sobota, 22 czerwca 2013

O romantycznych borsukach i nie tylko

Staw marzył mi się od dawna. Kiedy postanowiłam wreszcie oczyścić i pogłębić stare bagnisko, na którym pasły się konie sąsiada, nie sądziłam, że będzie tam aż tyle wody? Wyszło całkiem ładne, jajowate, małe jeziorko o głębokości w porywach do 2 metrów w zależności czy lato mokre, jesień deszczowa, czy zima śnieżna a wiosna sucha. Najpierw wyglądało to jak glinianka, bez roślin w wodzie i bez trawy na brzegu. Za
to można było dokładnie zaobserwować, komu ten mój wynalazek się spodobał. Już jesienią sarenki przychodziły napić się wody, zostawiając na piasku ślady malutkich kopytek. Zimą można było zobaczyć charakterystyczne ślady zajęcy i sznurkowy trop lisa. A wiosną, gdzieś w maju, zobaczyłam dziwaczne ślady - poduszka i pięć długich palców

oraz dwa wyleżane w piasku miejsca jakiś metr od wody. Okazało się, że to dwa borsuki, być może para, przychodziły z oddalonego o pół kilometra lasu i delektowały się widokiem wiosennego księżyca, a właściwie dwóch księżyców i tego na niebie, i jego odbicia w stawie. Skąd wiem o borsukach? Otóż wnuk sąsiadów lubił wieczorami obserwować sarny pasące się na przyleśnej łące i pewnego dnia zobaczył dwa borsuki. Wyszły z lasu i nieśpiesznie wędrowały w kierunku mojego stawu. Widywał je kilkakrotnie zawsze o zmierzchu. Tamtej wiosny jeszcze dwa razy znalazłam nad stawem takie wygniecione ślady leżących borsuków. Zawsze je zagrabiałam, żeby wiedzieć czy przyjdą jeszcze raz. Potem wszystko porosło trawą i nie wiem czy borsuki rozmarzone kolejną wiosną przychodziły popatrzeć na księżyc. Myślałam raczej, że zapomniały o moim stawie. Ale okazało się, że nie. Borsuk żywi się bardzo rozmaicie. Lubi owoce, orzechy, młody owies, pszenicę, kukurydzę, ale lubi też ślimaki, krety, myszy, szczury, żaby, dżdżownice i …,
no właśnie lubi osy. Dwa lata temu osy ziemne ulepiły sobie ogromne gniazdo na skłonie drogi niedaleko stawu i pewnego ranka okazało się, że gniazdo jest kompletnie zrujnowane, a resztki os krążą nad nim nawet nie złe, ale zrozpaczone. Kolejny taki szturm na gniazdo os odbył się zeszłego lata. Tym razem zbudowały je także na skarpie 20 metrów od stawu. Zrobiłam kilka zdjęć. Jest to fascynująca budowla, jama w ziemi wielkości piłki do koszykówki, a w niej misternie ulepione celulozowe gniazdo. Po kliku dniach postanowiłam zajrzeć, co tam słychać u moich os, a tam ruina, osi Armagedon. Widocznie borsuki uznały teren wokół stawu za znakomite łowisko, stołówkę dostarczającą dóbr wszelakich, ale czy się jeszcze tu pojawią? Wczoraj koło 5 rano w pobliżu stawu borsuka napadły znajome, skądinąd sympatyczne, psy sąsiadki Marii - owczarka niemiecka Axa i owczarkowaty kundel Pączek. Oba cywilizowane, regularnie karmione, zadbane, ale ze skłonnością do podkopywania się pod ogrodzeniem i nocnych potajemnych włóczęg. Dopadły borsuka, a ten jak wiadomo silny jest bardzo, pazury ma ostre, ale porusza się dość wolno, więc zamiast ucieczki wgramolił się pod gęsto, nisko rozłożone wierzbowe gałęzie. Psy próbowały się do niego dostać szczekając przy tym w charakterystyczny sposób. To szczekanie usłyszał mój mąż. A ponieważ psy go znają, dały się odwołać, chociaż Pączek mniej ufny został w krzakach po drugiej stronie drogi, Axa natomiast poszła karnie do domu. Nie na długo, po chwili usłyszeliśmy znowu szczekanie którym Pączek przywołał Axę. Suczka starym, nocnym podkopem wydostała się znowu poza ogrodzenie i w kilka chwil była przy borsuku. Psy próbowały przegryźć gałęzie, by się do niego dostać. Tym razem odwołana, Aksa poszła posłusznie do domu i została zamknięta w kojcu, który, wiedząc że nabroiła, sama sobie łapą otworzyła. Pączek bez pomocy nie miał odwagi wojować i też wrócił do domu. Kiedy poszliśmy sprawdzić, co z borsukiem, wierzbowe zarośla były już puste. Borsuk pewnie wrócił do swojej nory wykończony koszmarnym porankiem. Zwierzęta te znane są z siły i determinacji w obronie, i tak naprawdę to psy miały więcej szczęścia niż rozumu, że wyszły z tej potyczki bez szwanku. Martwię się, że borsuki więcej nad mój staw nie przyjdą, a zagnieździł się w nim karczownik ziemnowodny. Zeszłego roku ukradł mi z warzywnika kilkanaście porów, kilka pietruszek i ze dwa rzędy marchewki, nie wspominając o pięknym kaczeńcu na brzegu stawu. Wolałabym żeby go upolował borsuk, a tak będę musiała skurczybyka otruć. Na koniec
zobaczcie jednego ze sprawców napaści na borsuka - to właśnie Pączek. Leżał sobie na drodze do domu. Podchodząc bliżej żeby mu zrobić zdjęcie, powiedziałam
- i co bambaryło, myślałeś, że upolujesz borsuka?
Bambaryła odwrócił się na pięcie, podniósł ogon jakby chciał powiedzieć:

„Całuj psa … w nos” i poszedł do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz