poniedziałek, 8 września 2014

Z tęsknoty za ptasim świergotem

Albo wyjadły wszystkie robaczki i muchy pod domem albo coś innego spowodowało, że ptaki w ciągu ostatnich trzech dni gdzieś się zapodziały. Mazurki zaczęły latać na cały dzień do wsi i wracać dopiero wieczorem, a sikory i pierwiosnki nie wiadomo gdzie. Tylko sójki zdwoiły pracę i od rana do późna zrywają zielone jeszcze żołędzie i noszą je do spiżarni. Czyżby zwiastowało to rychłą zimę? Zatęskniwszy za całodziennym świergotem wybrałam się do lasu.  Na łące cisza. Pod lasem też cisza tylko na skraju pasły się sarenki. 




W lesie cisza, a to przecież już po 7.00. Bobrze bagno mocno podsuszone. A jakie ma być, kiedy porządnego deszczu nie było od wiosny. To, co się pojawiało w międzyczasie to tylko kroplówka dla podtrzymania życia. Zaczęłam ostrożnie obchodzić bagno, bo w koło mnóstwo wykopanych przez bobry tuneli i łatwo w nie wpaść gapiąc się na drzewa. Byłam już tak w połowie i nagle gdy przechodziłąm pod leszczyną, coś mnie uderzyło. Wystraszona odskoczyłam, obejrzałam się a na leszczynie, a jakże siedziałą wiewiórka i to ona cisnęła we mnie ogryzkiem szyszki. Zanim się odstresowałam i zaczęłam robić zdjęcia ona najpierw trochę pofukała, potrzęsła ruda kitką a potem przeleciała na sosnę. 


Kiedy zobaczyła, że nie uciekam przysiadła na gałęzi i czekała.




Nagle, całkiem blisko usłyszałam terkot dzięcioła czarnego. Szczęśliwie udało mi się go zauważyć i wyśledzić gdzie usiadł. 





To największy z występujących u nas dzięciołów. Kiedyś wykuł dziuplę w sośnie nad moim stawem, ale był tam tylko przez jeden sezon. Wiewiórka uznała, że może wrócić na leszczynę. 


Byłam już na skraju bagienka a stąd prosta droga, wzdłuż leśnej siatki chroniącej młodnik, do drugiego bagienka. I tu się okazało, że drugie bagienko prawie wyschło ale ów młodnik to ptasi raj. Bogatki, modraszki, kowaliki i innej maści drobnica tu właśnie buszowała uganiając się za sobą i za jedzeniem w takim tempie, że do pokazania nadaje się tylko jedno zdjęcie. 


W dodatku wszystkie fotki robione są „z ręki”. No, ale kiedy ktoś chodzi tyłem po zaoranym gliniastym polu to i tak ma szczęście, jeśli tylko statyw połamie. I na koniec nie wiem, kto mi się nawinął czy to pierwiosnek, czy młoda kapturka, w każdym razie poranek w lesie był cudowny.