czwartek, 3 marca 2016

Wiosna jeszcze się nie zaczęła

Żurawie dość długo zajmują się swoimi dziećmi, a raczej długo pozwalają im przy sobie zostać. Rodzina razem leci na zimowisko, razem wraca i razem jest jeszcze przez jakieś dwa tygodnia. U mnie właśnie zaczęła się faza tłumaczenia młodemu, że powinien przestać czepiać się maminych piór i poszukać towarzystwa rówieśników, bo rodzice już wkrótce będą bardzo zajęci. Chcąc się temu dokładnie przyjrzeć wybrałam się dzisiaj wcześnie rano na Dużą Łąkę. Były tam wczoraj i miałam nadzieje, że o tej samej godzinie pojawią się i dzisiaj. Ale dzisiaj to one postanowiły dać koncert przy rozlewisku. Odczekawszy godzinę i nie wiedząc gdzie dokładnie są szłam powoli w tamtym kierunku. Po drodze napatoczyły się sarny i kiedy zaczęłam je podchodzić, bo przejść obok bez foty wydało mi się bez sensu, do krzyku żurawi przyłączyły się trzy myszołowy, które od kilku dni odbywają loty godowe. Decyzja była taka, najpierw jak się uda myszołowy, potem sarny, a na końcu żurawie.  Z myszołowów udało się chwycić jednego, który przeleciał mi niemal nad głową, powiedział tamtym, że stoję w lesie i z lotami godowymi zrobił się koniec.  


Po sarnach także już nie było śladu, ale żurawie zostały. Kiedy dotarłam do przepustu na Marunce zobaczyłam je przez leszczynowe gałązki. 


Niestety one też mnie zobaczyły i zaczęły iść w kierunku lasu, a w tak zwanym międzyczasie tłumaczyły młodemu, że ma iść precz.  







Dotarłszy na górkę wystartowały i poleciały…, a jakże na moją łąkę. 




Musiałabym mieć skrzydła, żeby za nimi nadążyć, a tak zawróciłam i poczłapałam per pedes układając plan podejścia. Wystarczyło pokonać kawał łąki, wspiąć się na porośnięte lasem zbocze, przedrzeć się brzegiem przez kolczaste tarniny i żurawie byłyby na wyciągnięcie ręki, czyli jakieś trzydzieści metrów. Wyszłam jednak znacznie szybciej i z daleka zobaczyłam, że stały na oziminie. 


Kiedy dotarłam do tarnin jeszcze stały, ale były bardzo nerwowe. 




Ozimina słaba, w zaroślach ktoś się kręcił, nie było na co czekać, poderwały się i wróciły nad rozlewisko. Ja za to spokojnie oceniłam, że może nie jutro, pojutrze, ale za miesiąc, kiedy glina wyschnie i na tarninach pojawią się liście będę tam robiła piękne zdjęcia żurawi. Przecież wiosna jeszcze się nie zaczęła.