają też u mnie jaszczurki żyworodne ale o tym innym razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz