poniedziałek, 22 lutego 2016

Ta niedziela



Kto z nas nie zna starych kawałów o Jasiu, co to wyrywał się do odpowiedzi, a zwłaszcza tego, w którym nauczycielka przyrody pytała o ptaka na „a”, na „b”, na „c”, a Jasiu stosując sobie tylko właściwą jasiową logikę odpowiadał pytaniem na pytanie, a może czyżyk, być może czyżyk i czyżby czyżyk?  Kiedy trzy lata temu wracałam ze spaceru i w rosnącej przy furtce tui zobaczyłam pięknego cytrynowo czarnego ptaka, wiatr szepnął mi do ucha, czyżby czyżyk? Zajęty wyłuskiwaniem tujowych szyszek nie zwracał na mnie uwagi. Nasze czyżyki odlatują przed zima na zachód i południowy zachód Europy, a do nas przylatują skandynawskie i rosyjskie. To była połowa marca i ptak był sam, więc najprawdopodobniej był to nasz rodzimy czyżyk, który właśnie powrócił z zimowiska i głodny regenerował siły tym, co lubi najbardziej czyli nasionami drzew iglastych. 








Na ponowne tak bliskie spotkanie czekałam do zeszłej niedzieli. Pod karmnikiem zjawiła się para i zbierała nasiona słonecznika i jagły, które porozrzucały rządzące ptasią stołówką sikory i mazurki. Samiczka uwijała się sprytnie kawałek po kawałku przeglądając trawę. Zobaczyły to sikory i także zamiast jeść w karmniku sfrunęły na trawę i zaczęły straszyć mniejszą od siebie panią czyżykową, która wreszcie pozwoliła się przepędzić. 








Istnieje podejrzenie, że poskarżyła się mężowi, bo po chwili nadleciał, najpierw przysiadł na gałązce ocenił sytuacje, 


a następnie bezceremonialnie wparował do karmnika. 


Sikory natychmiast straciły zainteresowanie resztkami w trawie i także próbowały dostać się do karmnika, 


ale tam oprócz zielonkawego czyżyka były jeszcze zielonkawe dzwońce i być może ich potężne dzioby oraz przyjazne nastawienie do brata w kolorze spowodowało, że gdy bogatka próbowała wejść do karmnika czyżyk nastroszył skrzydła i ogon i wrzasnął,  
- strrrrrasznie jestem zły, okrrrrropnie zły i jak jeszcze raz będziecie przeganiać moją małżonkę to was pogrrryzę, podrrrapię i zjem, zrrrrozumiano?


Sikora w pierwszej chwili zgłupiała, ale w końcu zapytała,
- a czy tak tylko z boczku mogę?
Ten spojrzał na nią z ukosa i palnął,
- prrrrosz, nie jestem taki jak wy.


W końcu wszystkie ptaki najadły się i odleciały, wszystkie oprócz modraszki, której znacznie więcej czasu zajęło zrozumienie, co za skarby znajduje w trawie pani czyżykowa. 




Siedziała na gałązce łuskając ziarnko słonecznika i gdy po raz kolejny spadło jej w trawę, 





nie wróciła po nowe do karmnika tylko uważnie spojrzała w dół, zanurkowała i znalazłszy utracony skarb, zadowolona wróciła na gałązkę. 





To pewnie jedno z ostatnich karmnikowych spotkań, bo wiosenne godowe śpiewy rozbrzmiewają coraz głośniej, ale gdyby nastąpiło załamanie pogody, gdyby niespodziewanie przyszedł śnieg, albo mróz to mam jeszcze spory zapas słonecznika i moje miłe ptaszorki, serrrdecznie zaprrraszam.